Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 22 min czytania

ZDRAJCA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

ZDRAJCA

Gretus miotał się wściekły po swojej komnacie. Od kilku dni był bardzo zdenerwowany. Tłumione emocje kumulowały się w nim i czuł, że niedługo wybuchnie. Był wysokim, szczupłym, czarnowłosym mężczyzną o ostrych rysach twarzy i rozbieganym spojrzeniu. Rzadko patrzył komuś w oczy. Miał przygarbioną postawę, żylaste ręce i nerwowe ruchy. A odkąd trzy dni temu wręczono mu sakiewkę z pięćdziesięcioma srebrnymi guldenami, czuł, że strach połączony ze wstydem i niepewnością słuszności własnego wyboru w szybkim tempie prowadzą go na skraj obłędu. Jeśli chciał coś zrobić, musiał wziąć się za to jak najszybciej, zanim nie będzie za późno. Tylko czy chciał? A jeśli tak – to jakie kroki miał podjąć? Spojrzał na kupkę monet leżących na stoliku. Powód skrajnie silnych i sprzecznych uczuć, jakie nim targały. Wrzucił je do sakiewki. Wydawało mu się, że palą w palce jak straszliwy wstyd, który odczuwał coraz mocniej, choć jeszcze nikt z Frontu Wyzwolenia Jargonu nie wiedział, jakiego niewybaczalnego występku dopuścił się on, najbliższy przyjaciel przywódcy Rewolucji, Jozuego. Gretus był jednym z założycieli Frontu Wyzwolenia. Od samego początku ślepo wierzył w ideały głoszone przez Wodza: rządy ludu, miłość bliźniego, potępienie przemocy i wojen, zniesienie klas społecznych, odebranie majątku arystokracji i rozdanie go potrzebującym. A przede wszystkim – precz z monarchią, na czele której stał ten tyran, Cembor Okrutny. Niewątpliwie przez te wszystkie lata Gretus należał do elitarnego grona kilku ludzi, którym Mistrz Jozue mógł bezgranicznie zaufać. Zawsze był całkowicie lojalny i wierny hasłom rewolucjonistów. Nie wyparł się Wodza nawet wówczas, gdy w ciągu kilku dni w tajemniczych okolicznościach wymordowano całą jego najbliższą rodzinę: żonę, dwóch synów, rodziców i brata. Był pewny, że stał za tym Dejgorus, Minister Bezpieczeństwa Jargonu. Pomyślał wtedy, że monarchiści chcieli go złamać, licząc na to, że w obawie o własne życie przestanie działać we Froncie Wyzwolenia. Ale Gretus nie należał do ludzi strachliwych i chwiejnych. Po tej tragedii służył Jozuemu i sprawom Rewolucji ze zdwojoną energią, bo po stracie najbliższych tylko to nadawało sens jego życiu. Czasami tylko w samotne, bezsenne noce miał napady melancholii. Leżał wtedy w łóżku z zamkniętymi oczami i ściskał w ręku amulet, który kiedyś dostał od żony na szczęście. Były to mały, metalowy odlew, przedstawiający kobietę i mężczyznę, złączonych w miłosnym uścisku. Od dnia jej śmierci nosił talizman na szyi i nigdy nie zdejmował. A teraz on, prawa ręka Wodza, wziął pieniądze za… Zerwał się na równe nogi, by zaraz ciężko opaść na łóżko. Chwycił się za głowę i wyrwał cały pukiel włosów. Bezsprzecznie Jozue był niesamowitą, fascynującą i bardzo charyzmatyczną postacią, zdolną pociągnąć za sobą ogromne rzesze ludzi. Niemal chorobliwie chudy, liczył sobie ponad dwa metry wzrostu, miał płową brodę i twarz przypominającą z profilu drapieżnego orła, ale mimo tego tak nieludzko piękną, że robiła wrażenie nawet na mężczyznach. I hipnotyzujący, tajemniczy ogień w oczach. Gdy patrzył na kogoś tym swoim świdrującym, niesamowitym wzrokiem, wydawało się, że zna wszystkie jego myśli. I tak pewnie było, bo żadna tajemnica nie mogła się przed nim ukryć. Jozue wiedział wszystko o wszystkich. Dlatego Gretus od trzech dni ograniczył swoje kontakty z Wodzem Rewolucji do minimum i starał się przy nim nie myśleć o tym, za co dostał sakiewkę pieniędzy, by Jozue nie poznał jego sekretu. A może Mistrz już wiedział, jakiego ohydnego czyny dopuścił się jego przyjaciel? Mistrz Jozue był człowiekiem obdarzonym wielką mocą i nie sposób było oprzeć się jego woli. Każdy, na kogo spojrzał, wykonywał bez szemrania wszystkie jego polecenia. Potrafił przewidywać przyszłość i widzieć przeszłość. Ale to nie wszystko. Gretus wiedział też o takich umiejętnościach Mistrza, o jakie nikt z poza jego najbliższego otoczenia z pewnością go nie podejrzewał. O umiejętnościach, które często napawały go grozą i sprawiały, że serce biło jak oszalałe. Otóż Wódz Rewolucji miał moc, za pomocą której wskrzeszał zmarłych. Wprawdzie nieboszczyk był przywracany do życia tylko na klika godzin i po tym czasie umierał już