Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Duchy · 5 min czytania

Zemsta z zaświatów.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Technika wciąż posuwa się do przodu, a wraz z jej rozwojem mamy więcej pytań niż odpowiedzi. Często jednak zamiast poszukiwanej odpowiedzi znajdujemy nowe pytanie. Zupełnie jakby wejść z maczetą do buszu i machając nią zawsze na coś się trafi, lecz rzadko jest to odpowiedź, której szukamy. Pomimo zaawansowanej technologii wciąż pozostają niewyjaśnione zjawiska nadprzyrodzone, których w przeciwieństwie do zagadek techniki, nie trzeba szukać i codzienne wydarzenia obfitują w takie przypadki. Ileż to czas poświęcono na wyjaśnienie zagadki „Mary Cesleste”, bez żadnego rezultatu. Wyjaśnijmy, że był to żaglowiec, którego załoga zniknęła w niewyjaśniony sposób, natomiast sam statek został odnaleziony w dziwnym stanie. Wiadomo, że każdy statek, czy jacht posiada swą duszę, którą nie jest nic innego jak jego wady i zalety, czyli własne ja. Ale nie zawsze. „Dusza” wstępuje w statek w momencie chrztu, kiedy po rozbiciu butelki szampana o dziobnicę rusza z pochylni na głęboką wodę i staje się jednostką pływającą. Właśnie w czasie wodowania układane są horoskopy, co do przyszłych losów statku. „Dusza” potrafi z wielkimi oporami, krnąbrnie, a nawet tragicznie posiąść kadłub statku. Brytyjski kolos pasażerski „Great Eastern” wybudowany w 1858 roku, o wyporności 27 tysięcy ton, długości około 211 a szerokości 25 metrów, po raz pierwszy wyposażony został w podwójne dno, oraz napęd parowy jednocześnie na śrubę i boczne koła. Posiadał sześć masztów, na których rozpinano żagle o łącznej powierzchni 5500m kwadratowych (prawie dwa razy tyle, co na „Darze Pomorza”), oraz pięć kominów. Zabierał na swój pokład 5000 pasażerów. Seria jego niepowodzeń zaczęła się od chwili chrztu jednostki, kiedy to podczas rozbicia butelki kadłub ani drgnął. Wciąż przynosił deficyty swym kolejnym armatorom i wielokrotnie zmieniano jego przeznaczenie. Wreszcie po wielu latach pływania „Great Eastern” poszedł na złom. Wtedy dopiero znaleziono przyczynę „wady” jednostki, gdy w jednej z sekcji podwójnego dna znaleziono zmumifikowane zwłoki nieszczęśliwego stoczniowca, który został żywcem uwięziony w stalowej trumnie i zmarł w strasznych męczarniach. Według legendy to właśnie on zbratał się z duszą statku i stał się jego Jonaszem, przynosząc statkowi pecha w krótkim i kłopotliwym żywocie. Ludzkie zwłoki uwięzione w kadłubie statku, są jedynym…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%