Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 14 min czytania

Zbrodnia Ikara - Rozdział 10 - Katorga

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ikar nie wiedział gdzie ma się podziać, nie miał przecież dokąd pójść. Na świecie nie pozostała mu już żadna bliska osoba. Ostatnia odeszła niedawno i wciąż nie umiał się z tym pogodzić. Bo niby jak można pogodzić się z czymś tak okrutnym i niewybaczalnym? Oddalił się w ofiarowanym mu samochodzie od New Island, tego przeklętego miasta, w którym spędził tyle lat swojego życia. Nie rozumiał czym zasłużył sobie na pomoc tak wielu ludzi, skoro był człowiekiem przesiąkniętym złem i nieprawością. Przecież on, Ikar Clark przez tyle lat mordował niewinnych z przekonaniem, że to, co robi jest dobre. Nie miał żadnych wyrzutów sumienia, żadnych wątpliwości, nic nie stało na jego drodze. Aż do teraz. Zrozumiał właśnie, że wszystko, co wydarzyło się do tej pory było jedynie elementem nierównej gry prowadzonej przez jego ojca, Natana Clarka. A on nie miał zamiaru dłużej brać w niej udziału. Nie będzie kolejną marionetką w rękach człowieka, który wmówił sobie, że ma władzę nad innymi ludźmi i może decydować o ich losie. Nikt przecież nie ma takiego prawa. Ikar chciał zniknąć i zmienić swoje życie chociaż nie wiedział czy jest to jeszcze możliwe. Już raz spróbował, ale poniósł druzgocącą klęskę. Czy warto było ryzykować jeszcze kolejny raz? Dla wolności? Zawsze. Błądził niepewnie po nieznanej mu okolicy i rozmyślał o swojej przyszłości. Opuścił zatłoczone miasto i podążał cichymi, spokojnymi drogami w nieznanym kierunku. Tak będzie lepiej. Nie miał pojęcia czy wciąż jest obserwowany tak, jak ostatnio, ale nie stanowiło to dla niego żadnej różnicy. Jeżeli ojciec już wie o jego zniknięciu, z pewnością nie da mu spokoju do czasu, aż on znowu znajdzie się w jego siedzibie w New Island. Dlatego musi czym prędzej uciekać i zaszyć się w miejscu, gdzie wpływy Natana Clarka nie sięgają. Nie mógł on być przecież tak wszechmocny. Ojciec walczył z Ikarem najróżniejszymi sposobami, ale mistrzowskie oddziaływanie na psychikę człowieka było jego najskuteczniejszym działaniem. Lustra. Chciał przemówić do niego przez zwykłe lustra. I chociaż wydawało się to pozornie nieszkodliwe Ikar wiedział, że dłuższy pobyt w tej samotni skończyłby się źle. Wpatrywałby się we własne odbicie ze świadomością swoich czynów — zabójstwa własnej matki, śmierci Marion i nigdzie nie znalazłby ucieczki od samego siebie. Teraz też jej nie znajdzie, ale przynajmniej nie musi spoglądać na twarz człowieka, który nie zasłużył na to miano. Na twarz Ikara Clarka. Mordercy. Zatrzymał samochód. Był już chyba dość daleko, by choć na chwilę poczuć się bezpiecznie. Silnik zgasł i powoli otworzyły się drzwi od strony kierowcy, zza których wyłonił się wysoki mężczyzna. Był bardzo zmęczony i ledwo trzymał się na nogach, ale świeże powietrze przyniosło mu ulgę. Ikar wdychał je głęboko i spoglądał dookoła siebie. Znajdował się na całkowitym pustkowiu, a otaczały go tylko wysokie drzewa, których liście szumiały głośno trącane mocnymi porywami wiatru. Pogoda mu sprzyjała – było dość chłodno, ale niebo usłane gwiazdami rozjaśniało cały krajobraz. Oddalił się od samochodu, chcąc rozprostować zmaltretowane nogi i podążył przed siebie cały czas rozmyślając o tym, co powinien zrobić. Nic racjonalnego nie przychodziło mu jednak do głowy. Otaczała go nieprzyjemna cisza przerywana jedynie szumem wiatru i odgłosem szurania jego butów po kamiennej ścieżce, na której właśnie się pojawił. Szedł naprzód, nie zważając