Akcja · 39 min czytania
Zdążyć przed zachodem słońca
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Minęła 48 godzina czekania. Dzień i noc, dzień i noc, milczały bezradnie, nie przynosząc wytchnienia. W pokoju słychać tykanie zegara. Każda sekunda to jak jęknięcie w próżni, bezgłośne a jednak odczuwalne. - Nienawidzę zegarów, - pomyślał Stefan, - są one jak liczniki Geigera, albo wszystko OK., albo za późno, żeby wyjść cało z opresji. - Czy zegar to nie jest tylko maszyną posłusznie wykonującą swoje zadanie, napędzany siłą mechanizmu? Co innego czas. Chociaż sam w sobie nie posiada żadnej energii to jednak pod wpływem swojej „mocy” miażdży mocarstwa, wznosi potężne miasta lub wysyła ludzi w kosmos. To czas jest głównym winowajcą lub zbawcą. To w nim się wszystko odbywa i tylko czas może coś tu zmienić. – Zrywa się z krzesła. - Nie możemy dłużej tak bezczynnie czekać! – Przerywa milczenie Stefan. - Musimy wziąć sprawy w swoje ręce! - Policja robi co może. – uspakaja go Weronika, od trzech lat nowa partnerka i towarzyszka życia. - Jak widać robi to nieudolnie. Szukają go od dwóch dni, a my wciąż nie wiemy czy on w ogóle żyje. Nie trudno zrozumieć wzburzenie Stefana. Kiedy 23 lata temu, urodził się ich pierworodny, był dla niego nie tylko ojcem ale mentorem, opiekunem i przyjacielem. Był całym jego życiem. To w nim ulokował wszystkie marzenia, cele no i oczywiście pieniądze. To wcale nie znaczy, że młodszą córkę Gosię, traktował gorzej, po prostu traktował ją inaczej. On i Michał byli złączeni pokrewieństwem płci, a to dawało przewagę. Kiedy Michał dorastał wspólnie mogli robić to co u facetów wywołuje dreszczyk emocji, wspinaczka, żeglarstwo, kite-surfing. Z kolei Gosia przylgnęła do mamy. Kobiety są dobrymi kompankami i obserwatorkami męskich poczynań i obydwie świetnie się z tej roli wywiązywały. Teraz kiedy Michał przez dwa dni nie dawał oznak życia, poczuł pustkę. - Jadę się dowiedzieć czy policja ma jakieś nowe informacje, - oznajmia. Porucznik Jastrzębski. Wysoki, tęgi, ciemny, po czterdziestce. Wyraża się jasno i głośno, to może dlatego jego słowa wbiją się głęboko świadomość, ranią fałszywą nadzieję Stefana. - Sami chcielibyśmy wiedzieć, czy pański syn żyje czy nie. Spoglądz wilczym spojrzeniem na Stefana. – Wiedzieć, wiedza to takie pospolite słowa. Rodzice płacą bajońskie sumy żeby ich dzieci wiedziały, żeby Jagieloński czy Wrocławski przekazał spuściznę pokoleń, obciążył czy może oświecił wiedzą. Ale kiedy on chce poznać, odpowiedź na jedno proste pytanie, nikt nie jest w stanie potwierdzić czy zaprzeczyć choćby skinieniem głową. Mój syn Michał istnieje czy nie? Będę dzwonił, pisał, pytał, - postanawia Stefan. Uruchomię wszystkie możliwe kontakty. Udam się w odludne i tajemnicze miejsca, porozmawiam z ludźmi którzy dobrze znali Michała. Znowu zapragnął zobaczyć roześmianą twarz ukochanego syna, dotknąć jego ciemnych, falujących włosów, usłyszeć jego miękki głos. Zapragnął porozmawiać o jego życiowych celach i powiedzieć mu jak wspaniale radzi sobie na studiach – jeszcze tylko rok a ukończysz Wyższą Szkołę Reklamy. - To przecież dzięki agencji reklamowej, „Miraż” w której jest założycielem i szefem, mógł spełniać ich wspólne marzenia, mógł sterować jego życiem. Tak sterować, bo ojciec, jest też kapitanem statku ‘rodzina’, i przysługuje mu prawo do rządzenia załogą którą ma na pokładzie. Chociaż pięć lat temu, rozstał się z swoją żoną Anną, załoga skurczyła się do dwóch osób, Michała i Gosi, to teraz kiedy jeden członek załogi znalazł się za burtą, dryfując niewiadomo gdzie, on jako kapitan będzie halsował w poszukiwaniu syna. A kiedy zobaczy go żywego, rzuci się we wzburzoną toń i wciągnie Michała na bezpieczny pokład.
