Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 19 min czytania

Zbrodnia Ikara - Rozdział 3 - Droga

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Skradziony samochód sprawował się całkiem dobrze. Mężczyzna zbliżał się powoli w stronę miasta, od którego oddalony był dom nieznajomej blondynki. Myślami powracał jednak do obrazu kobiety wyglądającej go z okna. Nie mógł o niej zapomnieć. O jej włosach, oczach, a nawet o trochę pretensjonalnym głosie. Nigdy wcześniej nie naraził się na takie niebezpieczeństwo, jak w tym domu. Kiedy ktoś stawał mu na drodze, ginął. Z nią stało się jednak inaczej. Ocalała. I właśnie to tak intrygowało Ikara. Co skłoniło go do darowania jej życia? Czy możliwa była jego wewnętrzna przemiana? Pojawiły się jakieś wątpliwości? Czyżby tracił siłę, którą wypracował przez te wszystkie lata zabijania i gardzenia innymi ludźmi? Pytania krążyły w jego głowie przez całą drogę. Nim się zorientował, znalazł się w samym centrum miasteczka. Była noc, więc ruch nie był duży, zaledwie kilka samochodów podążało tą samą drogą, co on. Nie czuł się jednak bezpiecznie, miał wrażenie, że jest ciągle obserwowany. Podejrzewał o to każdą osobę, która zdecydowała się opuścić swój dom o tak późnej porze. Grupka nastolatków wracających zapewne z nocnej imprezy niszczyła właśnie świeżo pomalowane ławki w parku. Hałasowali tak głośno, że w kilku oknach zapaliło się światło i pojawiły się w nich rozbudzone postacie. Ikar jak najszybciej opuścił ten teren. Chciał mieć pewność, że nikt go nie zauważy. Całe jego życie to trwanie w ciągłej niepewności, napięciu, braku zaufania do innych. Zawsze radził sobie sam. I teraz też musiał to zrobić. Mimo braku widocznego zagrożenia, pozostawał czujny. Obserwował uważnie otaczające go miejsce, każdy szczegół mógł mieć znaczenie. Nic się jednak nie wydarzyło. Zdecydował się na nocleg w miasteczku, nie spał już kilka nocy. Musiał być wypoczęty, aby móc dbać o swoje bezpieczeństwo. Mężczyzna oddalił się od samego centrum i zjechał w najciemniejszą uliczkę, w której widniało ogłoszenie o wynajmie tanich pokoi. Zostawił samochód na parkingu, na którym znajdowało się już parę aut. Wszedł do budynku, gdzie wisiał napis ‘Motel’. Wnętrze było dość obskurne, odrapane ściany wskazywały na to, że właściciele nie przywiązywali wagi do warunków, w których żyją ich goście. Pod ścianą znajdował się stolik prawdopodobnie służący za miejsce rejestracji. Podszedł więc bliżej i natychmiast z drzwi obok wyłoniła się starsza pani. — Czym mogę służyć? – zapytała. — Pokój na jedną noc. Dla mnie – odparł Ikar. Od początku przyglądała mu się uważnie, co bardzo go irytowało. Po chwili schyliła się i otworzyła szafkę pod stołem, z której wyciągnęła zniszczony już zeszyt i otworzyła go. Poszukała niezapisanej jeszcze strony, a gdy w końcu taką znalazła, zapisała coś, czego Ikar nie mógł odczytać, mimo iż bardzo się starał. Nie znosił, gdy wokół niego działy się rzeczy, których sam nie mógł kontrolować. — Należy się dwadzieścia pięć dolarów – powiedziała kobieta po chwili. Wręczył jej odpowiednią sumę bez słowa, a w zamian otrzymał od niej klucz, który ściągnęła z jednego z haczyków wiszących na ścianie. — Proszę iść za mną, zaprowadzę pana do pokoju. Ruszyła w stronę schodów, nie patrząc na to, czy mężczyzna za nią podąża. Musiała wyczuć jego niechęć do innych ludzi, gdyż nie odezwała się do niego ani słowem przez całą drogę. Szedł za nią dobre kilka minut, bo schody ciągnęły się dość długo, a jego pokój musiał znajdować się na najwyższym piętrze. Ściany w kolorze czerwieni były brudne, w niektórych miejscach schodziła już farba. Gdzieniegdzie znajdowały się małe, zakurzone lampki, dzięki którym można było poruszać się tu w miarę bezpiecznie. Ikar rozglądał się dookoła. Zauważył liczne pajęczyny zwisające z sufitu, na których znajdowały się małe, białe kokony. Były to ofiary nielegalnych lokatorów tego motelu. Nikt ich jednak do tej pory stąd nie usunął i sądząc po całym wnętrzu, nieprędko to nastanie. Kobieta szła szybkim krokiem, co jakiś czas utykała jednak na prawą nogę. Ikar nie dotrzymywał jej kroku, wolał zostać za nią i obserwować każdy jej ruch. W końcu zatrzymała się przy ostatnich drzwiach w tym korytarzu. — To pański pokój. Gdyby miał pan jakiś problem proszę zejść do recepcji. Jesteśmy do pańskiej dyspozycji. Życzę miłej nocy. Nie odpowiedział, skinął jedynie głową i otworzył drzwi. Wszedł, nie czekając na odejście właścicielki. Zamknął się na klucz i rozglądnął po pokoju. Nie były to żadne luksusy, ale on przyzwyczaił się już do przebywania w gorszych warunkach. Pieniędzy mu nie brakowało, lecz musiał ukrywać się w różnych miejscach. Nie mógł więc wybrzydzać na to, co mu zaoferowano w tym miejscu. Łóżko, którego tak pragnął