Psychologia · 8 min czytania
Zbrodnia Ikara - Rozdział 11 - Odkupienie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
— Tato, tatusiu! – krzyknęła mała dziewczynka i podbiegała do wysokiego mężczyzny stojącego przy szarym nagrobku. – Spójrz! Trzymała w ręce pomarańczowy listek, który znalazła na ziemi i wpatrywała się w niego z zachwytem, pokazując go uśmiechniętemu ojcu. Ten chwycił ją delikatnie za rączkę i spoglądał na to, co przyniosła. — A co my tu mamy? – zapytał. — Biedronkę – odpowiedziała z radością w głosie. – Małą biedroneczkę! Odgarnęła niesforne włosy, które opadły jej na czoło i przykucnęła, a jej nosek znalazł się tuż obok maleńkiego owada. — Jest śliczna – wyszeptała i wyciągnęła małą rączkę, by dotknąć czerwonej drobinki. Jednak ta, spłoszona obcym dotykiem otworzyła skrzydełka i wzniosła się powoli w górę. Unosiła się przez chwilę obok głowy zaskoczonej dziewczynki, po czym odfrunęła w nieznane. Dziecko spojrzało na ojca zasmucone i spuściło oczy w dół. — Ja nie chciałam jej przestraszyć – powiedziała cichutko. Mężczyzna położył rękę na jej ramieniu, a drugą dotknął podbródka, by unieść główkę małej do góry. Jej oczy szkliły się lekko, ale powstrzymała łzy, które same cisnęły się do oczu. — Wcale jej nie przestraszyłaś – pocieszył ją ojciec. – Ona po prostu musiała odlecieć, by dotrzeć do swojego domu. Spoglądał z przejęciem na swoje małe dziecko, które wciąż trzymało w ręce pomarańczowy listek i smuciło się po utracie swojego znaleziska. — My też powinniśmy już wracać, robi się późno – oznajmił i podniósł małą na ręce. — Robert! Robert idziemy! – zawołał, rozglądając się wokół siebie w poszukiwaniu swojego syna. – Nie wiesz gdzie poszedł twój brat? – zapytał dziewczynki, która przytuliła się do niego mocno. Pokręciła głową. — Robert! — krzyknął zniecierpliwiony, wypatrując go pomiędzy ciasnymi grobowcami. — Gdzie on się podział? — Już idę – rozległ się dziecięcy głos za plecami mężczyzny. – Nie było mnie przecież tylko chwilę. Kilkunastoletni chłopiec stanął obok swojego ojca i siostry. Był szczupły i dość wysoki jak na swój wiek, a zbyt długie, brązowe włosy nieco zasłaniały jego brązowe oczy. — Miałeś nie odchodzić daleko – upomniał go ojciec. – Mogłeś się zgubić. Martwiliśmy się o ciebie. — Przepraszam – odparł zawstydzony. – Chciałem tylko pooglądać inne miejsca na cmentarzu i nic mi się przecież nie stało. Ojciec pokręcił głową z dezaprobatą, widząc przepraszający uśmiech chłopca i chwycił go za rękę, wciąż dźwigając swoja małą córeczkę. — Lepiej już chodźmy, więc pożegnajcie się z mamą – oświadczył. Sam spojrzał na szary nagrobek, na którym widniało czarno – białe zdjęcie kobiety uśmiechającej się delikatnie. Wydawało mu się, że przez ten cały czas zdążył pogodzić się z jej odejściem, ale spoglądanie na jej fotografię pobudzało wspomnienia z przeszłości i właśnie wtedy uświadamiał sobie jak bardzo za nią tęskni. Ale jej już nie było. Dziewczynka wyciągnęła malutką rączkę i niezgrabnie pomachała do miejsca, w którym leżała jej matka. Przytuliła się mocniej do ojca i położyła głowę na jego ramieniu. Teraz mogli już odejść. Cala trójka skierowała się w stronę cmentarnej bramy, pozostawiając za sobą jedynie szelest jesiennych liści, które zdobiły alejkę. — Czy ona wróci? – dziewczynka szepnęła ojcu do ucha, wstydząc się swojego pytania. — Biedronka? – zapytał mężczyzna i odwrócił głowę do swojej córki. Ta skinęła głową. — Myślę, że nie – odparł. – Poleciała pewnie do swojego domu. — A mama? – dodała po chwili. Poczuł jak maleńkie łzy opadają na jego ramię, w które wtulało się dziecko i zostawiają niewielkie, mokre plamki. — Też nie wróci – powiedział. – Ale my kiedyś do niej pójdziemy. Wszyscy razem. — Obiecujesz? – zapytała cichutko. — Obiecuję. Zamknęli za sobą cmentarna bramę, nie wiedząc o tym, że przez cały czas byli obserwowani. Wysoki mężczyzna ubrany w czarny płaszcz i ciemne okulary…