Psychologia · 7 min czytania
ZDESPEROWANA MA KRÓLIKA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zaczęłabym grzecznie, bo zazwyczaj jestem grzeczna, ale nie mam na to czasu, szanowny panie Porado z gazety Kosmos. Zapewne nie zdziwi pana, że mam jakiś problem, bo założę się, że każdy list, który pan otrzymuje, zaczyna się od tego nędznego słówka. Pewnie nie lubi pan tego słowa, więc zastąpię GO innym, przyjemniejszym rzeczownikiem. Może niech będzie... Króliczek... Lubi pan króliczki? Chyba każdemu mężczyźnie dobrze kojarzy się słowo króliczek. Zatem, niech będzie króliczek. Otóż, mam pewnego króliczka, który bardzo utrudnia mi życie. A zagłębiając się w niezwykle pouczającej lekturze Kosmosu zauważyłam, że inni miewają gorsze króliczki, wiec sądzę, że mój będzie maciupeńki przy całej reszcie. No bo, skoro ktoś pisze o intymnych króliczkach, nawet bym rzekła, że idiotycznych, perwersyjnie zidiociałych króliczkach, a pan sobie świetnie z nimi radzi... To sądzę, że mój króliczek pana nie zdziwi. Bo widzi pan, zawsze sądziłam, że ze mną coś jest nie tak. Tylko króliczek polegał na tym, że nie wiedziałam, co. Dlatego też szukałam wyjaśnienia w swoim wyglądzie, ale doszłam do wniosku, że... No nie wyglądam na kosmitkę. A jeżeli nawet nią jestem to świetnie imituję człowieka. Także, króliczek nie leżał w urodzie. Szukałam dalej, bo może chodzi o charakter. Tak, charakter najczęściej jest wielgachnym króliczkiem niektórych ludzi. I tu też nie doszukałam się szczególnych dziwactw. Być może nie mam łatwego charakteru, ale nie narzekam na brak towarzystwa, na odrzucenie przez społeczeństwo i... No właśnie... Widzi pan, że to nie o takiego królika chodzi, który zazwyczaj pojawia się w przyrodzie. Wtem zrozumiałam, że ten króliczek leży we mnie. Jakoś wcześniej nie zauważałam tych przesłanek, tych znaków, które przez cały czas dobijały się do moich drzwi. Bo, panie Porado, mój króliczek polega na tym, że jestem... PECHOWA... Wypadało by poprzeć dowodami tę jakże odważną obrazę, obelgę, którą oplułam samą siebie... Nie, nie mam królika z samooceną. Moje poczucie własnej wartości jest na właściwym poziomie. Wracając do uzasadnienia, bo nie wypada zmieniać tematu w kulminacyjnej części listu. Powinnam była się domyślić, że jestem pechowa, bo przecież: -Pewnego razu jechałam fantastycznym pociągiem Polskich Kolei. Podróż mijała całkiem spokojnie, jeśli w ogóle można tak powiedzieć o jeździe naszymi pociągami. Nagle, poczułam jakiś swąd, jakby coś się paliło. Siedząca obok mnie koleżanka nie czuła tego zapachu. Ale długo nie musiała czekać, bo po paru minutach do naszego przedziału dostał się gęsty, duszący dym. Wszyscy uciekli do innych przedziałów. Tak, palił się tylko nasz! Po prawdzie, pożar nie był groźny, ale, jakby nie patrzeć, utknęliśmy w polu na dobre dwie godziny, by potem ruszyć z dymiącym przedziałem. Trzeba było dotrzeć do kolejnej stacji, żeby dalej ruszyć zatłoczonymi szynobusami. Jeden z konduktorów cały czas czuwał nad tlącą się dziurą w podłodze z gaśnicą w dłoni. Rozumiem, że to się nie przydarzyło tylko mnie... A poza tym, PKP nie jest żadnym wyjaśnieniem pecha... Ale historyjka zabawna, prawda, panie Porada? Lecz mam uzasadnienie, które na pewno pana przekona. Mieszkam koło parku, kilka kroków dalej mam drogę prowadzącą do lasu, a że mam dużego pieska, to się bydle musi wylatać. Dlatego zakładam mu kaganiec,…