Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 15 min czytania

Zbrodnia Ikara - Rozdział 1 - Obłęd

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pokój wypełniony był gęstym dymem cygara unoszącym się aż pod sam sufit. Przy niskim stoliku na środku pokoju siedział mały chłopiec ze spuszczoną głową, pocierający nerwowo ręce o brzeg krzesła. Tylko spostrzegawcze oko dojrzałoby siedzącego za nim mężczyznę w chmurze dymu. To właśnie on i jego palące się cygaro było przyczyną nieznośnego zapachu w całym pomieszczeniu. Mężczyzna wstał z fotela i wolnym krokiem zbliżył się do chłopca, podniósł jego głowę i spojrzał mu prosto w oczy. Zobaczył tam tylko jedno. Strach. — To nie jest mój syn — powiedział sam do siebie i odłożył cygaro na popielniczkę, ciągle wpatrując się w oczy chłopca. Jego ręka prawie miażdżyła mały, delikatny podbródek, ale mężczyzna w ogóle się tym nie przejął. – Mój syn się nie boi, nie wie co to strach. Jego głos stawał się coraz donośniejszy. Chłopiec próbował radzić sobie z bólem, ale łzy cisnęły mu się do oczu. — Ojcze, ja się wcale nie boję — wyszeptał, z trudem łapiąc powietrze w płuca i spoglądając w twarz swojemu opiekunowi. – Przecież wiesz, że jestem w stanie to zrobić. — Nie boisz się powiadasz? – Mężczyzna puścił chłopca i zaśmiał się szyderczo. – Twój strach cuchnie na odległość. Poczułbym go stojąc przy oknie. – Wskazał palcem na okiennicę znajdującą się po drugiej stronie pokoju. – A nawet przy drzwiach! — Teraz mężczyzna już krzyczał. — Gdybym wyszedł na zewnątrz, wiedziałbym, że w tym domu znajduje się tchórz, którym jesteś właśnie ty. Jego pięść zbliżyła się do klatki piersiowej dziecka i kilka razy uderzyła w nią z niezwykłą siłą. Chłopiec nie opierał się, wiedział, że niedługo skończy się nauka ojca i będzie mógł wrócić do swojego pokoju. Działo się tak przecież każdego wieczoru. Teraz nie może być inaczej. Mężczyzna znowu oddalił się od przerażonego syna i zaczął chodzić nerwowo po pokoju. Na jego twarzy widać było szaleństwo, w głowie kotłowało się tysiące myśli. Jak zmusić go do posłuszeństwa? Jak wybić mu z głowy strach? Jak pozbawić go tej dziecięcej niewinności? — Wstań! – krzyknął w pewnym momencie. — Już! Podnieś swój leniwy tyłek i stań koło okna! Chłopiec był jeszcze bardziej przerażony niż przedtem, lecz natychmiast wstał i podszedł powoli we wskazane przez ojca miejsce. — Pospiesz się głupcze! – wrzasnął mężczyzna. — Mój czas jest cenny, mam ważniejsze rzeczy na głowie niż wychowywanie takiego smarkacza jak ty. Dziecko stało posłusznie koło okna tak, jak wskazał mu ojciec i czekał na to, co miało za chwilę nastąpić. Spojrzał na swojego opiekuna z wyczekiwaniem. — Co się tak gapisz? – Mężczyzna chwycił młodego za kark i wystawił jego głowę przez otwarte okno. — Boli, tato, puść, proszę, strasznie boli! – krzyczał chłopiec, gdy niesamowity ból przeszył jego ciało i stawało się to nie do zniesienia. — Przecież za chwilę spadnę. Tato, proszę! — Widzisz, jednak nie jesteś taki odważny, jak ci się zdaje — odrzekł mężczyzna szyderczo i puścił syna. – Patrz przez okno, co widzisz? Chłopiec rozmasowując sobie kark, spojrzał na krajobraz przed domem. Przyglądał się chwilę i myślał. Żadna dobra odpowiedź nie przychodziła mu do głowy. Jak mógłby zadowolić swojego ojca? Co powiedzieć, by nie otrzymać kary? — Nic, ojcze — odrzekł cichutko. — Tylko nasz ogród i droga za ogrodzeniem. Nic innego tam nie ma. — Nic innego? Chcesz mi powiedzieć, że jesteś nie tylko głupi, ale też ślepy? – zapytał ze złością i sięgnął po kolejne cygaro. – Przypatrz się dobrze. Chłopiec przyzwyczajony już do obelg padających pod jego adresem, nie zwrócił na nie uwagi. Starał się odgadnąć, co miał na myśli ojciec, kiedy kazał mu patrzeć za okno. Co miał znaleźć? Co