Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 6 min czytania

Zegar...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

-Posłuchaj -powiedziała do mnie zciszonym głosem. -Słyszysz? -Wsłuchałem się jak tylko mogłem najuważniej. Ciszę przerywał tylko odgłos jej oddechu. Cisza. Mrugnięcie powiek. Raz,dwa, trzy. Cisza. -Nie -spojrzałem zawiedziony w jej zielone oczy. Nie zraziła się. Złapała mnie za rękę i szepnęła -Tak tak -jej ręka opadła z biurka. Dała mi wskazówkę. Teraz moja kolej na pracę. W dłuższej ciszy usłyszałem. Zegar. Mówił do nas półszeptem. -Zegar. -popatrzyłem na jej dłonie. Klasnęła. -Powtórz wszystko co słyszysz. -nakazała i z zaciekawieniem wpatrywała się w moją skupioną twarz. Co mam powtórzyć. Co ona słyszy? A może... Wsłuchałem się. Nic. Tylko powolne Tik, Tak, Tik... "Co słyszysz". Zaryzykowałem. -Tik Tak. Tik Tak. Tik Tak. Tik Tak. -powtarzałem wybicia zegara. Złapałem rytm. Jednak po krótszej chwili odrzucilem tą zabawę. Była nudna. Przestałem. -Dlaczego? -spojrzała na mnie. Oczekiwała szczerości. Zawsze. -Znudziło mi się. -popatrzyłem wyzywająco w jej oczy. Miałem ochotę porwać ją i pocałować. Ale wiedziałem za za tą durną szybką siedzi dziesięciu psychiatrów. Ona też to wiedziała. Prowadziła więc na wpoły durną rozmowę. Ale ja wiedziałem. Nie bez powodu mówiła o zegarze. -Znudziło... Monotonia? -Dokładnie. -A więc znudził Cię powtarzający się dźwięk zegarka? -zapytała z niedowierzaniem. Nie rozumiałem jej. Rozmowa powoli zaczynała zmieniać się w przesłuchanie. Posłałem jej ostrzegawcze spojrzenie. Nie zlękła się. -Tak? -Tak. -Zegarek... Z, ź, ż. Co jest na "ż"? -zapytała mnie przekrzywiając głowę. Rude włosy rozsypały sie dookoła jej twarzy. Oczekiwała odpowiedzi. Prostej. Szczerej. O czym myślę? Co jest na "ż"? -Żaba -powiedziałem bez zastanowienia. -Mów co myślisz. Myśl co mówisz -pouczyła mnie. Miała rację, nie myślę o żabach. Żaby są zielone i rechoczą. Nie potrzebne nam żaby. O czym myślimy? -Życie? -zawachałem się. Nie myślimy o życiu. Myślimy o jego częściach. Celu, sensie. -Życie... -powtórzyła cicho moje słowa. Usmiechnęła się lekko. Rozległ się dźwięk dzwonka. Lekarze zaczęli wychodzić z pomieszczenia obok. Nie widzieliśmy ich, ale wiedzieliśmy o nich. Korzystając z poruszenia dziewczyna wyszeptała kilka słów...

Siedziałem w domu i myślałem nad tym co mi powiedziała. Życie. Żaba. Zegar. Nie. Żaby tam nie było. Tik tak. Żaby nie. A może? Zgubiłem się. Jej psychologiczne zagrywki męczyły mnie. Dawały do myślenia. Dziesięć minut logiki, domysłów, poezji, filozofi. Trudne. Zbyt trudne dla mnie. Byłem zwykłym człowiekiem, jakim wiele na tej ziemi. Pokochałem wariatkę. A ona uwielbiała zadawać mi miliony różnych pytań. I dołować mnie nimi. I uczyć…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%