Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 13 min czytania

Zguba

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Na przedmieściach jednego z większych polskich miast stał domek. Dom ten był domkiem jakich wiele było przy tej samej ulicy, w szczegółach niby znaczenie się różniący od innych mieszkalnych budynków, jednak tak naprawdę zbudowany był tak samo jak i one, wedle tego samego standardowego planu. Posiadał wejście od strony ulicy, piwnicę, parter, pierwsze piętro, z boku murowany garaż, z tyłu kilkadziesiąt metrów zielonego ogródka, w którym można było zrobić sobie grilla, zaprosić znajomych na piwo i kiełbaski, poplotkowac, popolitykować, pomoralizować - w sumie rozmawiać o rzeczach, które tylko przyjdą do głowy, często ciężkiej od nadmiaru napojów mocnowyskokowych. W czasie rozmowy na świeżym powietrzu można ślizgać się z tematu na temat, przeskakiwać z jednego na drugi, aby w końcu zasnąć i zbudzić się na drugi dzień z wielkim bólem głowy oraz kacem nie tylko fizycznym. Państwo Łysoniowie, zamieszkujący domek o którym mowa, byli wzorowym wręcz modelem nowoczesnej najmniejszej komórki społecznej, którą opisać można szybko, acz bardzo treściwie: 2+1. Dwoje rodziców, plus jedno dziecko, zupełnie jak w Chińskiej Republice Ludowej. Pan Łysoń, głowa rodziny, miał na imię Andrzej. I jakby jego głowa specjalnie i wręcz złośliwie chciała dostosować się do nazwiska - zaczynał już tracić włosy, mimo iż na karku miał kilka lat powyżej trzydziestki. Z masochistycznym uporem co rano przeglądał się w lustrze ruszając głową na boki, w górę i w dół, wzrok kierując ku coraz rzadszemu kółeczku na czubku głowy. Wzdychał wtedy głęboko, mył swoje śnieżnobiałe ząbki, golił się elektryczną maszynką, brał krótki prysznic, pozbywał się w naturalny sposób ubiegłodniowej kolacji po czym bez śniadania ruszał do pracy swoim dużym, nowitukim i nienaturalnie błyszczącym samochodem, który nijak sprawdza się w miejskich korkach, ale za to doskonale podkreśla status społeczny posiadacza łechcąc delikatnie jego próżność. Mężczyznę ponoć poznać można po samochodzie jakim się porusza. Pana Andrzeja stać było na wóz kosztujący tyle, ile statystyczny robotnik budowlany zarobiłby w dziesięc lat - pracował w branży finansowej, operował codziennie sumami, które niejednego przyprawiłyby o zawrót głowy. Wiązało się to oczywiście z ogromną odpowiedzialnością gdyż pan Łysoń obracał pieniądzami należącymi do firm i osób prywatnych, ale był to jego żywioł, w którym - trzeba mu to przyznać - sprawdzał się doskonale. Rzec można, że cyferki, waluty, akcje, papiery wartościowe, były jego życiem - niejednokrotnie ślęczał w nocy nad laptotem kalkulując, obliczając, rachując, sprawdzając ceny, wartości, czytając wiadomości z giełd światowych, informacje ekonomiczne i biznesowe. Spał tylko przez kilka godzin, ale i gdy leżał w łóżku w ramionach Morfeusza, śnił o liczbach, wykresach, bilansach, rozwiązując na głos jakieś urojone działania, zyski i straty. Żona pana Łysonia, Agata, była od niego kilka lat młodsza i niestety kilka razy mniej inteligentna. Typowa leniwa kobietka, flirtująca na lewo i prawo, kobietka która czując zapach pieniążków włożonych w eleganckie perfumy pana Andrzeja, widząc jego drogie garnitury i w dodatku nienaganną prezencję, postanowiła go usidlić aby ułożyć sobie bezproblemowe życie pełne szczęścia i pieniążków. A że w jej mniemaniu ta druga rzecz służyła do stworzenia tej pierwszej, nic dziwnego, że biegała za panem Andrzejem wszędzie i o każdej porze. Jego samego zaczęło to nużyć oraz po prostu irytować, ale cóż biedak miał począć gdy oznajmiła mu któregoś dnia, że w swym łonie nosi jego dziecko. Przez jeden, jedyny raz podczas którego pan Andrzej zapomniał się i tak raczej od niechcenia odbył akt prokreacji z panią Agatą, musiał podjąć jakąś konkretną, decydującą o losach całego jego przyszłego życia, decyzję. Wybrał ślub, mimo iż nie widział siebie w roli męża i ojca, mimo iż dla takiego kogoś jak żona i dziecko nie było w jego życiu miejsca. Ale przecież opinia rodziny, współpracowników, klientów była dla niego bardzo ważna, podobnie jak i lęk przed alimentami, które zżerałyby niczym szarańcza dużą część jego zarobków. Poza tym i tak kiedyś wypadałoby założyć rodzinę... I tak obydwoje dostali to co chcieli - pani Agata bogatego męża, a pan Andrzej święty spokój. Ich życie intymne było raczej ubogie - raz za czas, od czasu do czasu pozwalali sobie na spełnianie obowiązku małżeńskiego, ale czynili go bez jakiejś większej przyjemności. Po jakimś czasie nawet zaczynało to przypominać smarkanie w chusteczkę - jakąś konieczność warunkowaną prawem natury. Nie rozmawiali ze sobą zbyt wiele, nie mieli absolutnie żadnych wspólnych tematów, zainteresowań, poglądów. Co najwyżej od czasu do czasu szli razem na jakiś bankiet, ale pan Andrzej rozmawiał w jednym kącie z ludźmi zajmującymi się, tak jak on, obrotem gotówki, a pani Agata dumna jak paw ze swej sukienki, gawędziła sobie z innymi kobietami równie próżnymi jak i ona. Małżeństwo z rozsądku będące raczej namiastką prawdziwego związku, sztywnym manekinem ubranym w piękny strój. Państwo Łysoniowie mieli ośmioletniego synka, Jacka. Był zwykłym dzieckiem, niczym nie różniącym się od innych dzieci w jego wieku. Był drobniutki, szczuplutki, miał piegi na twarzy i troszkę odstające uszy. Rodzice nie poświęcali mu zbyt wiele czasu - ojciec wiecznie przecież był w pracy, matka zawsze zajęta była oglądaniem południowo-amerykańskich seriali, rozwiązywaniem krzyżówek lub też czytaniem tanich miłosnych paszkwili. Ewentualnie cały dzień spędzała w sklepach z biżuterią i ubraniami. Dzieciak miał albo się uczyć, albo grać na komputerze, byle by tylko siedział cicho i nie przeszkadzał swojej mamusi. I owszem, siedział cicho nad książkami, czasami oglądnął sobie jakiś kanał przyrodniczy (w pokoju miał telewizor, który również miał za zadanie zamknąć mu usta i odciągnąć od rodziców), ale jego ulubionym zajęciem była... zabawa ze swoim szynszylem. Szynszyl to dziwne zwierzę - ma ogon wiewiórki, łepek chomika, posturę świnki morskiej. Lubi biegać, dba o czystość, gdy siedzi w klatce zdaje się błądzić gdzieś myślami, czesto jest apatyczny, nachmurzony, potrafi przesiedzieć kilka godzin z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%