Filozofia · 3 min czytania
Zegarek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zegarek
Ciężkie tryby rzeczywistości obracały się powoli i ciężko. Ociekały smolistą substancją, która gromadziła się na krawędzi powierzchni tarcia. Dookoła wszyscy płakali. Jakiś mężczyzna przemawiał do nich. Nie rozumiałem go, ale wiedziałem, że mówił o pięknych rzeczach. Może o wolności? Gdzieś pod nimi wiał zielono-czarny wiatr. Spojrzałem na tę kobietę. Na jej twarz, na której smutek i krew zostawiły głębokie bruzdy. Zaśmiałem się szyderczo. Wyciągnąłem rękę i chwyciłem ją. Chwyciłem ją w ręce, tak jak drapieżny ptak chwyta wijącego się węża. Wpiłem w nią paznokcie. Bo musisz wiedzieć, kochanie, że już jakiś czas temu zapadłem się w siebie. Chwyciłem ją i wykręciłem. Szarpnąłem. Coś zgrzytnęło, jęknęło w proteście. Osnowa rzeczywistości ustąpiła i pękła w tym miejscu… I zobaczyłem bogów. Wysokie, nieruchome postaci. Wszystko w ich sylwetkach kazało domyślać się, że stoją tu od niepamiętnych czasów. Podczas gdy tryby rzeczywistości poruszały się powoli i ciężko, mężczyźni i kobiety szarpali się ze zjawiskami. Z pogrzebem. Bogowie zatroskanym wzrokiem obserwowali z wysoka rozesłany dookoła delikatny materiał, tu i ówdzie przygładzali delikatnie. Przerażony, cofnąłem się w głąb swojej małej skorupy, z powrotem w ciepły świat. Bo musisz wiedzieć, kochanie, że nigdy nie straciłem kontroli. Nigdy. No, może