Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 7 min czytania

Zdradzony...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Delikatny, orientalny zapach unosił się w powietrzu. Subtelny półmrok pokoju rozświetlały niezliczone ogniki świec.

To miał być Ich dzień, Ich wieczór, Ich kolacja.

Myślał o tej kolacji już od tygodnia, od chwili gdy się na nią zgodziła. ONA.

Był z Nią wiele miesięcy, nawet lat.. Ostatnio dowiedział się o Jej zdradzie...

Ale nadal była dla niego Tą Jedyną. Śmiali się z niego, współczuli miękkiego serca, niektórzy szydzili...

On wiedział, chciał wiedzieć – chciał wierzyć.

Że to tylko raz – mówiła – nie powtórzy się, jedna, jedyna maleńka pomyłka w paśmie cudownych zdarzeń Nas łączących - tłumaczyła.

Uwierzył. I wierzył nadal.

Ta kolacja – subtelna, intymna – miała być zwieńczeniem Jej starań i Jego wybaczenia.

Nerwowo zerknął na zegarek. Jeszcze pół godziny. Trzydzieści nerwowych minut oczekiwania. Wszystko już przygotował – teraz zostało mu jedynie szybko przeglądać w myślach kolejne punkty dzisiejszego wieczoru, czy aby o niczym nie zapomniał. Po raz setny.

Czekał na ten wieczór, na tą kolację, na Nią już od rana... Nie był w stanie skupić się na pracy, wymówił się grypą.

Kolejne spojrzenie. Jeszcze dwadzieścia minut. Długie d w a d z i e ś c i a m i n u t.

Świece, kadzidełko, półwytrawne – Jej ulubione – wino w chłodnym miejscu, pękate, kryształowe kieliszki na śnieżnobiałym obrusie. Wszystko na miejscu, dokładnie tak jak zaplanował, z idealną wręcz precyzją.

Brakowało jednak czegoś... Tego ulotnego, ledwie wyczuwalnego słodko-wiosennego zapachu przesyconego delikatnością i pewnością siebie, który zawsze pojawiał się tam, gdzie zapragnęła postawić swą śliczną stópkę.

Chciał się powstrzymać, opanować nerwy - nie dał rady. Zerknął. Piętnaście minut.

Zaledwie kwadrans dzielił go od spotkania Jej. Darzył ją najdoskonalszą odmianą Miłości, jaka tylko może łączyć dwojga ludzi. Miłością będącą mieszanką szacunku, zaufania, przebaczenia, okraszoną pewną dozą szaleństwa, no i oczywiście pożądania.

Chciał Jej. Uwielbiał patrzeć, jak się rozbierała. Tylko dla Niego, dla Nich... Zmarszczył brwi. Nie, nie będzie o tym myślał, nie da swoim pokrętnym myślom zepsuć tego wieczoru. Przecież Jej przebaczył. Już dawno, wtedy gdy jeszcze tego nie zrobiła.

Nerwowy tik twarzy zbiegł się z kolejnym już rzuceniem oka na wskazówki.

Nieubłagane, nie dające się w żadne sposób przyspieszyć. Dziesięć minut. Tak niewiele... Tak wiele.

Nerwowym krokiem zaczął przemierzać swój niewielki pokoik na warszawskiej Pradze. Kiedy kupował tą maleńką kawalerkę, była z nim. Snuli marzenia, wspólne plany, wybierali miejsce na łóżeczko dla Ich dziecka. Razem wybierali meble, żyrandol w mikroskopijnym przedpokoju, firanki. Uśmiechnął się. Sprzeczali się wtedy o każdy drobiazg, o odcień koloru dywanu, o to, czy świecznik powinien mieć dwa, czy też cztery ramiona... Była zadziorna, uparta.. W końcu to Rak. Taką Ją kochał. Całym sercem, całą duszą, całym swym jestestwem.

Zegarek. Minuta !

Podszedł, nie, podbiegł do okna. Nigdy się nie spóźniła. No, poza tym jednym razem... To wtedy... Ale to już nieważne, było, minęło. Rzucone w otchłań zapomnienia.

Rozbieganymi oczami przeskakiwał po samochodach zgromadzonych na parkingu przed jego blokiem. Szukał tego jednego, jedynego srebrnego dachu, z dwoma czarnymi pasami. Ukochany samochodzik jego Ukochanej.

Nie ma. Jeszcze jej nie ma. Spokojnie – powtarza…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zdradzony... — czytnik · opowiadania