Akcja · 5 min czytania
Zemsta Fau roz.II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dwie osoby zbliżały się ku chacie. Fau domyśliła się, że mama nie dała sobie rady z “obcym” i teraz musi uciekac. “Wyjdę tylnimi drzwiami”- pomyślała. Matka pokazała jest kryjówkę w lesie w razie kłopotów. Pamiętała jej słowa: “- To jest tajna kryjówka. Gdyby nie udało mi się pokonac “obcego” masz się tu ukryc- przytuliła ją mocno i powiedziała- przyślę ci kogoś, kto będzie się tobą opiekował, dopóty, dopóki nie osiągniesz dojrzałego wieku i nie odkryjesz swoich mocy. Masz chronic magiczne jezioro i góry Edmund. Pamiętaj, liczę na ciebie” To były jej ostatnie słowa. Wiedziała, że matka nie pokonała mężczyzny i musi się ukryc. Nurtowało ją jednak pytanie “kto będzie jej opiekunem?”.
Obcy weszli do chty Reihy i dokładnie ją przeszukali. Zabrali cenne rzeczy i postanowili przenocowac w chacie. Kiedy zgasło światło świecy, Fau wyszła z kryjówki i udała się do matki. Gdy ją ujrzała dotarło do niej, co tak naprawdę się stało. Patrzyła na martwe ciało Reihy. Wpatrywała się w serce, które przestało bic i umarło, odeszło. Nie wiadomo czemu, przypomniała sobie wszystkie chwile, które spędziła z matką. Uczucie, że matka już nie powróci sprawiało jej ogromny ból. Nie mogła wytrzymac. Zaczęła płakac. Cicho, aby nikt nie usłyszał. Szlochała, klęcząc nad ciałem matki. Nagle, całkiem niespodziewanie ktoś dotknął jej ramienia. Fau zerwała się szybko, chciała uciec, lecz silny uścisk nie pozwalał na ucieczkę. Odwróciła się. Za nią stał chłopiec. Wydawał się trochę starszy od Faustyny, miał może z dwanaście lat. -Nie bój się- rzekł cicho chłopak.- nie zrobię ci krzywdy. -Widziałam cię już gdzieś- odparła wystraszona Fau. -Taaaa, jestem synem mordercy twojej matki- Faustyna chciała krzyknąc, lecz chłopak przyłożył jej rękę do ust.-Cii- powiedział- obudzisz mojego ojca. Jest strasznym brutalem, może zabic nawet mnie. Fau spojrzała na chłopca i pokiwała głową na znak zrozumienia. Chłopak odsunął rękę od ust dziewczyny. -Jak masz na imię?- zapytał. -Faustyna, mów mi Fau- odparła już nieco pewniej.- A ty? -Jestem Eric. Twoja matka powierzyła mi ciebie pod swoją opiekę. -Jaaak, przecież z nią chyba nie…