Przygoda · 1 godz. 16 min czytania
Zieleń młodych liści część 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Zabrzmiał ostatni dzwonek i cała klasa 2b wysypała się na korytarz. Jedni szybkim, inni zupełnie wolnym krokiem zmierzali w kierunku szatni. Alicja jako jedna z ostatnich opuściła salę i dołączyła do Beaty, która stała na zewnątrz i grzebała w swoim plecaku. Długie, lekko kręcone włosy schylonej dziewczyny całkowicie zasłaniały jej ładną twarz o oliwkowej cerze. Miała ciemne, brązowe oczy, ocienione gęstymi, lekko podwiniętymi rzęsami i czarne brwi, które ściągnęła teraz w skupieniu .
- Czego tak poszukujesz, szczęścia? – zapytała Alicja - Można tak powiedzieć, szukam kasy, to znaczy swojego portfela- odpowiedziała Beata i znowu pochyliła się nad plecakiem - A wzięłaś go w ogóle dziś z domu?- wysoka brunetka o zielonych oczach kontynuowała rozmowę - Noo, miałam takie wrażenie, kurcze… a miałam sobie kupić po drodze tę nową odżywkę do włosów, jestem wkurzona…. – mruczała pod nosem Beata - Nie marudź tak i chodź wreszcie, bo nas zamkną w tej szkole za nadgorliwość -Już idę, tylko zapnę plecak… Czekaj….
Wiosna wchodziła w pełen rozkwit i ten kwietniowy dzień był naprawdę piękny. Dziewczyny szły wolno, mijając szeregowe domki i ogródki pełne wiosennych kwiatów, idąc rozmawiały o minionym dniu w szkole . Słońce zalewało złotą barwą cały świat i jakoś tak łatwiej było zapomnieć na chwilę o różnych kłopotach. - To co pójdziesz ze mną w sobotę na ten basen?- zaproponowała Alicja - Acha… a na którą ? - Mam karnet dwuosobowy od 11 do 12 :30, ale możemy wyjść wcześniej jak się nam znudzi - Dobra ale słuchaj, wiesz że mnie martwi ta fizyka nie chciałabym mieć miernej a wychodzi na to że Chuda mi tą dwóję wpakuje na świadectwo- Beata zrobiła ponurą minę - Zostały 2 duże sprawdziany, jeden jest teraz w piątek a drugi będzie za około 2 tygodnie. Jakbyś wyciągnęła oba na 4…. - Zapomnij, trója to najwięcej na co mnie stać… A wiesz że Sylwia mi zaproponowała pomoc w nauce? - Tak?? Podejrzane… na pewno coś chce, przecież wiesz jaka potrafi być wredna - A znasz przysłowie „Tonący brzytwy się chwyta?” Tak rozmawiając doszły do bloku Beaty, weszły do klatki i wkrótce były w mieszkaniu na 3 piętrze. - Herbatka dla dziadka?- zaśmiała się Beata - Tak, poroszę malinową z prądem- odpowiedziała Alicja - Teraz nie zima, więc sama malinowa ci wystarczy! Usiadły razem na kanapie w małym ale przytulnym pokoju Beaty. Jasne, proste, sosnowe meble wypełnione były książkami i zeszytami, główną ozdobą pokoju było okno z piękną firanką , wykończoną delikatnym haftem w kwiaty. Na parapecie stało kilka fiołków alpejskich , które dzięki troskliwości dziewczyny kwitły bez przerwy cały rok.
-To co myślisz o tej propozycji Sylwii?- zaczęła Alicja - Hmm, nie wiem dokładnie o co jej chodzi ale podejrzewam… - Ale co? - Wiesz że jej się Jacek podoba, a Jacek lubi mnie… ja go traktuję tylko jako kolegę, a zresztą ja i on to dwa różne światy. - Chyba trochę przesadzasz. Jest fajny, inteligentny, zabawny…. - No pewnie, a najbardziej zabawne jest to że on mieszka w wypasionej wilii, tatuś prezes, co wakacje obozy w tropikach, a ja co, mam grać trędowatą? Przestań, wolę normalnego chłopaka… - I co będziecie mieszkać w wynajętym mieszkanku i ciułać żeby starczyło do pierwszego? Sama sobie szukasz problemów kobieto - Ok, ale to moja sprawa. Jacek mi nie odpowiada i już, zresztą światopoglądowo to też jest daleko między nami. - Słuchaj, która jest godzina?- zapytała Alicja - Za dziesięć trzecia - Acha, to za 10 minut mam tramwaj. - Dobra, to leć żebyś zdążyła -Cześć- powiedziała koleżance już na klatce schodowej Beata, potem zamknęła drzwi i poszła do kuchni. „Co tam mamo przygotowałaś dzisiaj na obiad?”- myślała Beata zaglądając do lodówki. Na talerzyku leżały piersi kurze, na dolnej półce zieleniła się sałata. „Ok. To będzie smażony kurczak , ziemniaki i sałata ze śmietaną. Może być”. Po chwili dziewczyna wzięła się do pracy. Jej mama- Agnieszka wracała koło szesnastej. Mieszkały same od chwili gdy tata Beaty zginął w wypadku samochodowym. Miała wtedy 5 lat i pamiętała tamte zdarzenia jak przez mgłę. W dużym pokoju, na stoliku przy telewizorze stało w eleganckiej oprawie duże zdjęcie na którym widniała roześmiana rodzinka- ona jako mały brzdąc o czekoladowych włosach i jej ukochani rodzice. - Cześć córeczko- nagle doszedł do dziewczyny głos od drzwi - Hej mamo! Dzisiaj jesteś trochę wcześniej? -Wyszłam szybciej bo musiałam odnieść coś jeszcze na pocztę, ale nie było kolejki i wszystko poszło raz dwa- uśmiechała się mama Beaty. Była niewątpliwie ładną kobietą a w tym wiosennym płaszczu i rozpuszczonych jasnych włosach, sięgających do ramion wyglądała bardzo młodo. Beata- wysoka, ciemnooka brunetka była bardzo mało podobna do swej matki, widocznie cechy zewnętrzne odziedziczyła po ojcu. -Jest coś do zjedzenia?- zapytała mama - Właśnie odcedziłam ziemniaki, możesz siadać do stołu, zaraz podaję- powiedziała Beata - To co, same ziemniaki dzisiaj? – zażartowała mama Beaty - Na szczęście nie! Są panierowane piersi kurczaka i do tego sałata - Super, jestem głodna - No to proszę-powiedziała Beata stawiając przed mamą talerz. Smacznego!