<><><>
Pierwszy telefon wykonuje na uczelnie. Od dziekana dowiaduje się kto jest opiekunem grupy Michała, a od opiekuna dostaje parę numerów do ludzi z jego grupy. Rafał Koterski, strzał w dziesiątkę. To z nim Michał spędzał najwięcej czasu. Razem przygotowywali się do kolokwiów, dzielili się swoimi pomysłami a po zajęciach brylowali w towarzystwie dziewczyn. Po południu Stefan odwiedza Rafała na kwaterze, tam gdzie jeszcze kilka dni temu gromkim śmiechem i żywymi rozmowami młodzieńców. - Czy wiesz gdzie noże być mój syn? – Zapytał Stefan bez zbędnego tracenia czasu. - Naprawdę, chciałbym pomóc ale dla mnie jest to taka sama tragedia i znikniecie bez śladu jak dla Pana. Żałuje, ale nic nie wiem. - A może wiesz, tylko nie chcesz powiedzieć bo to sprawa honoru? – Naciska. Rafał waha się przez chwilę. Przypomina sobie jak rozmawiał z Michałem kiedy ojciec kupił mu motor w prezencie. Powiedział wtedy, że nie cierpi ojca bo zdradził mamę i sprzedał się agencji reklamowej a brak czasu dla syna chce nadrobić dawaniem prezentów.
<><><> Do pokoju wpada Rafał. - Człowieku, co to za nieziemski sprzęt stoi przed domem? – Rzuca plecak na podłogę. - Chodzi ci o tą Yamahę 250? Kolejny prezent od ojca. – Odpowiada chłodno Michał. - Tylko nie mów, że ci się nie podoba. Sprzęt piękny, ale nie mam zamiaru sprzedać się jak prostytutka, tak jak mój ojciec sprzedaje się „Miraż”. Niech go zabiera z powrotem bo ja nie będę na nim jeździł. – Oburzył się Michał. – Od kiedy ojciec opuścił mamę, postanowił, że już nie będzie kochanym synkiem tatusia.
<><><> - Jedynie w czym panu mogę pomóc, - podejmuje rozmowę Rafał, - to otworzyć szufladę w biurku Michała. Może to w czymś pomoże. Tylko, że policja była tu przed panem i nic cennego nie znaleźli. - Skąd takie przypuszczenie? – spogląda na Rafała. - Gdyby było inaczej, to byliby na jakimś tropie. A z tego co wiem, to oni wiedzą tyle co ja, czyli nic. - Nie rób się taki mądry tylko otwórz tą szufladę. Może ja znajdę coś co oni przegapili, jakąś notkę, zdjęcie albo mapę z zaznaczonym na czerwono miejscem: JESTEM TU. Jestem tu; oczywisty absurd. Takie informacje podaje się na mapach i folderach informacyjnych dla zdezorientowanych turystów, a nie dla zaginionych, lub zagubionych poszukujących. – Poczuł zakłopotanie. Rafał otwiera szufladę i wykłada rzeczy na blat. – To wszystkie rzeczy które zostawił Michał. – Oznajmia. - Niedużo tego, jakieś kartki ksero, szkice, zeszyty, parę książek i widokówki. Stefan dokładnie bada każdą rzecz z osobna. Wertuje książki, czyta notatki, stara się niczego nie pominąć, może się przecież tam znajdować informacja doprowadzająca do celu poszukiwań albo chociażby jakaś wskazówka. Bierze do ręki widokówki. Barcelona, Paryż, Sopot, Arle..., miejsca w których młodzi starają się znaleźć azyl, zachłysnąć się lepszym życiem, pooddychać artystycznym i duchowym powietrzem, nabrać dystansu do skostniałej rzeczywistości. Namysłów...? Skąd tu się wziął Namysłów? To miejsce niezbyt pasuje do pozostałych, i w przeciwieństwie do innych nie jest adresowana do Michała ale od niego. Tak naprawdę to adresu nie ma wcale, ale charakter pisma na pewno Michała. – W Namysłowie mieszka babcia Michała, mama Stefana, Jadwiga. - Michał napisał: „Droga babciu, chciałbym cię odwiedzić i porozmawiać na temat Grecji. Przyjadę w sobotę tj. 8.10. Do zobaczenia Michał”. – „Porozmawiać na temat Grecji”..., co to za konspiracja? Ze mną nigdy nie rozmawiał na ten temat, chociaż byli tam całą rodziną kiedy Michał miał 15 lat – Stefan poczuł się urażony. Czyżbym o czyś nie wiedział? Muszę się dowiedzieć o co dokładnie chodzi z tą Grecją.
