Psychologia · 5 min czytania
Zbrodnia Ikara - Rozdział 5 - Kobieta w bieli
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Mrok, z którego nie mogłem się wydostać prowadził mnie w najgłębsze zakamarki mojej duszy. Szedłem powoli, nic nie widziałem, nic nie słyszałem. Czułem tylko narastający niepokój; coś mówiło mi, że idę w dobrym kierunku. Wiedziałem, że coś na mnie czeka. Miałem jednak wątpliwości. Próbowałem wytężyć wzrok, zmusić moje oczy do cięższej pracy, ale wszystko wydawało się bezużyteczne. Tkwiłem w nieprzeniknionej ciemności, która powoli stawała się częścią mnie. Pożerała moje ciało, a jej długie ręce obejmowały powoli mój umysł, moje zmysły. Dusiłem się. Każda próba złapania oddechu kończyła się fiaskiem. Umierałem, mimo to wciąż wyciągałem ręce po pomoc. Błagam, niech ktoś mnie stąd wyciągnie – powtarzałem w głowie, chcąc aby moje myśli stały się także moim krzykiem. Nie udało się. Byłem jak sparaliżowany, otaczał mnie mrok, który powoli wchłaniał mnie w swoją nicość. Śmierć była mi pisana, jednak ja chciałem żyć. Walczyłem. Albo tak mi się przynajmniej wydawało. Stan ten dręczył mnie tak długo, że sam nie potrafię już określić ile to trwało. Nie bałem się. Ja nie odczuwam strachu. Po prostu nie chciałem poddać się temu, czego sam nie potrafiłem kontrolować. Straciłem rachubę czasu, ale wciąż istniałem. Coś trzymało mnie przy życiu. Dotyk. Ktoś chwycił mnie za rękę i pociągnął ku sobie, ale ja dalej nic nie widziałem ani nie słyszałem. Musiałem oddać się w zupełności zmysłowi dotyku, który był moim jedynym sprzymierzeńcem w walce ze światem zewnętrznym. Czułem jak unoszę się nad ziemią, a ktoś wciąż trzyma moją dłoń, nie puszcza jej. Podniosłem głowę do góry kiedy jasne promienie zaatakowały moje oczy. Bolało, gdy odzyskiwałem to, czego mnie pozbawiono. Jak mam przyzwyczaić się do ponownej jasności, jeśli głęboki mrok przeszywa moje wnętrze? Jestem zgubiony. Coś ciągnie mnie ku górze, ku jasności. Coś innego trzyma mnie jednak w dole, nie mogę w pełni unieść się nad mrok. Patrzę tęsknie w kierunku światła. Widzę ją. Jest. Długie, jasne włosy falują w rytm poruszania się ciała. Kobieta. Nie widzę jej twarzy, chowa ją we włosach, ale wciąż trzyma moją dłoń. Nie chce puścić, chociaż walka z cieniem jest już chyba przegrana. Ona wciąż walczy. O mnie. Biała, nieskazitelna szata okrywa jej ciało. Anioł – przeszło mi przez myśl i nie myliłem się. Poczułem jak unoszę się w górę ku światłości. Chciałem tego najmocniej na świecie i stało się. Wynurzyłem się z mroku, łapiąc w płuca każdą…