Część 22 / 2
Następnego dnia była środa i dość długi dzień – aż siedem lekcji, w dodatku z przedostatnią matematyką. Na koniec była muzyka i co poniektórzy sobie tę godzinę odpuszczali. Beata stała z Sylwią na korytarzu i jadła wielkie jabłko. - Mhhh…, wiesz jakie to dobre, odkryłam je w zeszłym tygodniu i co kilka dni chodzę po nie do tego dziadka na targ, te lobo są boskie… -Dobra…., wiesz uświadomiłam sobie na matmie jaka ja jestem strasznie tępa do tego przedmiotu. - Dopiero teraz? ….immm, nie mam Ciebie na myśli, ja to wiem o sobie od dawna- uśmiechnęła się z żałością Beata - Chodzi o to, że dzisiaj mieliśmy zupełnie nowy materiał, całkowite novum. Babka przedstawiła nam go i rozpisała zadanie. Potem pyta kto rozwiąże. - No tak, i w końcu wypchnęli Michała - A on raz ciach, i zmalował od razu rozwiązanie, w ciągu kilku sekund - No ma facet łeb…. Zabrzmiał dzwonek i zaraz pojawiła się Papuga. Nazywali tak nauczycielkę od muzyki bo ubierała się dziwacznie, w niespotykane odmiany kolorów, do tego makijaż miała aż zanadto widoczny, był teatralny, jeśli nie karykaturalny. Beata nie raz zastanawiała się czy to aby normalne, ale nie mówiła o tym na głos bo Papuga była w miarę w porządku. Usiedli w ławkach ale nie sposób było ukryć, że co najmniej dziesięciu osób nie ma. Papuga otworzyła dziennik i zaczęła sprawdzać obecność. Po chwili skończyła i spojrzała na klasę - Co się z wami dzieje?- zapytała- Tylko 18 osób na moich zajęciach a gdzie reszta? - Wiosna pani profesor, wiosna- zaczął Kuba, a on na wszystko zawsze miał odpowiedź - Jutro będę rozmawiała z waszą wychowawczynią, to przykre że tak się lekceważy mój przedmiot.
Lekcja była potem całkiem przyjemna, każdy miał za zadanie zamknąć oczy i słuchać przez kilka minut utworu muzycznego, który nauczycielka puszczała z odtwarzacza . Potem mieli zapisywać to, co sobie wyobrażali. Szybko przeleciało te 45 minut. Po zajęciach Beata z Alicją poszły jeszcze do sklepiku, bo miały wyjątkową ochotę na coś słodkiego. Właśnie wychodziły przez główne wyjście , gdy ktoś klepnął Beatę w plecy. Zdziwiona odwróciła się, zastanawiając się czy połknęła rodzynkę w czekoladzie czy może gdzieś utkwiła jej w gardle - Beata, fajnie że jeszcze jesteś, zaczekaj…- usłyszała męski głos Odwróciła się i napotkała wprost naprzeciw swoich brązowe oczy Pawła. Alicja spojrzała pytająco i odeszła kilka kroków dalej - No co, słucham?- Beata z pewnym niepokojem wpatrywała się w tego dużego chłopaka, który owszem , chodził z nią do klasy ale w ciągu tego roku może zamienili ze sobą dwa słowa? A może nie? - Ufff, no dobra nie będę ściemniał. Pewnie wiesz, że bardzo mi się podobasz. Chciałbym się z Tobą bliżej poznać „Bliżej poznać , co to za głupi tekst”- pomyślała Beata ale zaraz zapytała: - Tak? Masz rację, wcale się nie znamy, to co proponujesz?- Beata zdawała sobie sprawę że to nie są jej słowa, ale nagle spodobała się jej ta niebezpieczna gra. - Mówisz serio- piwne oczy chłopaka rozszerzyły się i Paweł szeroko się uśmiechnął -No tak… Jak chcesz to ci ułatwię, wiesz że z fizy jestem noga a we czwartek jest klasówka. Wpadniesz do mnie i trochę mnie podciągniesz, wiem że jesteś dobry… - Acha… ,dobra, ale nie znam twojego adresu, wiem że gdzieś na Kalinowej mieszkasz… -chłopak był wręcz zaszokowany tym że tak łatwo mu poszło - Kalinowa 144 mieszkania 8, masz też tu mój telefon.- Beata szybko zapisała numer i wyrwała kartkę z notesu. -Zadzwoń dzisiaj. To na razie… - Ok., na pewno zadzwonię, cześć! Beata dołączyła do Alicji i razem podążyły do furtki szkolnej. - Słyszałaś? - zapytała Beata - Wszystko dokładnie. I jestem w szoku. Paweł startuje do ciebie? Ostatnio mówiłaś że Jacek to odległa planeta, on- taki spokojny, ułożony. A Paweł to nie tylko odległa planeta ale inna galaktyka!- niemal krzyknęła Alicja - Dlatego go sprawdzę, ma mi pomóc w tej fizie, niech się na coś przyda - Beata, ale ty na pewno wiesz w co grasz?- zatrzymała się Alicja -Paweł to bożyszcze tych wszystkich rozhisteryzowanych dziewuch, laleczek Barbie. To imprezowicz, dusza towarzystwa i facet z dużą kasą- co ci ostatnio przeszkadzało - Przecież on chce mnie tylko lepiej poznać- uśmiechnęła się Beata- zobaczymy, zobaczymy… *** Beata, telefon do ciebie- z dużego pokoju dobiegł dziewczynę głos matki
