Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 18 min czytania

Zbrodnia Ikara - Rozdział 8 - Opór

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ikar nie wiedział jak długo siedzi przywiązany do krzesła w swoim rodzinnym domu. Szczerze mówiąc, nie starał się nawet tego określić. Bo cóż mogło to zmienić? Nic. Wpatrywał się beznamiętnym wzrokiem w przestrzeń przed sobą i próbował wyrzucać z pamięci coraz to liczniejsze obrazy, które się w niej pojawiały. Chciał być znowu nieświadomym swojego wcześniejszego życia, ale nic nie dało się zrobić. Czasu nie można przecież cofnąć. A może jednak? Wsłuchiwał się w równy i spokojny oddech Marion, która wciąż tkwiła obok niego z zaklejonymi ustami. Nie miał pojęcia co się z nimi stanie, co wymyśli dla nich Natan Clark. Tylko czy miało to teraz jakieś znaczenie? Przecież wszystko już się wyjaśniło, dostał to, o co walczył od kilku dni. Jednak wbrew pozorom nie przyniosło mu to ulgi, nie rozwiązało ani jednego problemu. Zabawne, bo właśnie w tej chwili Ikar marzył o tym, by znowu żyć w błogiej nieświadomości, uciekając przed swoim ojcem. Bo w końcu dotarło do niego co zrobił i przed czym chronił go Natan Clark. Zabił swoją matkę. Zabił. I chociaż mordowanie innych ludzi nigdy nie stanowiło dla niego problemu, teraz nie umiał sobie z tym poradzić. Zabił matkę. I świadomość ta przeszywała zarówno jego umysł, jak i serce. A wszystko wskazywało na to, że człowiek ten serca już nie miał, że został go pozbawiony przez lata okrutnych praktyk i tortur. Ale on zabił swoją matkę i nijak nie umiał się z tym pogodzić. Czuł jak nowe wspomnienia z tego dnia pojawiają się przed jego oczami. Szedł powoli po schodach tak, by nikt nie mógł go usłyszeć, tak, by nie mogła ona zapobiec temu, co ją czeka. Wsłuchiwał się w głuchą ciszę, która go otaczała. Kiedy stał już przed drzwiami jego serce nie przyspieszyło ani na moment, nie czuł nic. Ani strachu, ani ekscytacji. Jego wnętrze przepełniała pustka, która pojawiła się znowu właśnie teraz, gdy po latach uświadamia sobie co zrobił własnej matce. Pamiętał jak uchylił drzwi i wkroczył w mrok wypełniający sypialnię. Słyszał jej cichy oddech, ale nie wiedział czy spała. Nie potrafił tego określić. Podchodził powoli, trzymając w jednej ręce nóż, a drugą torował sobie drogę. Przesunął krzesło, na którym zawsze trzymała gazety i po chwili stał już nad jej ciałem. Nie wahał się ani przez moment, ale gdy zbliżył nóż do jej klatki piersiowej stało się coś nieoczekiwanego. Jasne oczy zabłyszczały w ciemności nocy. Albo tak mu się tylko wydawało. Może to wyobraźnia płatała mu figle? Wpatrywał się przez chwilę w te znajome źrenice i nie wiedział czy to, co widzi może być prawdziwe. Czy kobieta, która jest świadoma tego, że zginie z rąk własnego syna może patrzeć na swojego zabójcę z miłością? I to uczuciem w najczystszej formie, bo bezwarunkową miłość, którą dojrzał Ikar tylko tak można było nazwać. Czas uciekał, a on stał i nie wykonał żadnego ruchu. Patrzył tylko w oczy osoby, która go urodziła, która go wychowała, która zajmowała się nim całe życie. A Natan Clark czekał i jego żona dobrze o tym wiedziała. Z amoku wyciągnęło młodego Ikara uczucie czegoś ciepłego na swojej prawej dłoni, która wciąż tkwiła przy klatce piersiowej jego matki. Poruszył palcami i dotknął gęstej cieczy, która zaczęła wydobywać się z ciała kobiety. Nóż zanurzony był do połowy w jej ciele, ale on przecież nic nie zrobił, na pewno jej nie zranił. Tylko czy w takiej sytuacji mógł być czegokolwiek pewien? Bo na jego ręce zaciśnięta była dłoń matki, która by chronić własne dziecko przed gniewem ojca, pomogła mu spełnić jego żądanie. Po chwili uścisk ten osłabł, aż w końcu jej ręka opadła na posłanie i zastygła w bezruchu. Tak jak i reszta jej ciała. Ikar nie śmiał spojrzeć na trupa swojej rodzicielki, którego pozostawiał w sypialni i czym prędzej opuścił to pomieszczenie. Zamknął drzwi, oparł się o nie, oddychając szybko i próbował się uspokoić. Pocierał mocno o siebie obydwie ręce, chcąc usunąć z nich lepiącą się krew, ale nie potrafił się jej pozbyć. Nie mógł się przecież pokazać ojcu w takim stanie. *** — Obudźcie go! – Rozległ się krzyk Natana Clarka, który właśnie wkroczył do pokoju, zaznaczając swoją obecność zapachem palącego się cygara. Kilku mężczyzn zbliżyło się do Ikara i potrząsnęło jego ciałem, na którym pojawiły się już oznaki zmęczenia nocą spędzoną w pozycji siedzącej. Wcale nie spał, nie dałby rady zmrużyć oczu choćby na chwilę, bo cały czas towarzyszyły mu cienie wydarzeń z przeszłości