na to, że pozostawiony samochód może wzbudzić podejrzenia. Nawet jeśli było to zwykłe pustkowie, narażał siebie na niebezpieczeństwo, a tego nie powinien robić w sytuacji jaka go spotkała. Nigdy nie wiadomo, co wymyśli i do czego posunie się Natan Clark, by znowu zawładnąć życiem własnego syna. Głośny krzyk rozpaczy wydobył się z mężczyzny, który dusił w sobie tyle sprzecznych ze sobą emocji przez całe swoje życie. Coś musiało się stać. Upadł na kolana i chwycił się za głowę, spoglądając w nocne niebo, a w jego oczach widać było gniew. Czuł się bezradny wobec wszystkiego, co miało miejsce do tej pory, nie wiedział czy cokolwiek może się jeszcze zmienić. Nie chciał już uciekać, ale nie miał innego wyboru. Twarde kamienie nieprzyjemnie wbijały się w jego nogi, pozostawiając po sobie uczucie bólu i ślady w wielu miejscach. Wiatr stawał się silniejszy z każdą chwilą, a Ikar wciąż pozostawał na ziemi i wpatrywał się w dal. Czekał na jakąś podpowiedź, cokolwiek, co mogłoby mu pomóc. Nic takiego jednak nie nadeszło. Był sam. I sam pozostanie już do końca. *** Mrok wypełniał mój umysł, moje ciało. Znowu. Przeszywał mnie na wskroś, a wnętrze rozdzierał niesamowity ból. Chciałem krzyczeć, ale nie mogłem wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Wzrok, słuch – wszystko zawodziło w obliczu narastającej ciemności, którą czułem wokół siebie. Stawała się coraz gęstsza i cięższa, pochłaniała wszystko, co napotkała na swojej drodze. I mnie. Straciłem władzę nad własnym ciałem i unosiłem się bezwładnie w narastającym mroku, który ponownie miał zawładnąć całym moim życiem. Nie mogłem się z niego wydostać, chociaż tylko tego pragnąłem, o to walczyłem. Ale na walkę było już chyba za późno. Pozwoliłem aby ciemność przejęła kontrolę nade mną i moim życiem. I tak jest już przegrane. Ale coś wciąż trzymało mnie przy życiu. Dotyk. Poczułem niesamowity dotyk, który przyniósł mi ulgę i nadzieję na to, że nie wszystko stracone. A przecież był to zwykły, bezużyteczny zmysł. Tylko, że skądś go znałem i nie był mi obojętny. Chciałem poczuć to samo jeszcze raz. Choćby ostatni raz. Moment, gdy wynurzyłem się z ciemności był niczym oderwanie od wcześniejszego życia. Pozostawiłem mrok w tyle i zmierzałem ku światłości. Albo to ona zmierzała ku mnie. Uchyliłem powieki by znowu ujrzeć jasność, która uderzyła w moje oczy, ale nie pozwoliłem sobie na ponowne ich zamknięcie. Zbyt dużo mogłem stracić. Jasne włosy migotały przede mną i już wiedziałem, że jestem bezpieczny. Muszę tylko podążać za nią. Za moim Aniołem, który prowadzi mnie za rękę ku lepszemu światu. A właśnie w nim chciałem się znaleźć. Nie odwróciła się do mnie, ale wiedziałem, że to ona. Byłem tego pewien. Ścisnąłem mocniej jej dłoń, która wydawała się nadzwyczaj krucha i delikatna. Idealna. Spojrzałem za siebie i zauważyłem, że ciemna przestrzeń zbliża się w niepokojącym tempie. Coś ciągnęło mnie w tamtą stronę,ale ja nie chciałem ponownie dać się jej porwać. Tylko, że ona tak szybko zmierzała w moim kierunku. Tylko jedno mogło mnie uratować – mój jasnowłosy Anioł nie puszczał mojej dłoni, mimo iż mrok otaczał nas z każdej strony. Trzymałem się blisko niej, nic więcej nie mogłem przecież zrobić. — Musisz uwierzyć — rozległ się cichy, ale jednocześnie silny głos kobiety, która była moją ostatnią nadzieją. Mrok znowu zaczynał przejmować kontrolę nad moim ciałem, chociaż starałem się nie dać za wygraną i walczyć o własną duszę. Ona musiała

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zbrodnia Ikara - Rozdział 10 - Katorga — czytnik · opowiadania