<><><>
Część 22 / 2
Nazajutrz Stefan zjawia się w Namysłowie u swojej matki. Wbiega po drewnianych, skrzypiących schodach, dzwoni do drzwi. Otwiera Jadwiga, jego matka. Szczupła, wysoka, łagodne rysy, ciepłe oczy, siwe włosy. Całuje ją w policzek na powitanie. Ostatni raz widzieli się pięć lat temu z okazji 50 rocznicy ślubu. Od tamtej pory niewiele się zmieniła, bardziej wyszczuplała, zmalała. To był wielki zjazd, spotkały się cztery pokolenia rodziny Kubasów. 28.08.2001 kawiarnia Inka. W tym czasie i w tym miejscu, jak w kapsule generacji, przebywali ze sobą 3 miesięczny berbeć, i 90 letni pradziadek, kolebka i starcza laska. Niezmordowana wędrówka genów. - Nie widzieliśmy się od wieków – stwierdza Jadwiga. - Mamo, tylko proszę bez tej ironii w głosie – broni się syn. – Dobrze wiesz jaki jestem zapracowany. - Kiedyś rodzina była dla ciebie na pierwszym miejscu. - Czasy się zmieniły. – Ta rozmowa zaczyna zmierzać w niepożądanym kierunku. Dlaczego matki starają się wyszukiwać luki w osobowości dzieci, jak hakerzy, węszą słabe punkty systemu. Jednak to jest dziwne, że prawie zawsze znajdują to czego chcą. - Nie, to ty się zmieniłeś. – Bingo. Tak mamo, eureka, już nie jestem tym samym człowiekiem co 5 czy 10 lat temu. Posiwiałem, mam więcej zmarszczek, miliony komórek w moim ciele umarło a drugie tyle narodziło się, żebym jakoś tako trzymał się do kupy - panta rhei. Ale nie przyjechałem tu na studium zmiany mojej osobowości, chcę znaleźć mojego syna, a teraz tylko to się liczy. - Chcę cię spytać o Michała, podobno odwiedził cię w zeszłą sobotę. – Siada na krześle przy stole, mama krząta się przy kuchence, szykuje herbatę. - To ja ciebie powinnam o niego zapytać. - Odpowiada Jadwiga, nalewając herbatę do filiżanek. – Przecież o ile mi wiadomo, ty jesteś jego ojcem. – Siada przy stole. - Tak, ale to ty z nim rozmawiałaś w tamtą sobotę na temat Grecji. - W takim razie wiesz o czym rozmawialiśmy. – Jak dotąd Stefanowi udawało się omijać bolesny temat zniknięcia Michała i zanim nie będzie wiedział coś więcej, woli nic nie mówić w tej kwestii, żeby niepotrzebnie nie martwić mamy. - Wiem, że rozmawialiście o Grecji bo znalazłem widokówkę, którą chciał do ciebie wysłać. - O widokówce nic nie wiem, ale uprzedził mnie telefonicznie, że przyjedzie. – Popija herbatę. – Ucieszyłam się, że przyjedzie, - podejmuje ponownie. - Mieliśmy okazję, pogawędzić, powspominać, zanurzyć się w przeszłości, bo tylko w niej można znaleźć odpowiedzi na pytania, które z pozoru są bez odpowiedzi. – Wzdycha. - Co ci mówił o Grecji? – Spogląda jej w oczy. - Wtedy byliście jeszcze razem, ty Michał, Ania i Gosia. Opowiadał o wspaniałych wakacjach spędzonych wspólnie, o tym jak chodziliście po górach Pindos, pływali w morzu Jońskim, zwiedzali Delfy i Mykeny, cudowne miejsca, niezapomniane chwile. Ale przede wszystkim byłeś dla Michała autorytetem, człowiekiem na którego można liczyć w każdej sytuacji. Na tym opiera się przecież partnerstwo, przyjaźń a on na ciebie liczył w każdej chwili, chciał żebyś był dla niego nauczycielem i bohaterem. – Robi