znajdowało się przy ścianie. Obok stała mała szafka i stary telewizor. Wątpił, czy ten sprzęt jeszcze działał. Zapalił lampkę nocną, nie chciał ryzykować oświecenia całego wnętrza i jego cień pojawił się na białej ścianie. Pomyślał o kąpieli i natychmiast otworzył szare drzwi znajdujące się po jego prawej stronie. Łazienka była malutka. Cudem wciśnięto to zarówno umywalkę i toaletę, jak i prysznic. Przy samej podłodze odleciało już kilka płytek o niebieskiej barwie zdobionych niesamowicie brzydkimi kwiatami. Musiał to być wybór kobiety, która go obsługiwała. Na niewielkiej półeczce obok umywalki znalazł jednak kilka świeżo wypranych ręczników, których zapach wypełniał teraz cały pokój. Był wdzięczny losowi, że akurat tej nocy trafił na takie warunki. Nie ociągał się już ani chwili, sięgnął do swojej torby i wyciągnął z niej ubranie. Niedługo potem brał już kojący prysznic, którego tak mu brakowało. Wychodząc z łazienki, sprawdził jeszcze czy na pewno zamknął drzwi. Zbliżył się potem do okna i chwilę obserwował okolicę. Nic się nie działo, ani jednak osoba nie stała na zewnątrz. Tylko księżyc świecił na tyle mocno, że jego blask raził Ikara. Zasłonił więc ciężkie firany i położył się na łóżku. Zgasił lampkę, a pokój ogarnął całkowity mrok. Mężczyzna zamknął oczy i próbował zasnąć, ale ciągle miał przeczucie, że coś jest nie tak. Nie mógł się uspokoić i nerwowo przewracał się z boku na bok. Coś musiał przeoczyć, czegoś nie zauważył, jakaś rzecz umknęła jego uwadze. Nie wiedział niestety, co to mogło być. Marzył o tym, by choć raz zasnąć ze spokojną głową. Nie była to jednak ta noc. Mężczyzna popatrzył na zegar ustawiony pod starym telewizorem. Była pierwsza w nocy. Niedługo będzie musiał wstać, a sen wcale nie przychodził. Przyglądał się więc niewyraźnym kształtom, które teraz zdobiły pokój. Sufit był tak samo odrapany jak reszta ścian, na jednej z nich wisiał jakiś obraz. Miał on chyba zdobić dość ubogie wnętrze. Podłogę dawno już nie pastowaną pokrywała gruba warstwa kurzu, którą przykryto wytartym dywanem. Nie to jednak stanowiło dla Ikara problem. Po chwili spoglądania na ciemne wnętrze zauważył coś w rogu ściany naprzeciwko. Coś małego, ledwie dostrzegalnego z tej odległości. Wstał więc cicho, bo podłoga nie dość, że była brudna, to jeszcze głośno skrzypiała i podszedł w odpowiednie miejsce. Próbował dostać ręką to, co wisiało na ścianie, ale był zbyt niski. Podsunął więc jedyny taboret w pomieszczeniu, stanął na nim, a ów przedmiot znalazł się na wysokości jego głowy. Kamera – przeszło mu przez myśl. Nie mylił się. Był obserwowany. Zasłonił ją dłonią, tak by nic więcej nie nagrała i dostawszy ręką najbliższą szmatę, zakrył ją w całości. Wiedział, że musi uciekać. Zeskoczył z krzesła i rzucił się do swojej torby. Najszybciej jak umiał zmienił ubranie i spakował swoje rzeczy. Po chwili ruszył w stronę drzwi, lecz kiedy chciał dotknąć klamki, one same się otworzyły. A raczej zrobił to ktoś z zewnątrz. Ikar nie zdążył wykonać żadnego ruchu, bo drzwi otworzyły się na całą szerokość i pojawił się w nich wysoki, muskularny mężczyzna. — Romero? – powiedział Ikar, nie wierząc własnym oczom. – Co ty tu robisz? Włamywacz uśmiechnął się na jego widok i zamknął za sobą. — Zaskoczony moim widokiem? – zapytał i równocześnie usiadł na rozścielonym łóżku. Sięgnął do kieszeni, wyciągnął papierosa i zapalniczkę. Zapalił go. – Może to i dobrze. Ikar wpatrywał się w niego z niedowierzaniem. A więc to on go śledził. Jego przyjaciel, a przynajmniej kiedyś za takiego go uważał. — Siadaj Ikarze i nie gap się tak na mnie. To wnerwiające – rzekł spokojnie przybysz. – Widzę, że nie jesteś zbyt szczęśliwy, ale mało mnie to obchodzi. No siadaj wreszcie! Ikar posłusznie wykonał polecenie. Przecież włożył tyle pracy w to, by nie zostać odnalezionym przez nikogo ze swojej przeszłości. Uciekał już tyle miesięcy, aż nagle widzi jego. Romero. Pamiętał jak dawniej ubijali niezłe interesy, bogacili się wspólnie, a raczej dokładali do konta jego ojca. Nie miało to wtedy żadnego znaczenia, działali razem i to było najważniejsze. Aż do czasu, gdy Ikar dowiedział się, że Romero tak naprawdę na boku spiskuje z jego ojcem. Nienawidził Natana Clarka całym swoim sercem, a przynajmniej tym, co z niego zostało. Nie miał jednak wyboru, przez całe swoje życie działał tak, jak on mu nakazywał. Nie umiał znaleźć własnej drogi. Romero był mu wtedy szczególnie bliski. Ikar myślał, że mają wspólnego wroga, dla którego pracują, ale szczerze go nienawidzą. Mylił się jednak. Jego najlepszy przyjaciel zdradził go dla jego największego przeciwnika. Nie potrafił mu tego wybaczyć. Wpatrywał się teraz w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zbrodnia Ikara - Rozdział 3 - Droga — czytnik · opowiadania