Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 11 min czytania

Żegnaj...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Tamtego wieczoru było ciepło. Siedziałem z Wiktorią przy ognisku. Grałem na gitarze, ona słuchała. Przerwałem na chwile. Spojrzałam mi w oczy i powiedziała: - Kocham cie Marcin – westchnęła. Przytuliła się. Objąłem ją i nie chciałem przestać. Spojrzałem na księżyc, byłą pełnia. Oboje lubimy pikniki w środku nocy, pełnie, jeziora, plaże i spokój. Ale ta noc była naszą ostatnią… Odprowadziłem Wiktorie pod dom. Jej pies, Kudłacz ze radością powitał swoją panią. Zamknęła brame i odchodząc rzuciła: - Do jutra. Dzięki za wieczór – Uśmiechnęła się pokazując śnieżnobiałe zęby Ja też wróciłem do domu. Była 4 rano. Rano wstałem i jak zwykle wysłałem powitalnego smsa do mojego skarba. Jednak nie odpisała. Myślałem, że śpi lub jest bardzo zajęta. Jest weekend, więc można dłużej pospać. Ale ja taki nie jestem. Wole mieć długi dzień niż noc. Chociaż noce z Wiką mogłyby się nigdy nie kończyć. Zaniepokoiłem się około 13. Ile można spać? Nie dawała znaku życia. Zadzwoniłem. Odebrała jej mama. - Marcin. Nie wiesz gdzie Wiktoria? Wstałam o 10, a jej nie ma. A zwykle jest już na nogach o tej porze. -Zostawiła telefon? Przecież ona nigdy nie zostawia telefonu. - Wiem, dlatego się martwie i myślałam, że jest z tobą. Znam tradycje księżycowych nocy. Ale zwykle wracała do domu. -Odprowadziłem ją koło 4 i oboje poszliśmy spać. Ale pójdę do pobliskiej kawiarni,pracuje tam nasza koleżanka, Iga. Zapytam o Wikę. -Dziękuje Marcin. Daj znać, gdy będziesz coś wiedział – Rozłączyła się. A ja jak najszybciej pobiegłem do Igi. - Tak, była tu. Rano, około 8. Przyszła od razu po otwarciu. Miała na sobie ciemne okulary i kaptur, jakby się chowała. Dała mi tę walizke. Iga otworzyła, a w środku było dużo… dolarów. Oniemiałem. Skąd Wika ma taką kase? -Jak myślisz, skąd to jest? – zapytałem. -Nie wiem, ale też się zastanawiam. - Czyli wiemy że chciała ukryć te pieniądze, tak? -Tak. Gdy tu byłą powiedziała, że mam ich strzec jak oka w głowie i nikomu nie dawać. A, i żebym uważała na czarne Land Rovery. - Zaraz… właśnie taki stoi przed budynkiem.Za rogiem, nie widać go stąd. – Przypomniałem sobie. Przechodząc nie zwróciłem na to uwagi. Taki sam stoi też koło domu Wiki. W nocy widziałem go ulice dalej od jej domu. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Wyszedłem z kawiarni. Stanąłem tam, udając że pisze smsa i spojrzałem na samochód. Było w nim 4 gości, w ciemnych okularach, nie widziałem twarzy. Wiedziałem, że cos się święci. Nagle zadzwoniła mama Wiktorii. Powiedziała, że chcąc- nie chcąc przejrzała jej telefon i znalazła ciekawe smsy. Pojechałem do niej. Przeczytałem wiadomości. Było tam min. „ Za długo czekam. Gdzie jest ta kasa?”, „ Wiolka, on ci nie da żyć. Musisz stąd uciec” , „ Nie żyjesz suko” Ostatni mną wstrząsnął. Ktoś jej grozi, ktoś namawia do ucieczki i ktoś czeka na pieniądze. Prawdopodobnie te, które mam w plecaku. Namówiłem Ige, żeby mi je dała. I co za Wiolka? Nie chciałem iść na policje, bo ONI zaraz by się dowiedzieli i jeśli mają Wiktorie, coś by jej zrobili. Musiałem szukać jej na własną ręke. Na początek musiałem znaleźć jakiś ślad, gdzie mogła pójść po wizycie u Igi. Ale mama Wiki znalazła wzkazówke. W pamiętniku Wiktoria trzymała różne rzeczy. Pamiątki, bilety do kina, liście, zdjęcia i … bilety na samolot do Hiszpanii? Co ta dziewczyna planuje? Ale najważniejsze, jeszcze nie wyjechała. Zadzwonił mi telefon. Zastrzeżony numer. Odebrałem. To Wikuś. - Marcinku, skarbie. Możesz przywieść mi mój pamiętnik do Warszawy? – Podała adres i zaczęła płakać. – Proszę, to bardzo ważne. -Wiktoria, co to za kasa u Igi i kim są ludzie w Land Roverach? I w co ty się dziewczyno wpakowałaś? -A więc już wiesz. Dobra, przyjedź na ten adres. Weź pamiętnik, uważaj na te samochody, i nie rozmawiaj z nikim. Niedługo wszystko się naprawi, obiecuje.- Zrobiłem co chciała. Założyłem kaptur, ciemne pingle i pojechałem pociągiem do Wiki. Było już późno. Adres, który mi podała, to hotel. Podała fałszywe nazwisko meldując się ( sprytnie J ) i podała mi numer pokoju. Poszedłem do niej. - Tęskniłam. Masz? – zapytała, gdy wszedłem. Objęła mnie mocno i pocałowała. Wow, super. - Tak, proszę – Podałem jej pamiętnik.- O co chodzi? Zauważyłem, że ma zasłonięte żaluzje w oknach. Chyba na serio się ICH boi. - Kilka lat temu, jeszcze zanim cie poznałam, ktoś porwał moją mame i mnie. Zagrozili, że mnie zabiją, jeśli im nie pomoge. Wypuścili mame, a ja pomogłam im w skoku na bank. Wynosiłam torby z forsą do furgonetki. Zaufali mi. Miałam nadzieje, że to koniec, po tym skoku. Ale po pewnym czasie znowu się odezwali, tym razem miałam im przynieść troche kasy ze spożywczaka. Zrobiłam ten skok sama. Potem następne i następne. Mam nic nie wiedziała. Ale chodziło o moje życie. A ta kasa u Igi, to z mojego największego skoku. Ale chce skończyć. Wyjechać, kupić dom. Zmienić dane, i zacząć wszystko na nowo. Z tobą. - I za tą kase chcesz kupić dom? -Tak, zostawiłam je u Igi, żeby były tak na zapas. Reszte mam na fałszywym koncie bankowym. Taka rezerwa, tak gdyby coś się wydarzyło i pilnie potrzebowałabym gotówki. Przenocowaliśmy w hotelu, a następnego dnia mieliśmy zacząć nowe życie. W Madrycie, w fajnym domu, bez mafii. Wiktoria wynajęła limuzyne. Żeby nikt nas nie śledził. Zakapturzeni wyszliśmy z hotelu i wsiedliśmy do auta. Ale to nie była limuzyna do szczęścia. To byłą…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Żegnaj... — czytnik · opowiadania