-Już idę- zawołała Beata i podeszła do aparatu - Słucham? - Cześć, tu Paweł - No cześć! - To co korepetycje aktualne? - Jak najbardziej - To jak się umawiamy? Kiedy mógłbym przyjść? - A teraz masz czas, to znaczy za godzinę? - Da się zrobić… to znaczy jasne. Masz zbiór zadań? - Raczej nie…. - Ok. , to przyniosę. Kalinowa 144 przez 8? - Tak - To za godzinkę jestem - T o czekam - To na razie, cześć - Cześć Beata skończyła rozmawiać i popatrzyła na mamę oglądającą telewizję, nadawano właśnie jakiś przyrodniczy program o życiu piesków preriowych. - Mamo…- zaczęła dziewczyna - No? - Za godzinę będę miała korepetytora z fizyki - Zamówiłaś jakiegoś studenta?- mama nie odrywała oczu od telewizora, przegryzając przy tym jabłko - Nie, kolegę z klasy - Kolegę?- mama się uśmiechnęła –Znam go? - Biorąc pod uwagę to, że ja go prawie nie znam, to ty go nie znasz wcale - Ciekawe- zaśmiała się mama- ale wiem że ty jesteś strasznie zdeterminowana co do tej fizyki - Prawda!
Beata poszła do swojego pokoju i zaczęła co nieco poprawiać. Przesunęła doniczkę z najładniejszym fiołkiem na środek parapetu, starannie poukładała zeszyty na stole i długopisy w pudełku. Włączyła cicho radio, bo akurat zaczynała się jej ulubiona audycja – „Piosenka na życzenie.” Na koniec stwierdziła , że warto byłoby jeszcze odkurzyć , zaraz więc zabrała się do pracy. Wyczyściła połowę dywanu gdy ktoś zadzwonił do drzwi. - Beatko, ktoś do Ciebie- zawołała mama z przedpokoju - Ok, już idę Beata otworzyła drzwi do pokoju i wpuściła Pawła, który był ubrany w czarną jedwabną koszulę i ciemnoniebieskie dżinsy. Wokół niego unosił się zapach jakichś drogich perfum, Beata dałaby głowę że ostatnio wąchała je w tym nowym salonie perfumeryjnym, w największej galerii handlowej w mieście. Zdaje się że reklamował je ciemny brunet, który galopował na białym rumaku- „ Zapach prawdziwego zdobywcy”… tak to chyba tam było napisane na tym wielkim bilbordzie reklamowym. - Cześć Paweł- Beata uśmiechnęła się miło- Napijesz się czegoś? - Co dasz to piję- odpowiedział chłopak - No to słuchaj, mam wspaniały sok szpinakowy, samo zdrowie, bez soli i przypraw, pycha, zaraz Ci przyniosę- zawołała Beata i zniknęła w kuchni Dziewczyna w odpowiedzi usłyszała jakąś dziwną ciszę więc nie chcąc torturować zbytnio gościa zawołała jeszcze raz: - Wiesz co, chyba jednak cały ten sok szpinakowy dzisiaj wypiłam, może być w zamian cola? - Cola będzie super!- usłyszała Beata zjawiła się szybko w pokoju niosąc na tacce colę , dwie szklanki i kilka kawałków kruchego ciasta ze śliwkami. - No mamy prowiant, to czas na piknik- zażartowała Chłopak wyciągnął rękę po kawałek ciasta i zaczął go ze smakiem zajadać. - Ech… super ciasto, ekstra dobre, twoja mama ma prawdziwy talent do pieczenia- Paweł zamruczał z zachwytem - Wiesz… takie kruche ciasto nie jest wcale trudne, trzeba zagnieść ciasto z tłuszczem, dodać cukier i jaja, potem wyrobić ciasto, na godzinkę do lodówki, do formy, potem wyłożyć owocami i gotowe. Sama upiekłam. - To super, zdolniacha z Ciebie…. kulinarna- pokiwał głową chłopak- Mieszkasz sama z mamą? - No tak, nie mam rodzeństwa, tata zginął jak miałam 5 lat - Przykro mi. Ja to mam siostrę, ale nie wiem czy to lepiej czy gorzej -To znaczy? -Magda, moja młodsza siostra to jest tak interesowne stworzenie, że szkoda mówić. Pojawia się u mnie tylko jak czegoś chce, a najczęściej jak są u mnie koledzy - No cóż, każdy radzi sobie jak może, ona stara się tylko skorzystać z dobrej okazji - I dlatego próbuje swoich wdzięków na moich kumplach, aż mi czasami głupio - Ok, to może trochę teraz poćwiczymy z tą fizyką?