Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 7 min czytania

zgadnij kim ty jesteś Emilko ( cz.I )

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dzień października. Noc listopadowa. Przełom miesięczny, księżyc w lisiej czapie, mam mózg we mgle. Uderzyłam się w głowę, upadłam na błyszczący od deszczu kamień. Chyba wstałam i jest już dobrze. Mam niepewne wrażenie, że jeszcze skroń mnie boli. Cymbałki w uszach-jednak boli jak przesadzone krople odbijające się od blaszanego parapetu. Budzę się kolejnego bożego ranka z mlecznym posmakiem w ustach i odrętwiałym ciałem. Owinięta w prześcieradło niczym owad w kokonie oczekiwałam metamorfozy, cudu dojrzewania. Białe, miękkie, bezwładne ciało nie wygenerowało jeszcze odpornościowej łuski, zalążki skrzydeł (łopatki) – stały się przyczyną mojego rozczarowania. Zwlec się z łóżka znaczyło stawić czoła całej reszcie, uporczywa walka z podwyższonym ciśnieniem i migreną stała się celem samym w sobie. Oręża- kuchenne zbrojownie półotwartych szafek, naboje tabletek z maksymalną ilością prochu przeciwbólowego, wrażenie siły, chemia organiczna i nieorganiczna, techniki medytacji, psychologia dla początkujących i amatorów, fiolki z trucizną, ratunek honoru. Ciężko jest być wobec tego wszystkiego tylko białym, nagim, bezwładnym ciałem , łatwiej zostać czymś pomiędzy powłoką , mięsem a pudełkiem na buty. Zaskakujące skąd mam tyle czasu na podobne przemyślenia. Doprawdy, muszę strasznie się lenić. Stąpanie po chłodnej podłodze tuż po przebudzeniu sprawia mi ogromną rozkosz. Chłód orzeźwia, w pewnym stopniu uświadamia jako elementarny pierwiastek cierpienia. Cierpienie to pewnie nic innego jak absolutna wiedza, skoro dawkowanie jej czyni już największe preludium do senności i bólu głowy. Na tej ziemi, chłodnej ziemi absolutna wiedza to niepojęta tęsknota za śmiercią. Jeśli prawda należy do Boga lub Przypadku – lepiej żyć w zgodzie z kolejnym porankiem i zadowolić się powszechnie dostępnym zakresem rozumowania. Złote słońce przesiąka przez szyby, witraże pokrzyżowanych gałęzi i liści, przez kaskady firanek, rogówkę, soczewkę, wreszcie dociera do mózgu. Otwieram okno, jeszcze wczesna pora pachnie mocno jarzębiną, smakuje glebą, raczy szarością posrebrzaną przez pazury światła. Drzewa podtrzymują krajobraz, mój krajobraz naturalnego blokowiska, wymarzonej łąkowej przestrzeni bytu na której architekt posadził własne graniastosłupy o betonowych płatkach i obrośniętych schodami łodygach. Jeszcze chwiejnym krokiem przemierzam korytarz. Zapach mieszkania to tylko woń kurzu i codziennego chleba, toteż wzdycham tylko i po chwili tracę powonienie. Tracę wzrok i słuch, jestem światłem które przesiąka przez szkło.

Jeszcze chwiejnym krokiem przemierzam korytarz. Zapach mieszkania to tylko woń kurzu i codziennego chleba, obiecuję sobie zrobić porządki rozsiać magicznym mopem aromaty wanilii i polnych kwiatów, żeby uczynić swój przedpokój niezwyklejszym. Rozlewam fioletowy płyn. Kwiaty pną się aż pod sam sufit, obłapiają ściany niczym rozgorączkowany kochanek, rozwierają się i zamykają, a dzień i noc oblewają je swoim blaskiem. Stoję oniemiała z zachwytu, z szeroko otwartymi ustami, czuję jak stopy ciążą mi do podłogi i nabieram coraz silniejszej masy, jak opada kolejna warstwa kurzu, jak robactwo wariuje w ziemi pod oknem, bo czuję delikatne drgania i szum zwijających się odwłoków. Cienie przesuwają się w idealnej symetrii, nie kłamią, ale nie oddają rzeczywistych kształtów. Najpierw kładą się długimi, czarnymi tułowiami, potem kurczą się aż do podstaw tego, co naśladują. Rozciągają się na łożach powierzchni…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
zgadnij kim ty jesteś Emilko ( cz.I ) — czytnik · opowiadania