mogłoby zainteresować jego ojca na tyle, by tracić czas na takie sprawy? — Ojcze, ja naprawdę nic nie widzę. Ogród, droga, domy sąsiadów. — A widzisz! – wykrzyknął mężczyzna. – Jednak coś jest. Domy sąsiadów. Więc powiedz mi który dom najbardziej ci się podoba? Chłopiec zdziwiony reakcją ojca odpowiedział po chwili: — Dom Owenów. — A to dlaczego tak ci się podoba dom Owenów? — Jest najbardziej zadbany. Ma duży ogród, taras, w środku też jest piękny — opowiadał z przejęciem mały. — Tak, tak, oczywiście. Bogaty, piękny, zadbany — przedrzeźniał go mężczyzna, lekceważąc każde wypowiedziane przez syna słowo. – A wiesz kto w nim mieszka? Chłopiec skinął głową i wyszeptał: — Emilia Owen tato. — Dokładnie. A wiesz kim jest ta kobieta? Dziecko potrząsnęło przecząco głową. — To stara oszustka. Nic niewarta. Złodziejka. Dzięki temu jest taka bogata i ma ten twój piękny i zadbany dom. – W jego tonie głosu dało się wyczuć złość. – A wiesz synu co robimy z takimi ludźmi? Chłopiec podniósł głowę i spojrzał na ojca. Nie znał odpowiedzi na to pytanie. — Jasne, że nie wiesz. Jesteś tylko głupim dzieckiem. Nic nie wiesz. – Mężczyzna odwrócił się do niego plecami i zaczął mówić: – Widzisz, my, to znaczy ja i ty, nie jesteśmy zwykłymi ludźmi. Mamy większe prawa niż inni. Mamy prawo dawać życie i je odbierać. Mamy prawo eliminować tych, którzy powinni zostać wyeliminowani. Zabijać tych, którzy powinni zostać zabici. Torturować tych, którzy powinni być torturowani. – W jego głosie słychać było pasję i wiarę we własne słowa. — Widzisz synu, społeczeństwo dzieli się na różne grupy. My należymy do tych, którzy mają władzę nad życiem innych. Reszta to tylko głupie wszy, które zatruwają nasze życie. Ich właśnie należy się pozbyć. Chłopiec z przerażeniem słuchał słów ojca. Jego wykłady zawsze były drastyczne i obejmowały przemoc wobec niego, ale ojciec nigdy jeszcze nie mówił o takich rzeczach. O zabijaniu. Przecież tak nie można, nie wolno pozbawiać nikogo jego życia. Mężczyzna odwrócił się powoli w stronę syna z uśmiechem na ustach. Kucnął przed nim i zapytał. — Chcesz żeby twój tato był zadowolony, prawda? Chłopiec skinął głową. — Nie chcesz go zawieść, prawda? Chłopiec skinął ponownie. — Zrobisz wszystko, bym był z ciebie dumny? Skinięcie. — Dobrze – odparł ucieszony. – W takim razie mam dla ciebie zadanie. Jeśli je wykonasz, będziesz wart nazwiska, które nosisz i imienia, które ci nadałem. Udowodnisz, że jesteś moim prawdziwym synem. — Co mam zrobić tato? – zapytał niepewnie chłopiec. Bał się ojca, a sprzeciw wobec niego był wykluczony. — Po pierwsze masz nic nie mówić matce. Tylko by przeszkadzała. – Kolejne cygaro znalazło się w jego ręce. – Po drugie staniesz się narzędziem w rękach lepszych ludzi. Będziesz naprawiał świat. Chłopiec patrzył na niego z wyczekiwaniem. Teraz poczuł prawdziwy strach. Spodziewał się tego, co za chwilę usłyszy, ale nie dopuszczał do siebie tej myśli. — Musimy pozbyć się Emilii Owen – powiedział mężczyzna i wskazał palcem na swojego syna. — I właśnie ty to zrobisz. Mały próbował zrozumieć, co powiedział jego własny ojciec. Kazał mu zabić. Odebrać komuś życie. Mordować. Nie, to wykluczone. On przecież tego nie zrobi. Nie będzie w stanie, jest zbyt słaby. Wyczekujący wzrok ojca mówił sam za siebie — jeżeli tego nie zrobi sam zostanie ukarany. A ojciec jest zdolny do wszystkiego. Nie może powiedzieć matce, wtedy ją skazałby na gniew ojca. Do tego nie mógł dopuścić. — Straciłeś głos głupcze? – Do chłopca ledwo docierał głos mężczyzny. – Nie masz się nad czym zastanawiać. Zostałeś wybrany. Jesteś lepszy od innych i musisz im to udowodnić. Pozbędziesz się wszy, uzdrowisz społeczeństwo. Chłopiec skinął głową w akcie zgody. Nie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%