- zaproponowała Beata - Nie ma sprawy. Wiesz jak jest, Zarębska sprawdza po prostu jak opanowaliśmy cały materiał i dlatego robi sprawdziany z całości wiedzy którą nam kiedyś przekazywała. To chyba tu trochę chodzi o jej ambicję - No tak ale dla mnie to koszmar, ja prawie nic nie pamiętam i tak wszystko wkuwałam na blachę - Ja nie, wszystko brałem na rozum, teraz sobie tylko powtarzam i bez trudu czwóreczka jest -Najpierw trzeba mieć ten rozum..przynajmniej do fizyki…- jęknęła Beata - No to zabieramy się do roboty. Mamy tu takie rzeczy jak: przyspieszenie; I, II i III zasada dynamiki Newtona, ruch prostoliniowy jednostajny i jednostajnie zmienny i ruch po okręgu – zaczął mówić Paweł i cierpliwie tłumaczył tak jej wszystko jeszcze prawie dwie godziny. Beata okazała się dobrą słuchaczką, zadawała pytania i cały czas notowała. W końcu gdy dobrnęli do ostatniego zagadnienia Paweł powiedział: - Ej, no nie jest tak źle…. - Acha, to miało być jeszcze gorzej- uśmiechnęła się Beata -Widzę, że zjawiska i ich istotę możesz zrozumieć, problem masz z zapisywaniem i przekształcaniem wzorów. Ale myślę, że jak jeszcze powtórzysz rozwiązywanie tych podstawowych zadań to dasz sobie radę. -Dzięki za wiarę we mnie- powiedziała Beata- Dużo mi pomogłeś - To co , widzimy się jutro w szkole? - No pewnie…. - A mogę mieć nadzieję na kontynuowanie… .poznawania- Paweł uśmiechnął się - Chyba nic nie stoi na przeszkodzie… - Ok, to spadam - Na razie- powiedziała Beata i zamknęła za gościem drzwi. Poszła do swojego pokoju i usiadła na kanapie. Paweł okazał się całkiem miły i bardzo cierpliwy… Dobrze dziś wyglądał. Nawet nie założył tych szpanerskich olbrzymich buciorów z czerwonymi napisami tylko jakieś czarne skórzane buty. No i starał się, bardzo się starał… Co ona przedtem o nim myślała?- Przewodnik stada, pierwszy szpaner klasy, żartowniś- chwalipięta? Nic o nim nie wiedziała. Koło 20 zadzwoniła Alicja. Beata bez wielkiego entuzjazmu zrelacjonowała całe spotkanie z Pawłem. Powiedziała czego się uczyli, co jedli, ile czasu spędzili razem. Powiedziała też ,że jest zadowolona, bo Paweł naprawdę umie tłumaczyć. - I to wszystko?- zdziwiła się Alicja - A co chciałabyś usłyszeć? - Cokolwiek, czy zrobił na tobie wrażenie? - No nie wiem… zobaczymy co z tego jeszcze wyniknie - Acha, czyli ciąg dalszy nastąpi? - Na to wygląda - Ok, to do zobaczenia jutro w szkole - Pa Następnego dnia Beata wstała przed 8,dziś mieli na 9:45 i tylko cztery lekcje. Starannie uczesała swoje ciemne włosy, nałożyła żel na kilka pasemek i ładnie je podkręciła. Zdecydowała się na czarne dżinsy i zieloną tunikę spod której wyglądała czarna koszulka. Całość dopełniła długimi, szmaragdowymi kolczykami i bardzo delikatnie pociągnęła karminową szminką swoje wydatne usta. Wyszła z domu na pół godziny przed rozpoczęciem pierwszej lekcji. Właśnie skręcała w Jasną gdy dobiegł do niej Jacek. - Cześć, wcześnie dziś wyszłaś- chłopak zaczął rozmowę - Tak jakoś się złożyło - uśmiechnęła się Beata- Zresztą taka śliczna pogoda, że warto zrobić sobie spacerek wolnym krokiem - No pewnie. Ładnie dziś wyglądasz, tak wiosennie -Dzięki, mam dziś dobry humor. Trochę pojęłam fizyki, albo mam takie wrażenie, przynajmniej pozostanie ono do czwartku - No tak, mnie dzisiaj czeka jeszcze poprawa klasówki z historii Tak rozmawiając doszli do szkoły, przeszli główny hol i skierowali się na pierwsze piętro gdzie była sala języka polskiego. Beata wiedziała że zostało jeszcze trochę czasu, weszła więc do toalety. Po krótkiej chwili wyszła i poszła w stronę pustej ławki. Alicji jeszcze nie było, Beata wyciągnęła zeszyt od polskiego i powtarzała lekcję. Nagle poczuła że ktoś obok niej stoi. -Hej, to ja twój korepetytor- powiedział na przywitanie Paweł - Witaj, jak tam czujesz się po ciężkiej wczorajszej pracy? -Całkiem dobrze, i z jakąś taką radością szedłem dziś do szkoły -Piękna pogoda swoje robi… - I piękna dziewczyna też… Alicja uśmiechnęła się trochę zawstydzona ale i zadowolona. Pochyliła się trochę do przodu i poprzez plecy Pawła popatrzyła na gromadzące się wokół sali osoby. Kilka osób intensywnie wpatrywało się w ich dwoje. Zobaczyła zdziwioną minę Sylwii, pogardliwą twarz Weroniki, głupio uśmiechniętą Jolkę i jak zwykle rozgadanego Kubę, który patrząc w ich stronę coś intensywnie opowiadał. - Ocho, chyba twoje towarzystwo jest niezadowolone, że zniżasz się do pospólstwa- powiedziała ironicznie Beata - Jakiego pospólstwa, coś za dużo historii się naczytałaś…- próbował bagatelizować sytuację Paweł - No