Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 8 min czytania

Zdarzyło się w Chicago

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zdarzyło się w Chicago

Knajpa ,,Paradise’’ na przedmieściach Chicago przedstawiała sobą ponury widok. Długi na kilkanaście metrów stalowy, w wielu miejscach przerdzewiały barak nie zachęcał do wejścia. Obrazu rozpaczy dopełniał już dogorywający , słabo świecący czerwonym blaskiem neon głoszący ,,Welcome to Paradise’’. Długowłosy, wysoki blondyn przyglądał mu się z niekłamanym zafascynowaniem. Zdecydowanie przypomina piekło-pomyślał, po czym wszedł do środka. Wnętrza nie wyglądały dużo lepiej. Spory natłok ludzi wśród obszytych skajem siedzisk i pamiętających jeszcze pewnie czasy II wojny światowej obitych ceratą stolików. Podstarzałe, wyraźnie zniszczone życiem kelnerki noszące mocno znoszone szare uniformy oraz uderzający w nozdrza ostry zapach smażonego oleju stanowczo zniechęcały do dłuższego pobytu . Szemrany typ siedzący przy jednym ze stolików załączył właśnie w oldskulowo wyglądającej szafie grającej ,,Highway to Hell’’. Blondyn uśmiechnął się radośnie. Pośród gawiedzi dostrzegł siedzącego przy filiżance kawy, potężnie zbudowanego rudowłosego mężczyznę, który skinął mu głową na przywitanie a następnie gestem dłoni zaprosił do siebie. - Witaj Asbielu...- powiedział jasnowłosy, nie przestając się uśmiechać. - I ja Ciebie witam Gwiazdo Poranna – z sarkazmem w głosie odparł ognistowłosy - Proszę usiądź. Przez chwilę przyglądali się sobie w milczeniu, po czym blondyn przemówił. - Stanowczo wolę imię Lucyfer, ale nazywaj mnie jak chcesz przyjacielu... - Nigdy nie byliśmy i szczerze wątpię czy kiedykolwiek będziemy przyjaciółmi Lucyferze – stanowczo odpowiedział Asbiel. - Ranisz me serce przyjacielu..., liczyłem że spytasz czy w domu wszyscy zdrowi lub uraczysz jakąś wesołą anegdotką – rzekł Lucyfer i wybuchnął demoniczny, histerycznym śmiechem. - Jeśli przybyłeś tu by sobie ze mnie dworować to nasza rozmowa jest skończona – z furią odwarknął rudowłosy. - Chwileczkę, chwileczkę , wybacz mi bracie, wiesz, że zawsze trzymały się mnie żarty i szyderstwa, obiecuję więcej tego nie robić. - Mam taką nadzieję , mów czego ode mnie chcesz? - Szukaliśmy Cię od momentu gdy Jego Wspaniałomyślność strącił nas z Nieba. Od tego zdarzenia wysłaliśmy tysiące wezwań , bez odpowiedzi. Nasze sługi bezskutecznie uganiały się za tobą we wszystkich możliwych zakamarkach wszechświatów. Dlatego niemałą sensację wywołał wśród nas twoja pozytywna odpowiedź. Bardzo mnie interesuje co robiłeś cały ten czas? W końcu minęły eony!!! - Obserwowałem – spokojnie powiedział Asbiel - Obserwowałeś! No, no miałeś mnóstwo czasu na podglądanie. Z całą pewnością musiałeś dojrzeć coś niezwykle absorbującego skoro tak długo przykuło to twoją uwagę. - Miliony istot pośród tysięcy rozumnych światów, wasze upiorne i zarazem mentalnie ograniczone zastępy jak i również Bóg z anielskimi hufcami, stanowiliście fascynujący materiał do spostrzeżeń. - Śmiesz twierdzić, że zupełnie niezauważony, bezkarnie podglądałeś nas i Pierwszego?- z nutą niedowierzania w głosie spytał Lucyfer. - Mam swoje sposoby- odparł rudowłosy anioł po raz pierwszy się uśmiechając. - Wyjaw mi ten sekret a piekielne legiony staną u twych stóp, gotowe na każde twe wezwanie! - Wiesz dobrze Lucyferze, że nigdy nie pociągała mnie władza. A już sama możliwość przewodzenia tak ograniczonym i żałosnym osobnikom jakimi niewątpliwie są twoi podopieczni wywołuje u mnie konwulsje. - Nie przeciągaj struny!-syknął złotowłosy - Wiem,że zawsze byłeś rodzajem badacza , naukowca. Jednak to z powodu twych ,,wspaniałych’’ odkryć jako pierwszy musiałeś opuścić Niebo. Niech przypomnę, to twój eksperyment na Rifionie, skończył się pierwszym w historii Nieba zabójstwem! - Nie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zdarzyło się w Chicago — czytnik · opowiadania