Duchy · 6 min czytania
"Zdoła - powieść do bakania" (fragment)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zanim Andriej Zhukov obrósł w generalskie pagony, był popem. Wraz z rodziną zamieszkiwał w podmoskiewskiej wsi, gdzie cieszył się opinią świątobliwego męża. Reprezentował najszlachetniejsze cechy Słowianina; uczciwość, niezłomność, dobroduszność. Całe jego szczęście zamykało się w obrębie skromnego żywota w służbie Bogu i prostych radości, które dzielił wraz z gromadką dzieci i umiłowaną Nadią, zwaną przezeń pieszczotliwie Samosiejką.
Cerkiew, w której gospodarzył nieraz bywała azylem dla biedaków i banitów prześladowanych przez państwowy reżym. Andriej bowiem z powagą traktował nakazy Pisma Świętego dotyczące czynienia sprawiedliwości. Zaszczyty, pieniądze i inne pokusy świata miał w pogardzie, przeto wypominał mateczce Rosji niedolę narodu i wstawiał się za uciśnionych.
Wydaje się, że człowiekowi tak dobremu, że gdy jeszcze dychał, spierano się o pierwszeństwo do relikwii po nim, los winien odpłacić ludzkim szacunkiem i spokojem, lecz los nie baczy na niczyje oczekiwania. Pewnego razu żołdactwo wsypało się do domu Zhukova, kapral wykrzykiwał przekleństwa i wymachiwał pięścią, a żołnierze wybebeszali chatynkę. Jak pioruny błyskały ostrza bagnetów. Wśród zniewag i łez całą rodzinę zapakowano do pociągu z pospolitymi przestępcami i wysłano za Ural.
Niewielki majątek stracił Andriej, ot krówkę, kilka kurek, poletko z warzywami, jednak Nadia płakała za inwentarzem i parafią, a dzieci za izdebką z zabawkami. Pouczał ich zatem Zhukov, że nadzy na ten świat przyszli i nadzy odejdą, gdy znienacka legł ogłuszony na dechy wagonu. Choć silny był jak tur, po zdradzieckim ciosie w tył głowy nie ustał. Ocknął się pośród trupów, unurzany we krwi żony i dziatek. Córki na śmierć zgwałcone, synowie z poobrzynanymi kończynami... I jego żona… umiłowana wbrew powinnościom pielgrzyma, który niczemu, co przemijalne nie może serca oddać.... Leżała Samosiejka w kącie wagonu; z wykłutymi oczętami i wywalonym posiniałym językiem. Tak za bogobojność odpłacili popowi pozostali skazańcy, ponoć z polecenia samego władcy Wszechrusi. Zhukov zapłakał gorzko i obsypał głowę prochem. Przebaczył winowajcom. Wszakże, tylko ten, kto znienawidzi swoich bliskich i bardziej ukocha Boga, dostąpi królestwa niebieskiego.
Na syberyjskiej ziemi przydzielono go do wywózki gnoju. Co rano wprzęgał się Andriej w wóz niby wołu, a potem z kupą gówna za plecami lazł na pola. Robiąc łopatą, a nieraz gołymi rękami, rozrzucał ładunek. Śpiewał psalmy i pracował za dwóch, jakby mu to niosło szczęście niekłamane, aż jednego dnia pokryły go caluśkiego wrzody, cuchnące gorzej od łajna, w którym się babrał. Wiejski cyrulik, obejrzawszy go z góry na dół, nakazał mu trzymać się z dala od zdrowych i przepędził ze wsi.