bezpowrotnie, ale niejednokrotnie wystarczało to Jozuemu, by zmusić ożywieńca do mówienia i wyciągnąć z niego tajemnice, które trup chciał zabrać do grobu. Gretus kilka razy był świadkiem takich makabrycznych „przesłuchań” i zawsze było to dla niego straszne, wstrząsające przeżycie. - Jozue jest szlachetnym, bardzo dobrym, wręcz świętym człowiekiem – myślał Gretus. - Uczynił ludziom wiele dobrego, a gdy wspólnym wysiłkiem obalimy monarchię, uczyni znacznie więcej. To prawda, że czasem wydawał rozkazy, których wykonanie wymagało przemocy, a nawet dokonania zbrodni, i że rewolucja pochłonęła już wiele ofiar po obu stronach konfliktu, ale jak mówił Wódz: „Cel uświęca środki. Obalenie monarchii i zwycięstwo Frontu Wyzwolenia bez użycia brutalnej siły jest niemożliwe, ale gdy już osiągniemy nasz jakże szczytny cel, żaden niewinny człowiek nie zginie i w kraju rozpoczną się sprawiedliwe, dobre rządy ludu.” - Więc dlaczego ten wielki, święty człowiek mnie zdradził?! Mnie, swoją prawą rękę, jednego z ojców Rewolucji?” Gretus długo nie mógł uwierzyć w zdradę Jozuego, aż w końcu doszedł do wniosku, że to jednak może być prawda. Od śmierci swojej rodziny bezskutecznie szukał dowodów, że stoją za tym ludzie króla, ale przez cały czas wierzył w to bez zastrzeżeń. Gdy miesiąc temu otrzymał wiadomość o tym, kto wybił jego rodzinę - od podwójnego agenta, który formalnie był zatrudniony przez Cembora, a tak naprawdę służył Rewolucji, więc miał dostęp do wielu tajemnic rządowych - początkowo nie dał temu wiary. Agent przekonywał, że wyrok śmierci na jego rodzinę wydał sam Jozue, bo sądził, że gdy Gretus nie będzie miał nikogo bliskiego, nic nie będzie go odrywać od spraw Rewolucji i wówczas poświęci się jej bez reszty. Faktycznie – kilka razy zdarzyło się, że gdy jego żona była bardzo chora i nie mogła zająć się małymi dziećmi, kilka razy nie wykonał pilnych poleceń Mistrza, bo nawet nie wychodził z domu, stawiając rodzinę ponad Rewolucją. To, co mówił agent, miało sens – istotnie po tej tragedii Gretus w dzień i w nocy żył wyłącznie Rewolucją. Ale czy jego Mistrz i zarazem wielki, wspaniały przyjaciel, człowiek, który płakał nad grobem jego żony i dzieci, mógłby być takim obłudnikiem i sprawić mu tak olbrzymi ból? Myślał o tym wiele dni, aż w końcu doszedł do wniosku, że jednak Jozue mógł to zrobić. Przecież nieraz powtarzał: „Cel uświęca środki!”. Wtedy wpadł w szal i rozdarty bólem rzucał wszystkim, co tylko miał pod ręką. Gdy już się uspokoił, skontaktował się z człowiekiem Ministra Bezpieczeństwa. Powiedział, że wie, gdzie jest główna kwatera Mistrza i kiedy odbędzie się tam Walne Posiedzenie Rewolucji. Losy rewolucji ważyły się, natężenie walk osiągnęło apogeum, wiec taka informacja była bardzo cenna. Wiedząc o miejscu i czasie Posiedzenia, królewscy żołnierze mogli otoczyć kwaterę i zabić wszystkich przywódców, łącznie z Jozue. A bez Mistrza Rewolucja nie miał szans powodzenia. Nie chciał pieniędzy za donos, ale wysłannik ministra wręczył mu pięćdziesiąt srebrników. Gretus odmówił przyjęcia zapłaty. Wtedy człowiek Dejgorusa powiedział: - Weź te pieniądze, bo i tak jest już zapisane w księdze, że odebrałeś zapłatę w zamian za informację. Więc czy przyjmiesz te srebrniki, czy też nie – i tak ludzie będą mówić, że sprzedałeś Jozue. Więc wziął. Lepiej być podejrzanym o coś, co się faktycznie zrobiło. Gdy odchodził, usłyszał słowa, które go zabolały do żywego: - Nie dziwię się, że sprzedałeś swojego Mistrza. Dziwię się, że sprzedałeś tak tanio! - Nie zrobiłem tego dla pieniędzy! – warknął wściekły. – Tylko z osobistych pobudek! - Jasne! Oczywiście! Każdy tak mówi – wysłannik zaśmiał się kpiąco. Gretus miał ochotę cofnąć się i dźgnąć go nożem. Z trudem się opanował. Rozterki, które przeżywał od tego dnia, sprawiły, że był na granicy obłędu. Przypomniał sobie wszystkie wydarzenia, w których Jozue zachował się bardzo szlachetnie. Całe dobro, które doświadczył od tego wielkiego człowieka. W końcu zrozumiał swój fatalny błąd. Nie mógł uwierzyć, że był tak bardzo zaślepiony! Jozue nie mógł wydać rozkazu, by zabito jego rodzinę! Przecież Mistrz kochał go jak brata! Wstyd palił go żywym ogniem. On, drugi, zaraz po Mistrzu, wódz Rewolucji, został największym zdrajcą w historii własnego narodu. A być może nawet w historii świata! Ile by dał, by zmyć te straszliwe piętno!

