Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

polityka · 6 min czytania

Zebranie na polu buroków, gdzie teraz pasą się bar

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wszelkie podobieństwo do osób i wydarzeń prawdziwych, jest zupełnie przypadkowe i niezamierzone. Za osobiste skojarzenia czytających nie odpowiadam.

Zwołał ci nasz sołtys Bronek zebranie na polu buroków starego Józka, na które kto żyw we wsi, przyjść musioł. Nawet starowinka Kundzia, bo najwyraźniej miało to być ważne i pamiętne wydarzenie. Wnusiowie usłużnie babci laskę zabrali, aby ich po plecach nie mogła grzmocić i starannie zakneblowali. To drugie to z przyczyn praktycznych, bo zramolała staruszka jak tylko naszego jaśnie oświeconego sołtysa Bronka widziała, to spluwając na boki z odrazą, od faszystowskich szatanów go wyzywała, kompromitując rodzinę całą. Miejsc siedzących dla słuchaczy nie przewidziano, bo hołota nie dla przyjemności przybyć miała. Za to na skraju pola, tuż pod lasem, zbito ze skrzynek po piwie okazałą trybunę, tak aby każdy mógł dojrzeć nam jaśnie oświecony elektorat. Jako mówca wystąpić miał znany każdemu złotousty Franek, Ryżym nazywany. I tylko on, bo istniało ryzyko, że jak sołtysa na podium wpuszczą, to i połowica za nim podąży, a tego nawet murowane podwyższenie mogłoby nie przetrzymać. Bo i też sołtysowa to baba wielka i rumiana była, czarną Anuchą ją zwali za młodu i do dziś męża swego pilnowała, na krótkiej smyczy trzymając. Franio zaś, zawodowy mówca był, u swego dziadka i krewnych z sąsiedniej wsi Niemczyny nauki pobierał. I tak potrafił do narodu przemawiać, że każdy, nawet oseski w wózkach śpiące, bił mu brawo z entuzjazmem. Popołudnie chłodne było, choć słoneczko żwawo przyświecało, rozbudzając nieokreśloną radość w sercach przybyłych. Bo i też było na co popatrzeć. Na podium stał już wyprostowany Franio, jedną dłoń włożywszy za poły płaszcza, wpatrzony na zachód, tam gdzie cywilizacja wielka i bogata kwitła, a do której i my, szare ludki z Polkowic chcielim dołączyć. Kiedy wszyscy dotarli i zapadła cisza, Franek dał znać, że będzie przemawiał. - Moi drodzy sąsiedzi i krewni! Zebraliśmy się tutaj, bo jestem bardzo zaniepokojony tym co dotarło do mych uszu. – Tutaj Franek znacząco odchrząknął. – Dla tej sprawy zrezygnowałem nawet z dzisiejszego meczu ligi trampkowych szmaciarzy i wyjazdu na sanki do Pedaloweba Wielkiego... Tłum zaszumiał, bo poświęcenie naszego przedmówcy było doprawdy oszałamiające. Tak bardzo, że aż niektóre baby ze zdziwienia dzioby porozdziawiały. - Ponoć w naszej harmonijnej i miłującej się społeczności pojawiły się głosy nienawiści i niezgody, nawołujące do buntu... – ostatnie słowa wypowiedział niemal szeptem, jakby zasmucony ich znaczeniem. – Jest wśród nas osoba, która śmie twierdzić, że od naszych wspaniałomyślnych sąsiadów dostajemy znacznie mniej, niż im dajemy. To hańba! Hańba, powtarzam! Ludność Niemczycy tak bardzo…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%