chyba jesteś świadomy, że robisz tu niezłą rewolucję. No ale przynajmniej mam teraz dziką satysfakcję, niech mają temat do myślenia i plotkowania - Cześć wam –powiedziała dochodząc do nich Alicja - Hej- powiedzieli razem - Myślicie, że polonistka będzie pytać? - Na sto procent, przecież wczoraj połowa klasy zgłosiła nieprzygotowanie- powiedział Paweł Nagle usłyszeli stuk obcasów na twardej posadzce i zaraz dojrzeli małą postać nauczycielki zmierzającą do klasy. Zafundowała im dwudziestominutowy sprawdzian z ostatnich trzech lekcji. Alicja była wściekła. Po lekcji wyleciała z klasy jak chmura gradowa i zaczęła szybko iść pod salę od historii. - Alicja, zaczekaj- zawołała Beata- Co, aż tak źle ci poszło? - Nie jest tragicznie, ale w miarę dobrze nauczyłam się tylko ostatniej lekcji. Wiesz jak zależało mi na czwórce z polskiego, a teraz to mogę o tym pomarzyć Lekcja historii przebiegała spokojnie. Część klasy pisała poprawę sprawdzianu, a druga część czytała materiał źródłowy o Powstaniu Warszawskim. Dwie ostatnie lekcje to była informatyka. Kilka osób wypełniało polecenia nauczycielki, ale część surfowała w najlepsze po Internecie. Beata usłyszała ciche pisknięcie swojego telefonu, przyszedł sms od Pawła. - Mogę Cię odprowadzić po zajęciach?- pytał - Nie ma sprawy- odpisała. Beata pokazała sms-a Alicji. Ta przewróciła oczami i potrząsnęła głową. Na koniec rzuciła jej szeptem - Dobra, to ulatniam się po szkole niepostrzeżenie, ale nie myśl że to będę robiła non stop. Też mam swoje prawa. Jak tylko zabrzmiał dzwonek Alicja szybko wybiegła z klasy. Beata zbierała się powoli. Gdy wyszła zobaczyła czekającego na nią Pawła. -Tak sobie myślę- zaczęła Beata- że masz trochę nie po drodze - No tak, dokładnie w przeciwnym kierunku leży mój dom. Ale przecież jest dużo czasu, pogoda dobra no i mam wielką przyjemność trochę cię popoznawać. - No to idziemy, możemy się trochę przespacerować- powiedziała z uśmiechem Tak mijał już tydzień, Paweł zdawał się coraz bardziej angażować w znajomość z Beatą, niestrudzenie odprowadzał ją codziennie do domu a i nie raz zostawał na kilka godzin, by podciągnąć ją z fizyki. Pojętna uczennica dała mu powód do zadowolenia dostając z pierwszego sprawdzianu 4-.Na oblanie sukcesu poszli na wielkie lody egzotyczne do znanej lodziarni. Beata była wdzięczna Pawłowi za pomoc w nauce i imponowało jej to, że tak o nią zabiega. Niestety nie wszyscy byli zachwyceni zmianą w życiu Pawła o czym Beata się wkrótce niemiło przekonała. W piątek ostatni był w-f, i całą godzinę grali w siatkówkę, po lekcji Beata śmiała się i rozmawiała z Alicją w szatni, jak zwykle były ostatnie. Alicja ubrała się szybciej i czekała na koleżankę, gdy ktoś zawołał ją z zewnątrz. Beata została sama w pomieszczeniu, gdy nagle wpadły do szatni Weronika z Jolką. - O… zapomniałyście czegoś?- zapytała z uśmiechem Beata - Nie, my chciałyśmy Ci tylko coś powiedzieć- zaczęła Weronika - No, słucham - Nie myśl sobie, że będziesz teraz grać wielką panią. Dobrze wiesz, ze jesteś nikim, zwykłą szarą myszą. To jakiś przypadek, ironia losu że spotykasz się z Pawłem. Nie znasz go. To facet, który lubi mocne wrażenia i życie na maksa. A co ty mu możesz dać ? Pobawi się tobą i rzuci cię jak starego śmiecia. Mówię ci to po to, żeby ci oszczędzić rozczarowania. Nie pasujesz do niego. Jasne? - To moja sprawa z kim się spotykam i moje życie – powiedziała spokojnie Beata - Mogę ci jeszcze coś powiedzieć- odezwała się tym razem ze złośliwym uśmiechem Jolka- Paweł to mężczyzna, prawdziwy facet, który oczekuje od kobiety całkowitego oddania, jeśli wiesz co mam na myśli. Byłam z nim kiedyś to wiem. Wiem też, że z ciebie jest niezła świętoszka i nie myśl, że w twoim zdewociałym, nudnym świecie Paweł zabawi długo. Wkrótce przejrzy na oczy, że jesteś starą babą w skórze niby młodej laski, choć akurat to ostatnie słowo nigdy do ciebie nie pasowało. Alicja zapięła ostatni guzik swojej bluzki i spojrzała prosto w oczy Jolce - Skończyłyście? Bo ja wychodzę- powiedziała stanowczo Dziewczyny odsunęły się od drzwi i Beata wyszła. Za drzwiami zobaczyła zatroskaną Alicję, która zapytała ją czy