*****

Na drugi dzień Gretus powinien wraz z Jozue i kilkoma innymi przywódcami Rewolucji brać udział w Posiedzeniu w tajnej Kwaterze. Znajdowała się ona w podziemnej sali, wykutej w skale, do której można było dojść tylko rurami kanalizacji miejskiej. Wiedziało o niej tylko kilka osób. Jozue zawsze dbał o dobrą konspirację. Jednak Gretus nie pojawił się w Kwaterze. W niemal absolutnych ciemnościach stał po kolana w ściekach blisko zejścia do kanałów. Było z nim pięćdziesięciu uzbrojonych po zęby opryszków. Każdego z nich wynajął za jednego srebrnika. Podzieleni na dwa równe oddziały ukrywali się w bocznych odnogach głównego kanału. Zgięci niemal wpół, dotykając głowami niskiego sklepiania, nasłuchiwali. W milczeniu czekali na żołnierzy króla. Po kilku godzinach doczekali się. Żołnierzy było niemal stu. Gretus nie spodziewał się, że do ujęcia kilku osób król wyśle tak liczny oddział. Pokładał jednak nadzieję w potęgę zaskoczenia i w swoich łucznikach. Wynajęci mężczyźni również mieli nietęgie miny, jednak łajdacka odwaga i otrzymane pieniądze nie pozwalały im się wycofać z podjętych zobowiązań. Wszyscy żołnierze byli w skórzanych kubrakach nabijanych ćwiekami i uzbrojeni w jednoręczne miecze. Tak, jak przypuszczał Gretus, nie byli uzbrojeni w łuki. Żołnierze Cembora byli znani ze słabych umiejętności strzeleckich i tego, że w walce preferowali miecze,którymi posługiwali się po mistrzowsku. Oświetlali sobie drogę kilkunastoma pochodniami. Gretus ze zdziwieniem zauważył znajomą, potężną sylwetkę. Na czel oddziału szedł Dejgorus, Minister Bezpieczeństwa, człowiek, którego nienawidził z całych sił. Gdy żołdacy znaleźli się między oddziałami najemników, Gretus zagwizdał na palcach, dając sygnał do ataku. Płatni zabójcy błyskawicznie wyskoczyli zna główny korytarz, biorąc żołnierzy w dwa ognie. Utrzymując dystans kilkudziesięciu metrów i kryjąc się w półmroku, obsypali żołnierzy gradem strzał. W chaosie, jaki zapanował, w ciągu kilkunastu sekund zginęło ich ponad połowę. Najszybciej odzyskał zimną krew Dejgorus. - Cofać się! – ryknął. – Wszyscy w kierunku wyjścia! Musimy się przebić! Bo wybiją nas jak szczury! Żołnierze rzucili się w kierunku wyjścia z kanałów. Nim doszło do zwarcia z oddziałem dowodzonym przez Gretusa, najemnicy przetrzebili ich strzałami z łuku. Przy życiu zostało nie więcej niż trzydziestu żołdaków i teraz to najemnicy mieli przewagę liczebną.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%