kolejny łyk herbaty. - No dobrze, ale czy oprócz tego, że straciłem u niego autorytet, mówił o jakiś ludziach, miejscach? – dopytuje Stefan. - A ty prowadzisz śledztwo, czy piszesz książkę? – Dawno mnie nikt tak nie zbijał z tropu jak własna matka, - pomyślał Stefan, odginając się do tyłu na krześle. - A czy nie uważasz, że to ważne wiedzieć dokładnie co dla się liczy dla Michała? Staram się zbierać nawet najmniejsze fragmenty informacji. Kawałek po kawałku, jak rozsypane puzzle, żebym miał dokładny obraz sytuacji. – Stara się jakoś wybrnąć z niezręcznej sytuacji. - A czy twój świat się nie rozsypuje? – wstaje od stołu, podchodzi do komody, wyciąga jedną z pocztówek, podaje ją synowi. – Tą widokówkę dostałam od was kiedy byliście w Grecji. – Stefan z niedowierzaniem patrzy na miniaturowe obrazy przedstawiające główne atrakcje Grecji: Olimp, Meteory, Partenon, Mykeny, Kreta. – Cofa się w czasie. W mgnieniu oka powracają obrazy z przeszłości jakby wyświetlane na starej przeźroczy. Miejsca, postacie, sytuacje ożywają tak jak ludzie obudzeni z głębokiego snu. Na odwrocie kartki Stefan odczytuje słowa Michała: „Droga babciu, Grecja jest wspaniała. Potężne góry, ciepłe morze, wiekowe zabytki. Brakuje czasu, żeby wszystko zwiedzić i zobaczyć. Wszyscy świetnie się czujemy i bawimy. Teraz jesteśmy na Krecie, hotel Castellon w Chania oferuje piękne widoki z okien, ale to nic w porównaniu co nas czeka jutro, tajemniczy pałac w Fajstos, ale o tym opowiemy ci po powrocie, do zobaczenia. Michał”. – Stefan jeszcze przez chwile kontempluje w milczeniu wiadomość, która być może zawiera bezcenne informacje. Trawi słowo po słowie, powraca pamięcią do tamtych chwil. Pamięta wszystko dokładnie. Nie tylko same miejsca i cudowne wakacje, ale też jednoczącą siłę. Więź jaka ich wszystkich łączyła. Miał całą ‘załogę’ przy sobie i to uskrzydlało i dawało siłę. Poczuł żal z powodu straty. Wstaje od stołu, unosi brwi i pyta. – Czy Michał mówił coś o powrocie do Grecji? – Musiał być pewny, że Michał żyje a on jest na dobrym tropie. - Wiem, że wybierał się tam na drugi dzień po spotkaniu ze mną. Bardzo chciał tam wrócić..., przynajmniej do pałacu w Fajstos. To miejsce go przyciągało, bo jak sam się wraził jest takie, „nieprzeniknione i kryjące w sobie tajemnice pokoleń”. Takie miejsca przenoszą go w czasie. A ty chyba wiesz jak bardzo chciał zostać archeologiem. – Podchodzi do okna, patrząc na linie horyzontu dodaje. – Kiedy odszedłeś od Ani, jego życie legło w gruzach. Michał cię znienawidził i Bóg jeden wie co ze sobą zrobi. On wciąż nie może sobie poradzić z myślą, że tamto życie już nie wróci. – Stefan spuszcza głowę, patrzy bezradnie w pustą filiżankę. Po chwili odzywa się. – Czasu nie cofnę ale teraz mogę zrobić coś ważnego dla Michała. - Co? – Pyta Jadwiga. – Mogę odszukać go i szczerze z nim porozmawiać, może jeszcze da się coś uratować. Mieszkanie mamy opuszcza szczęśliwy i uspokojony. Przynajmniej jest pewny, że Michał żyje. Teraz pozostało odnaleźć go w pięknej i tajemniczej Grecji. Jedzie na lotnisko. Nie ma czasu do stracenia.