wszystko w porządku. Beata odpowiedziała, że tak i zrelacjonowała całą rozmowę w szatni. - Tak czułam, że coś kombinują ale prosiły mnie żebym nie wchodziła, że mają ci coś do przekazania- ze złością powiedziała Alicja- I tak bym weszła gdyby potrwało to dłużej, ale to była tylko chwila. - Powinnam takie zdarzenie wziąć pod uwagę, to znaczy że może coś takiego mnie spotka. Wszystko ma swoją cenę *** Po południu lekko się ochłodziło, zerwał się niewielki wiatr. Beata narzuciła na ramiona sweter i wyszła z domu. Miała dużo czasu więc zdecydowała się że nie będzie jechać tych paru przystanków tramwajem ale przejdzie się . Idąc myślała o szkole, Pawle i całym swoim życiu. Czy coś wyjdzie z tej jej nowej znajomości, jak to wszystko dalej się potoczy. Po około 25 minutach dotarła do celu. Piętrowy, jasny budynek stał w dużym ogrodzie w którym bieliły się kwitnące jabłonie . Dziewczyna nacisnęła staroświecką klamkę i weszła do środka. W głównej sali panował przyjemny chłód. Było już kilku rodziców z dziećmi. Do Beaty podeszła Julia- kierowniczka ośrodka i serdecznie się z nią przywitała. - Witaj Beatko, twojej małej podopiecznej jeszcze nie ma ale mam nadzieję że przyjdzie - To więcej niż pewne- uśmiechnęła się Beata - Zauważyłam że Zosia bardzo cię polubiła, wzbudzasz jej zaufanie, to bardzo cenne - To dla mnie radość przebywać z tą małą, mimo jej ograniczeń jest przecież tak wesołym dzieckiem Jakby na potwierdzenie tych słów w drzwiach stanęła Zosia ze swoją mamą i głośno zawołała- - O jest moja Becia! Beata otworzyła szeroko ręce i 5- letnia dziewczynka najszybciej jak mogła , troszkę kuśtykając i wymachując swoimi rączkami dotarła do swojej opiekunki. Zosia cierpiała na lekką odmianę porażenia mózgowego, miała pewne problemy z poruszaniem się i ogólną koordynacją ruchową ale umysłowo nie odbiegała od swoich zdrowych rówieśników. Beata od roku była wolontariuszką w ośrodku „Droga” do którego przychodziły mamy ze swoimi niepełnosprawnymi dziećmi. Dziewczyna najpierw brała udział tylko w ogólnych spotkaniach i zabawach plenerowych ze wszystkimi dziećmi ale od trzech tygodni miała swoją własną, małą podopieczną- Zosię. Oprócz spotkań w ośrodku Beata chodziła do Zosi dwa razy w ciągu tygodnia i zależnie od pogody- spędzały czas w domu albo Beata zabierała małą na spacery. Paweł chciał dużo przebywać ze swoją nową sympatią i wkrótce dowiedział się o wolontariacie Beaty, bo na tę sprawę poświęcała przecież dużo czasu. - To co ty w tym ośrodku właściwie robisz?- zapytał Paweł podczas odprowadzania Beaty do domu - Bawię się z dziećmi, towarzyszę im, rozmawiam z rodzicami, którzy mogą sobie odpocząć i podzielić się między sobą swoim życiem, bo w tym czasie my zapewniamy opiekę dzieciom. Oczywiście jest tez Zosia- moja mała Zosia , jest taka kochana. Myślę, że wkrótce ją poznasz. - No dobra , ale ty nic z tego nie masz, nie dostajesz za to ani grosza - To nie o to chodzi. Ja teraz nie potrzebuję pieniędzy, przecież jeszcze się uczę. To co daje mi Zosia jest cenniejsze niż każda kasa. Zresztą myślę o tym żeby wybrać na studiach rehabilitację albo pedagogikę specjalną - Serio? I będziesz codziennie patrzeć na tych biednych ludzi, ich kalekie ciała, na to wszystko…. - Ja tak tego nie odbieram- powiedziała cicho Beata - Jesteś młoda, śliczna, zdolna, przed tobą cały świat, kraje do poznawania, tyle imprez, klubów, zabawy, a wygląda na to że na własne życzenie z tego rezygnujesz…. - Życie to nie tylko zabawa. Są ważniejsze sprawy od głupich dyskotek Zapadła cisza, po chwili Paweł poważnie popatrzył na Beatę i powiedział: - Słuchaj, trochę mi nawkładałaś w ten mój ciężki łeb ,idę do domu odpocząć. - To na razie, cześć – powiedziała Beata zauważając że chłopak nie odprowadził jej nawet w połowie do domu Było jej strasznie smutno bo było to pierwsze nieporozumienie z Pawłem. Beata zmieniła trasę i skierowała się do autobusu. -Pojadę do Zosi- pomyślała. Drzwi otworzyła jej mama dziewczynki, była zdziwiona że ją widzi. -Cześć Beatko, dziś miałaś nas odwiedzić? - Nie, ale się stęskniłam za Zosią. Mogę wejść? -Pewnie, właśnie miałyśmy iść po zakupy, ale jeśli mogę