Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 11 min czytania

Ziarenko piasku na pustyni

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział I NOC

Noc.Otwierasz oczy.Wszystko jakby za mgła.Myśli rozwiane niczym po oceanie-jeszcze nie dróżniasz snu od jawy.Czujesz jak krew szybciej krąż,powietrze wpływa do twych ust. Skupiasz się-dochodzisz do siebie.Jest połowa listopada...rok i dzień nie odgrywały i nie odgrywają większego znaczenia.Twój organizm powoli wtrybia się w nature codziennej egzystencji.Starasz się podnieść swoje zleżałe ciało...przyjmujesz pozycje siedzącą.Twoje ręce chwytaja twoją zaprzątniętą myślami głowe.Odgarniasz włosy z twarzy,po czym sięgasz ręką po papierosa niczym po pomocną dłoń.W ciemnym pokoju błyska światło-chwilowe i słabe choć na tyle silne by na kilka sekund rozświetlic pokój.Twoje nozdża wyczówają zapach palącego się tytoniu.Z rozświetlonego płomyka pozostaje tylko żar na końcu papierosa...mijają chwile krótkie a zarazem dłużące się...wreszcie gasisz papierosa.Spoglądasz za okno...widzisz ciemność rozświetlaną jedną z wielu latarni.Kima jesteś i po co? To jedno z tych pytań które cię nurtują.Zaskakujące jest życie,bardzo zaskakujące-można powiedziec że w pewnym stopniu dziwne a nawet tajemnicze.Kto mnie stworzył,jak i po co?Spoglądasz na swoje dłonie na których widać jak krew płynie w twych żyłach. Kim jestem?

Mam oczy,czuje je... Widze kolory które wdzierają sie w moje zierenice niczym promienie światłe w letnie popołudnie.Wdzierają się barwy układające sie w kształty-wszystko nabiera swojej formy.Tyle kolorów.Tak dużo że trud by je bylo wyliczyć.Tyle kształtów róznego rodzaju od kańciastych aż po obłe. Mam nos,czuje że go mam... Moje płuca nabierają powietrza które wpada przez nos niczym kamień do wody.Rozróżniam liczne zapachy...każdy jest na swój sposób inny...specyficzny.Kiedy zamykam oczy zapachy przyjmują śmieszne barwy,może nawet obrazy.Otwierając okno czuje listopad.Zamykając oczy czuje nadchodzącą zime..widze jej biały a może błękitny kolor...po chwili odczówam delikatny wiatr...zamykam ponownie oczy...czuje jesienne liście i dzrzewa które ostatkiem sił trzymają swoje "zielono-żółte" liście-niebawem puszczą je by te mogły odejść i wyścielic ziemie dla nadchodzącej zimy. Mam uszy... Odczówam dżwięki wchodzące do mnie.Obijają się gdzieś w uszach a potem trafiają do mojej głowy.Niektóre są tak wspaniłe że niechce ich wypuszczać inne powodują że zatykam uszy rękoma. Mam język... Paląc papierosa na końcu języka czuje pewien specyficzny smak który nie zawsze jest taki sam.Czyje że rusza się w mojej jamie ustnej-jaskini słów.Za pomocą mojego języka wydobywam z siebie słowa które łącze ze sobą-komponuje zdania...lecz rzadko...częściej siedze pogrążony w myślach.Mało kiedy znajduje sposobność by "mówic".Podobno milczenie jest złotem...milcze...

Staram się rozgryzać moją egzystencję,moje życie jest zagadką...często wpatruje się w jeden punkt i nie odczówam żadnych bodżców-pomimo tego iż mam swe oczy,nos,uszi i język...czemu? Moimi najczęstrzymi towarzyszami są pytania które nękają mnie i nie mają końca niczym bezkresny wszechświat.

ROZDZIAŁ II Dzień czy noc?

Niepotrafie odróżnić dnia i nocy.Jest ciemno a przecież nie śpie.Wpatrując się w pustke ciemności wstaję z łóżka.Kieruje sie wprost do łazienki.Jednym ruchem odgręcam kurek i uwalniam wodospad wody.Nabieram wode do rąk niczym wędkarz ryby w swoją sieć.Przemywam swe blade lico.Spoglądam na siebie-swoją maskę codzienności-w odbiciu lustrzanym...nic nie widze.Codzienna monotonia powoduje,iż nie zastanawia mnie to w żadnym stopniu.Sięgam po ręcznik i ocieram twarz z pozostałuch kropel wody.W pewnym stopniu przypominają one mnie-moje życie,otoczenie, innych...Każda istota "ludzka" jest na swój sposób bardzo podobna do innej a jednak diametralnie inna.Otoczona ludżmi a jednak samotna...

W dalszym stopniu myśle o tym...czy to dzień,czy noc...Dla jednych wydaje się być to noc,jednak dla innych dzień...

Zasiadam przy stole(duży brązowy stół wykonany-fachową i wprawną ręką-z dębowego drewna).Otwieram karty książki,którą czytalem już tyle razy-Makbet'a.Czemu wracam wciąz do tego dzieła?Sam nie wiem.Może fascynuje mnie rozlew krwi...intryga...i odmienność losu.Może... Przewracam pożółkłe karty i wchłaniam treść niczym sucha gleba spadający deszcz.Zaczytując się zapominam o rzeczach,które mnie dręczą.O myślach,które nie daja mi spokoju i na,które odpowiedż prawdopodobnie nie istnieje-a może to poprostu ułomność umysłu,który faszerowany informacjami wpajanymi od małego nie potrafi pokonać bariery-przebić tego muru przed którym dziennie staje. Zamykam książkę i tym samym otwieram otchłań piętrzących się,niczym chmury,myśl. Może te myśli są istotą mojego bytu?Może moje spostrzeżenia prowadzą mnie do czegoś głębszego-do wewnętrznego spełnienia. Za oknem w dalszym ciągu mrok.Chyba czas wyjść na zewnątrz.Wstaje i w dosyć szybkim tępie zakładam na siebie kolejno elementy garderoby-koszula,spodnie a na sam koniec płaszcz.Otwieram wrota do rzeczywistości.Opuszczam swój "świat". Krążąc po ulicach nie widze nikogo prócz siebie w odbiciach kałuż.Nie przeszkadza mi to w żadnym stopniu.Lubie spacerować sam i kontemplować.Oddawać się zagadninią dotyczących mnie i otaczającego mnie świata...zagłębiając się w "medytacji" asymiluje się z ciemnością,która jest bardzo gościnna zapraszając mnie do siebie.Pociąg do ciemności popuszcza jakiekolwiek hamulce.Ona mnie wchłania a

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%