<><><>
Z lotniska dzwoni do „Miraż” i informuje, że znika na kilka dni a obowiązki szefa przekazuje swojemu zastępcy, Arkowi. – Mam szczęście, - myśli, spoglądając na tablicę odlotów. – Najbliższy samolot do Aten odlatuje za półtorej godziny. W tym czasie będę mógł kupić bilet, coś przekąsić i ułożyć plan działania. Mimo, że jest połowa października, pogoda w Atenach letnia. Brunatnozłote liście na drzewach oznajmiają panującą jesień. Stefan dowiaduje się w informacji jak najszybciej można się dostać na Kretę. Oczywiście samolotem. Jednak od ostatniej wizyty, 8 lat temu, niewiele się tu zmieniło jeśli chodzi o częstotliwość odlotów. Najbliższy samolot do Chania odlatuje dopiero za 6 godzin. Tym razem postanawia odpocząć w poczekalni, nabrać sił do dalszej podróży. Używa laptopa i przez Internet rezerwuje miejsce w hotelu Castellon w Chania. Wysyła też maila do porucznika Jastrzębskiego, z informacją gdzie przebywa, na wypadek gdyby miał jakieś świeże wiadomości o Michale. Ma też czas, żeby zastanowić się nad pytaniem: po co Michał miałby wrócić na Kretę i czy to możliwe, że go tu znajdzie? Wczesne popołudnie. Nad lotniskiem Chania pojawia się turkusowo–biała sylwetka Flokkera F27. Po chwili maszyna miękko siada na pasie startowym i kołuje w kierunku terminala. Chociaż marzy o tym żeby wziąć zimny prysznic i posilić się lokalnym przysmakiem, pysznymi pączkami z syropem miodowym i cynamonem, zwane Lukamades, postanawia, że przyjemności odstawi na potem a jeszcze dzisiaj uda się do pałacu w Fajstos. Zamawia taksówkę. – Pałac w Fajstos. Tyko proszę gaz do dechy, tak jakby był pan na wyścigu. – Rozkazuje kierowcy. Taksówkarz bierze sobie do serca prośbę klienta, nie oszczędza opon. Zna dobrze drogę, zakręty bierze prawie po omacku. Stefan zamyka oczy i odbywa retrospektywną podróż do pałacu. Przypomina sobie, że pałac słynie z ważnego znaleziska archeologicznego: znaleziono tu sławny dysk z Fajstos. Ten artefakt to okrągła gliniana tabliczka wielkości dłoni z pismem hieroglificznym po obu stronach. Pomimo usilnych starań lingwistów i archeologów, nikt nie wie jak odczytać zaszyfrowane znaki. Pamięta dokładnie zachwyconą twarz Michała kiedy dostał do ręki kopie dysku; i jego słowa – „tato zostanę archeologiem i odczytam zaszyfrowany napis”. Michał był zafascynowany tym znaleziskiem. - Czyżby Michał chciał zrealizować dawne marzenie? – Zastanawia się Stefan. - Dojeżdżamy na miejsce. – Zasygnalizował kierowca i zatrzymał samochód na parkingu przed pałacem.
