Inne · 11 min czytania
Zgubiony miś
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zgubiony miś
Szła obok Niego. Obok. Czy to nie wystarczająco poniżające słowo dla kogoś kto kocha?- pomyślała. Była młodą, z wyglądu niczym nie wyróżniającą się dziewczyną. Dominika. Okropne imię, kto normalny daje dziecku na imię Dominika? „Dominika od słowa dominicus- oddana Bogu”. Ojej…oddana na służbę, czy jak?- pomyślała z ironią, która od razu znalazła odzwierciedlenie w uśmieszku na jej twarzy. Uniosła dłoń ku twarzy, założyła niesforne włosy za ucho i spojrzała na Niego. On. Przystojny, bo jak inaczej nazwać wysokiego bruneta z cudownymi, szafirowymi oczami, promiennym uśmiechem i szerokimi ramionami w które tak bardzo lubiła się wtulać. Specjalnie dla niej używał czerwonego Hugo Bossa, bo wiedział, że uwielbia ten zapach. On. Na jej ustach zagościł znowu ten sam ironiczny uśmieszek. Pojawił się równie niespodziewanie jak Jego dłoń na jej ramieniu. - O czym myślisz?- spytał, a ona z niedowierzaniem zamrugała oczami. Pierwszy raz ktoś zadał jej to pytanie, pytanie które wg niej, było wyrazem ogromnego zainteresowania czyjąś osobą. I to właśnie pan Piękny, zadała pytanie, które miało dla niej wielką wagę- kolejna drwiąca myśl w ciągu 2 minut. Odchyliła głowę do tyłu i wybuchnęła wymuszonym śmiechem, który wprawił Go w zakłopotanie i automatycznie Jego oczy zdawały się pytać: o co chodzi? - Myślę o Tobie. Czemu Ty, przystojny, z dużym powodzeniem, cudownym poczuciem humoru, inteligentny, idziesz teraz OBOK mnie? Dobrze, że jest to OBOK, bynajmniej mam świadomość że nie wybrałeś mnie „całej”. -Właśnie dlatego… Jesteś inna od tych wszystkich pustych panienek, poprawiających swoje 3 warstwy makijażu na mój widok. Bo mam Cię OBOK, bo przy Tobie OBOK mnie przeraża-a ja lubię ten lęk-i zmusza do wysiłku, dzięki któremu uda mi się jak to określiłaś „wybrać Cię całą”. –odpowiedział i oparł podbródek na jej głowie, wdychając cytrusową woń jej włosów. Odsunęła się od Niego i zapytała, tonem, który On tak bardzo lubił, bo wiedział, że Ona mu wierzy, ale po prostu chce potwierdzenia, które rozczuli jej twardą, mocną w przekonaniach- wg niego ta siła wewnętrzna była lekko udawana-osobowość: -Naprawdę? - Tak misiaczku. Wiesz, co? Dwie ulice dalej otworzyli nową kawiarnie i jak rozumiem teraz tam pójdziemy, bo chyba nadal uwielbiasz kawę?- jego słodki uśmiech zawsze sprawiał, że chciała go całować, przytulać i ściskać tak mocno, żeby wszyscy wiedzieli, że ON jest tylko jej. Szli trzymając się za ręce, śmiejąc z anegdot, które On opowiadał, a ona zmieniając barwę swego głosu powtórnie powtarzała. Przechodnie patrzyli na nich z czułością, z jaką patrzy się na małe, niewinne i rozkoszne dziecko, nieświadome okrucieństw tego świata. Tak- kiedy byli razem świat wydawał im się piękny, sprawiał wrażenie równie szczęśliwego jak oni. - Tunel…-powiedziała cicho, gdy dochodzili do ciemnego wejścia podziemnego tunelu miejskiego. -Mówiłaś coś Dominisiu?- spytał. -Nie, nic...-odparła równie cicho i złapała go mocno za dłoń. -Ała, to boli. Wiem, wiem, jestem tak kochany, że nie chcesz mnie puszczać, ale proszę, nie tak mocno. -Przepraszam… Minuta, którą spędzili w owym tunelu wydawała jej się godziną. Nie lubiła tuneli. Bała się ich. Promyk światła z latarni oświetlił jej twarz i w tedy On zauważył, że jest strasznie blada. - Coś się stało? Źle się czujesz?- zaniepokoił się. - To przez ten tunel…- odparła. - Nigdy nie mówiłaś, że masz klaustrofobie. - Bo nie mam. Usiądźmy na tej ławce, dobrze? - Oczywiście. Dojdziesz?- troska w Jego głosie wywołała czuły uśmiech na jej twarzy. Gdy usiedli na jednej z tych metalowych, niewygodnych i pordzewiałych miejskich pseudoławek, Dominika zaczęła cicho mówić. - Nie lubię tuneli. Zawsze się ich bałam. Jestem dzieckiem…- w jej oczach pojawiły się łzy. -Misiu, nie jesteś już dzieckiem. Ja tak o Tobie nie myślę. Dla mnie jesteś bardzo dojrzała jak na swój wiek. Nie jesteś głupiutka jak Twoje rówieśniczki, wiesz o tym przecież. - Wiem. Daj mi dokończyć. Proszę nie przerywaj mi. Jestem dzieckiem. Dzieckiem, które musi przejść przez długi, ciemny tunel, trzymając w dłoni swego ukochanego misia, który był przy dziecku od momentu urodzenia. Był dla dziecka cenny. Kiedy dziecko dochodzi do końca tunelu, widzi światło… Jest piękne, wręcz cudowne przy tej ciemności panującej w tunelu. Ciemności, która robiła się nudna i zdawała się męczyć i ograniczać dziecko. Jasność. Gdy dziecko znajduje się już poza tunelem, uświadamia sobie, że nie ma swojego kochanego misia. Pierwszą reakcją jest płacz, desperackie szukanie zabawki wokół siebie. Nigdzie go nie ma. Rodzice pocieszają dziecko, mówiąc, że jest już duże i wcale nie potrzebuje misia. Obiecują, że kupią dziecku np. psa, sądzą, że on pokaże dziecku inną radość, nauczy czegoś nowego. Zaślepione naiwnością dziecko pokornie się zgadza. Z czasem zapomina o misiu. Dopiero gdy dziecko nie jest już dzieckiem, gdy dorosło, zaczyna dostrzegać brak misia- symbolu błogości, spokoju i szczęścia z dzieciństwa. Ale misia już nie ma… Widzisz Łukasz(nie lubiła używać zbyt często Jego imienia, było ono dla niej wręcz święte)za każdym razem, gdy wkraczam w kolejny etap mego życia-ciemny tunel- gubię