Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 9 min czytania

Żegnaj 'tatusiu'

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Czerwony Mustang Shelby GT pędził po rozgrzanym asfalcie. Licznik wskazywał 200 km/h . Z głośników właśnie popłynęła piosenka Don't Let Me Be Misunderstood w wersji Santa Esmeralda. Kobieca dłoń, wyposażona w zestaw szkarłatnych, niemal półtoracalowych paznokci przekręciła regulator do oporu - Cause I'm just a soul whose intentions are good, oh Lord, Please don't let me misunderstooood ! - Zawodziła właścicielka czerwonych szponów, co chwilę dociskając pedał gazu, nogą obutą w znoszonego, kowbojskiego buta. Śliczne, długie, blond loki opadały na plecy kobiety spod skórzanego kapelusza. Króciutko obcięty t-shirt z napisem " Trick or fucking treat?" częściowo zasłaniał sporych rozmiarów biust. Dżinsowa mini co chwilę niebezpiecznie podjeżdżała ku górze opalonych ud. - I love my baby to deaaaath! - tym razem zawodząc Dani California z RHCP, Betty Davies odpaliła papierosa i głęboko się zaciągnęła. W bagażniku Mustanga coś gwałtownie załomotało. - Zamknij mordę ty tam z tyłu! Próbuję się odprężyć ! - uciszyła wrzaskiem sprawcę hałasu, czterdziestosześcioletniego Ray'a Morrisona, rozebranego do rosołu, związanego i zatrzaśniętego w bagażniku samochodu. Sam był sobie winien, cholerny sukinsyn!- pomyślała Betty i znów się zaciągnęła. Jeśli były na tym świecie rzeczy, których nienawidziła, byli to faceci w typie Ray'a Morrisona, bijący swoje córki. Betty zjechała na pobocze. Znajdowali się na kompletnym pustkowiu. Słońce znajdowało się właśnie w zenicie. Z głośników płynęło Down In The Mexico Coastersów. Betty odchyliła głowę do tyłu w miękkim fotelu mustanga i odetchnęła głęboko, zamykając oczy. Trwała tak przez parę chwil, po raz kolejny przypominając sobie w myślach plan działania. Wyprostowała się i wyciągnęła ze schowka butelkę tequili. Pociągnęła spory łyk, wysiadła z samochodu z butelką i papierosem w jednej dłoni, drugą otworzyła bagażnik. Ray Morrison z pewnością błagałby o litość, gdyby nie miał własnych gaci wciśniętych głęboko w gardło. Cóż, pomyślała Betty, przynajmniej nie będzie musiał słuchać swojego parszywego głosu w ostatnich chwilach przed śmiercią. Z niejakim trudem wytaszczyła kościste ciało Morrisona z bagażnika, razem z solidną łopatą, prostym krzyżem zbitym z dwóch desek, oraz składanym, reżyserskim krzesełkiem. Upiła kolejny haust tequilli i rozstawiła krzesełko. Następnie pochyliła się nad związanym i rzekła: - Rayu Morrisonie. Teraz Cię rozwiążę. Następnie weźmiesz w swoje obleśne łapska łopatę i zaczniesz kopać dół długi i głęboki na dwa metry, a szeroki na jeden. Możesz próbować uciekać, ale ostrzegam Cię, że każdą taką próbę zakończysz z kulką we łbie. Toteż radziłabym Ci zaprzyjaźnić się z łopatą. Niewyraźne bełkoty dobyły się zza gaci Morrisona. Betty rozwiązując drania uśmiechała się szeroko i patrzyła mu w szeroko rozwarte oczy. Cieszyła się, ponieważ nie widziała w nich nic, poza strachem, który dawał jej siłę. Rozwiązawszy mężczyznę, rozsiadła się na krzesełku i odpaliła kolejnego papierosa. W drugiej ręce trzymała rewolwer, wycelowany wprost w nieforemną głowę Morrisona , który kopiąc dół, co jakiś czas wydawał z siebie żałosne jęki, wzbudzające w Betty głęboki niesmak. Patrząc na pracującego i zmaltretowanego mężczyznę, widziała jedynie wieloletniego oprawcę żony, Annie Morrison i jedynej córki Liberty. Gdy, nie mogąc już znieść męża sadysty, pani Morrison popełniła samobójstwo, Liberty uciekła od ojca, i zmieniła imię i nazwisko. Aby jakoś utrzymać się przy życiu, musiała zostać prostytutką, szlifującą bruki zasyfionych przedmieść wielkich miast i pobocza autostrad, żywiąc się tym, co znalazła przy drodze. Była wielokrotnie poniżana, pogardzano nią niemal codziennie, ale była wolna, wolna jak ptak szybujący pod niebem. Nie musiała już żyć w nieustannym lęku. W chwilach największego cierpienia, rozkoszowała się myślą o zemście na ojcu, sprawcy swoich cierpień. Z ponurych rozmyślań wyrwał Betty kolejny jęk Morrisona. Przeciągnęła się i wstała z krzesełka. Słońce chyliło się już ku zachodowi. Dół, kopany przez jej więźnia miał wymiary zbliżone do pożądanych. Betty odczuła zadowolenie, patrząc na spalone…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Żegnaj 'tatusiu' — czytnik · opowiadania