skorzystać z sytuacji to skoczyłabym raz dwa do marketu a ty pobawiłabyś się z małą - Dobrze- uśmiechnęła się Beata- Zosiu gdzie jesteś? Całe popołudnie spędziły na czytaniu bajek i słuchaniu piosenek z „Akademii Pana Kleksa”, Beata została poczęstowana obiadem a pół godziny później jechała już z powrotem do domu. Wieczorem zadzwonił Paweł. Powiedział że próbował się do niej dodzwonić na komórkę ale miała ją wyłączoną. Przeprosił ją też, że tak szybko zniknął i nie odprowadził jej nawet do domu. A potem zaproponował że mogą pójść razem z Zosią na spacer, że chętnie małą pozna. *** Tak mijały ostatnie słoneczne dni kwietnia i wkrótce zaczął się piękny maj. Pogoda była cudowna, nie było bardzo ciepło i czasami rzęsisty deszcz popadał wieczorami a wszystko zdawało się rozkwitać i śpiewać pochwałę matki ziemi. Drzewa okryte młodymi liśćmi cieszyły oko jaskrawą zielenią, a w ogródkach zakwitało mnóstwo różnobarwnych kwiatów. Aura otaczającego świata harmonizowała z duszą Beaty. Dziewczyna spostrzegła, że Paweł robi się jej coraz bardziej bliski. Dużo rozmawiali, kilka razy byli z Zosią na spacerze w parku, wyniki w szkole miała niezłe i na razie żadna chmura nie zagrażała jasnemu niebu jej życia. Alicja obserwowała rozwój sytuacji i uśmiechając się nie raz mówiła Beacie że trochę jej zazdrości, że tak jej się udało z Pawłem. - No tak, ty przeżywasz romantyczne uniesienia, dostajesz kwiaty, u ciebie spacerki, kino, randki a u mnie?- westchnęła Beata- Brat z żoną mieszka na drugim końcu Polski a rodzice? Wiesz że, wracają z uczelni wieczorem i non stop jak krety siedzą w książkach i swoich pracach naukowych. Gdybym zniknęła z domu to może by po miesiącu spostrzegli że mnie nie ma…. - Pamiętaj że jeszcze ja jestem, zawsze się dobrze rozumiałyśmy i możesz do mnie zawsze przyjść. Jak chcesz to możemy się we trójkę wybrać w sobotę wieczorem do kina- zaproponowała Beata - A nie, dzięki… Nie powiedziałam ci, spotkałam ostatnio mojego kuzyna, tego wysokiego Tomka, widziałaś go kiedyś u mnie w domu. Robi jakąś imprezkę w sobotę i zaprosił mnie, powiedziałam już że przyjdę. - A co to za towarzystwo będzie, znasz kogoś? - Nie bardzo, ale zobaczę, może będzie fajnie Alicja całe przedpołudnie w sobotę myślała w co się ubrać na wieczór. Była wysoka, miała długie, szczupłe nogi i zgrabną sylwetkę. Ciemne włosy przycięte na pazia ułożyła na grubej okrągłej szczotce wywijając końce do wewnątrz. Wiedziała że ma niespotykany, jasno-zielony odcień oczu i wystarczył delikatny ale umiejętnie dobrany makijaż by jej uroda została odpowiednio wyeksponowana. Założyła swoją najlepszą ciemnoniebieską bluzkę, doskonałą na wieczór bo w sztucznym świetle delikatnie opalizowała. Zdecydowała się też na krótką, ciemną spódniczkę. Dochodziła szósta gdy tak stała w przedpokoju przed wielkim lustrem i taksowała krytycznym okiem swoją postać. Przed siódmą znalazła się przed bramą domu Tomka. Zadzwoniła i już za chwilę gospodarz otwierał jej drzwi. - Fiu… aleś się odstrzeliła, wyglądasz jak czarna mamba- zażartował - No to uważaj bo możesz nie przeżyć tego wieczoru-ripostowała - No… ale chyba rodzinę oszczędzisz, co? - Zastanowię się- powiedziała z uśmiechem Na imprezę rodzice udostępnili młodym duży salon z którego można było wyjść na ogród. Kilka osób kręciło się wewnątrz, z wieży leciała spokojna muzyka reagge. Każdy miał ze sobą przynieść coś „ na ząb” ale w planach było też jakieś gorące danie przygotowywane przez Tomka. Wkrótce przekonała się co to miało być, bo Tomek zawołał ją do kuchni. - Słuchaj mała, pomożesz mi? Robię spaghetti ale wyszło mi za mało sosu i trzeba by było go jakoś dorobić, no i doprawić żeby był dobry - A masz przecier pomidorowy, bazylię, tymianek, oregano?