dręczące jego umysł. Podniósł delikatnie ociężałą głowę i spojrzał na ojca stojącego przed nim. — To nasza ostatnia rozmowa na ten temat Ikarze – zwrócił się do niego ojciec. – Nie możemy już dłużej marnować czasu. Jest jeszcze coś, co chciałbyś wiedzieć przed powrotem do Clark’s Corporation? — Ja nie wracam… — wyszeptał z trudem Ikar, ale Natan Clark nie dał mu dokończyć. — Wracasz. Dobrze wiesz, że nie masz innego wyjścia. Co ty ze sobą zrobisz beze mnie? Ten pokręcił głową, nie mogąc wydusić słowa. Całe jego ciało wydawało się odrętwiałe i nie było w stanie sprawnie funkcjonować. — Przestań ciągle zaprzeczać — wzburzył się mężczyzna i opadł na krzesło ustawione naprzeciw syna. – Ja naprawdę mam swoje sprawdzone sposoby, które zmuszą cię do powrotu, ale niektórych nie chciałbym stosować. Chyba, że mnie do tego zmusisz. Ikar nie odpowiedział. Kłótnia z ojcem nie miała najmniejszego sensu. Nic go nie miało. Tylko śmierć. — Wracając do mojego pytania. Czy jest coś, czego chciałbyś się dowiedzieć przed powrotem? — Dlaczego? – wyszeptał uwięziony i spojrzał ojcu prosto w oczy. Chciał w nich znaleźć odpowiedź na swoje pytanie. Dlaczego ten chciał, by o wszystkim zapomniał? Mężczyzna uśmiechnął się ironicznie, a w jego oczach znów pojawiły się niebezpieczne iskierki szaleństwa. — Czyż to nie oczywiste? – zapytał. – Pytasz dlaczego? Przecież dobrze znasz odpowiedź. — Dlaczego mi to zrobiłeś? – powtórzył Ikar, starając się by jego głos zabrzmiał silniej niż przedtem, nie chciał okazywać słabości. — Ah, dlaczego i dlaczego – zniecierpliwił się Natan Clark. – Nie mógłbyś na przykład zapytać – jak? Przecież to o wiele ciekawszy temat do rozmowy. Jak ja, Natan Clark, zdołałem sprawić, że mój syn został pozbawiony wspomnień ze swojej przeszłości? To jest dobre pytanie, a nie twoje nudne – dlaczego? Co to w ogóle za różnica jaką obrałem przyczynę. Liczy się przecież sam efekt. Mężczyzna krążył po pokoju wokół dwójki uwięzionych z szaleńczym uśmiechem na twarzy i ogarnięty fascynacją swojego geniuszu. — Ale skoro tego chcesz, powiem ci dlaczego tak musiało się stać. – Oświadczył i ponownie usiał na krześle, zapalając przy tym kolejne cygaro, którego dym uniósł się w powietrzu i uderzył w nozdrza Ikara. – Otóż, mój drogi, zawsze byłeś moim najlepszym człowiekiem do zadań, które innym mogłyby sprawić nie lada trudności. Już od samego początku, czyli od eliminacji Emilii Owen zauważyłem, że masz do tego talent dziecko. Wielki talent. I wszystko szło dobrze, można rzec – nie popełniliśmy żadnego błędu i działaliśmy tak, jak sobie to zamierzyłem. Do czasu śmierci twojej matki, a raczej do czasu zabójstwa twojej matki. – Tu Natan Clark przyjrzał się uważnie reakcji Ikara na te słowa, ale ten nie dał się wytrącić z równowagi. – Zabójstwa, którego dokonałeś właśnie ty. I jestem ci za to bardzo wdzięczny, bo ta kobieta mogłaby nam tylko zaszkodzić w New Island. Właśnie, właśnie, skoro już mowa o tym miejscu. New Island miało być dla nas odskocznią od tej małej mieściny, w której teraz się znajdujemy. Tam mieliśmy działać na dużo większą skalę i początkowo nam się to udawało. Z czasem zacząłem mieć jednak z tobą małe problemy i nijak nie mogłem się domyślić jaka jest ich przyczyna. Wywód mężczyzny przerwało mocne pukanie do drzwi, które sprawiło, że wszyscy obecni zwrócili wzrok w ich stronę. — Wejść – rozkazał Clark nieco obruszony tym, że ktoś odważył się przerwać jego opowieść. Drzwi otwarły się na oścież i ukazał się w nich Romero, który nie zważając na nikogo innego, spoczął wygodnie w fotelu i rzucił klucze trzymane w ręce na stolik. — Wszystko gotowe – oznajmił. – Możemy już jechać? — Świetnie – krzyknął Natan Clark. – Wręcz wyśmienicie. Jednakże wolałbym najpierw dokończyć moją fascynującą historię dla Ikara, więc nie przerywaj mi już więcej Romero. Ponownie zwrócił się w stronę związanego młodzieńca i powiedział: — Także, na czym to ja… A właśnie. Przyczyna twojej małej niedyspozycji w New Island. Dopiero po jakimś czasie zdołałem rozwikłać tę zagadkę i pomogła mi w tym twoja przyjaciółka, która znajduje się tu obok ciebie. Nasza droga Marion uświadomiła mi, że to brak matki tak na ciebie wpływa. Nie świadomość, że to ty ją zabiłeś, ale właśnie jej brak. I tu wkraczamy w sferę mojego genialnego wręcz pomysłu – należy wykasować twoje wspomnienia byś nie cierpiał z powodu straty matki i mógł skupić się na naszej pracy. I co? Stało się. Ja, Natan Clark zdołałem tego dokonać. Nie pamiętałeś nic, kompletnie nic ze…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%