<><><> Ze wzgórza pałacowego roztacza się rozległy widok na żyzną dolinę Messara. Wchodzi na główny dziedziniec, mija olbrzymie pitosy. Aż trudno uwierzyć w to, że to miejsce kiedyś tętniło życiem, które Homer określił, „ludnym miastem”. Pod naporem prawie 4 tys., lat piękno tego miejsca uległo degradacji. Na dziedzińcu spotyka jedynie grupę turystów, która przygląda się połamanym kikutom pałacowych kolumn. Następnie po kamiennych schodach udaje się do teatru i dociera do komnaty archiwalnej, gdzie znaleziono dysk. Na ziemi przy ścianie klęczy brodaty mężczyzna i delikatnie pędzluje wystające z gruntu szczątki, które przypominają rozbite naczynie. Stefan powoli podchodzi do mężczyzny, przygląda się pracy i pyta. - Kolejne cenne odkrycie? – Mężczyzna odchyla się w stronę Stefana i odpowiada pytaniem na pytanie. – Kolejny turysta żądny epokowego odkrycia? - Odkrycia to tak, ale mojego syna. Zgubił się gdzieś tutaj i nie mogę go znaleźć. – Tłumaczy. - Jestem raczej specjalistą od gliny, porcelany, kości. A może raczej to co po nich pozostało. Nic żywego jeszcze nie znalazłem. Ale może mógłbym jakoś pomóc. Jak wygląda zguba? – Archeolog wstaje, przeciąga się, przeciera chustką spocone czoło. Stefan sięga do plecaka. Wyciąga zdjęcie Michała. Podaje brodatemu gościowi. - Dobrze zbudowany 23 latek. Ciemne krótkie włosy, szare oczy, owalna twarz, bez znaków szczególnych – objaśnia Stefan tak jakby opisywał wygląd seryjnego mordercy a nie zaginionego syna. - Sporo się tu takich kręci. Ale jego nie widziałem, mam dobrą pamięć. – Oddaje zdjęcie Stefanowi. - A jak się syn nazywa? - Michał. - Michał, to chyba jakieś słowiańskie imię. Nie jestem do końca pewny, ale proszę sprawdzić w księdze gości przy wyjściu. Przynajmniej wiem, że pod czyimś wpisem widniała duża litera M. – I dodaje. – Z piktogramem dysku. To są wpisy z próbą interpretacji hieroglifów na dysku. – Twarz Stefana pojaśniała. Błysnął promień nadziei. W podziękowaniu ściska mężczyźnie dłoń i szybko oddala się w kierunku wyjścia. Przy wyjściu znajduje się niski betonowy budynek, który pełni role informacji turystycznej. W nim na stole leży księga gości. Z daleka wygląda jakby była oprawiona w welin. Stefan otwiera na ostatnich wpisach, i szuka tak jak podkreślił archeolog, z piktogramem dysku. Wpis z 12.10.06. Poza tym, że tekst jest po angielsku, charakter pisma przypomina Michała. Stefan czyta: „My life is cul de sac. Should search or quit?, disc cannot answer”. Podpisano litera „M”. – To może być Michał. – Na twarzy pojawia się szeroki uśmiech . – Ale ta interpretacja a raczej sentencja, o co mu chodziło? – „Moje życie jest..., powinienem szukać czy zrezygnować, dysk nie odpowie”. – „Cul de sac”, to angielski czy francuski? - Nie mam pojęcia, zajmę się tym później. Ale jeśli to wpis Michała to oznacza, że był tu 48 godzin przede mną. Dwa dni różnicy, to ciągle za dużo. - Poczuł narastające zmęczenie. Wiedział, że czas ruszać w drogę powrotną. Wracał z tym samym szalonym taksówkarzem który go tu przywiózł. Zatrzymali się przed hotelem Castellon w Chania. Stefana zapłacił za przejazd a taksówkarz podziękował i życzył mu miłego wieczora.
<><><>
Wstaje wypoczęty i pełen nadziei. Bierze prysznic. Do pokoju zamawia filiżankę czarnej kawy i trzy pączki lukamades, o których marzył. Planuje, że dzisiaj będzie szukał w Chania. Odwiedzi pare miejsc znanych mu z poprzedniej podróży. Schodzi do recepcji, wyciąga zdjęcie Michała, podaje recepcjoniście i…