- zapytała - No, znajdzie się- odpowiedział buszując w szafce- Potem poznam cię z towarzystwem. Kilka osób to stara ekipa z liceum, a reszta to znajomi ze studiów… no nie wszyscy… Za około pół godziny aromatyczne spaghetti, zapieczone z żółtym serem wylądowało na stole w salonie. Muzyka była już bardziej żywa i niektórzy podrygiwali w jej rytm ale wobec atrakcji kulinarnej przygotowanej przez Alicję i Tomka nastąpiło ożywienie i wkrótce wszyscy zaczęli zajadać smakowite danie. - No brawo dla mistrza- jakiś ciemny wysoki brunet podniósł w górę talerz - Ja to głównie gotowałem makaron, resztą zajęła się Ala- powiedział Tomek Czas płynął leniwie, Alicja poznała kilka osób, kolegów z uczelni Tomka i zwróciła uwagę na jednego z nich. Był średniego wzrostu, ciemny blondyn , nieustannie uśmiechał się, błyskał okiem i spoglądał na Alicję. Wkrótce podszedł do niej i zaczął rozmowę, bardzo się zdziwiła bo rozmawiał z nią tak jakby się znali od dawna. Miał na imię Jarek. Zadawał wiele pytań, interesował się szkołą Alicji i żywo gestykulował delikatnie muskając jej ramię. Zapytał ją czy zatańczą. Tak jak myślała, okazał się zgrabnym i dobrym tancerzem, świetnie się bawiła. Po dość długim czasie zaproponował w końcu, żeby usiedli z jego znajomymi. Mała grupka skupiona była na kanapie i dwóch fotelach, dwie dziewczyny i trzech chłopaków. Od razu dostrzegła że są starsi, mieli co najmniej po 24 lata. Jedna dziewczyna- blondynka króciutko ścięta wydawała się milutka i niewinna, przynajmniej do czasu gdy odwróciła głowę , wtedy Alicja dostrzegła wytatuowanego smoka, kończącego się na jej karku a sięgającego gdzieś daleko w zakamarki bluzki. Druga dziewczyna była brunetką o długich włosach, która chyba uwielbiała kolczyki bo w obydwu uszach miała ich co najmniej po piętnaście. Chłopcy nie wyróżniali się niczym szczególnym, jeden był masywniejszej budowy ciała a dwaj pozostali byli bardzo szczupli. - No i jak się bawisz, Alu?- tak mówią na ciebie?- zaczęła rozmowę brunetka - Wolę Alicja- odpowiedziała - Ja jestem Iwona- powiedziała brunetka- Jarka już poznałaś, to jest Ola- wskazała na blondynkę, a to Roman, Jaś i Andrzej - Fajnie was poznać- uśmiechnęła się Alicja - Nam też- odpowiedzieli razem i poczuła że w słowach tych czaiła się jakaś ironia - I co ,to mówisz że sobie fajnie żyjesz, chodzisz jeszcze do liceum?- zapytała Ola - No tak, w przyszłym roku piszę maturę…. - Nooo, to tak jak niektórzy z nas , chociaż nie wszyscy… zaśmiała się Iwona - Widzisz słonko- zaczął masywny brunet o dobrodusznej twarzy- my mieszkamy razem w mieszkaniu socjalnym, część z nas się uczy w liceum dla dorosłych, część tylko pracuje, Jarek ma najwyższe notowania bo już studiuje, ja mam tylko podstawówkę… - Jak to ? – zdziwiła się Alicja - Prochy kochanie, prochy- nigdy nie ruszaj tego świństwa, zabiorą ci połowę życia, ukradną zdrowie a w zamian dadzą tylko kilka chwil szczęścia. Wszyscy jesteśmy po długiej terapii w ośrodku odwykowym, teraz uczymy się na nowo żyć w społeczeństwie. - Wiem że życie czasami jest do czarnej bani, ale na narkotyki to bym się nigdy nie odważyła…- powiedziała Alicja - Chodzi o to by umieć żyć tak, żeby nie trzeba było sięgać po dragi, mieć jakiś cel, coś co cię kręci, fascynuje, daje kopa… teraz to wiem, ale kiedyś chciałam jakoś ożywić nudne życie wzorowej uczennicy z dobrego domu i znalazł się ktoś kto mi podsunął zioło, miałam wtedy 14 lat, to było już ponad 10 lat temu… no i od tego się zaczęło…- zamyśliła się Ola - Słuchajcie, to co z tym happeningiem, włączacie się do akcji- poruszył nowy temat Jarek - No nie ma sprawy, jeśli chodzi o mnie to wiecie, że zawsze jestem chętny. Ostatnio na 1 grudnia było super, wszystko się udało, potem w gazecie opisali jak świetnie wszystko było urządzone- powiedział chłopak przedstawiony jako Andrzej - Teraz temat będzie inny, typowa akcja przeciw dragom wśród młodzieży. Powinien ktoś opisać swoje doświadczenia, wiecie że będziemy mieć scenę na rynku. To całkiem poważna sprawa, główną odpowiedzialność za imprezę biorą terapeuci z ośrodka ale wiadomo, że czarną robotę odwalamy my- powiedziała Iwona -Trzeba będzie też roznieść ulotki po szkołach- powiedział a Ola - Jak dacie mi partię to chętnie zaniosę do szkoły- zaoferowała się Alicja - No to super- uśmiechnęła się Ola- tylko pamiętaj zapytaj dyrekcję o zgodę, zresztą damy ci odpowiednie pismo i plakat do powieszenia. My działamy legalnie. Wieczór upływał powoli i była bardzo miła atmosfera, tak przynajmniej odbierała to Alicja, która wdała się w długą rozmowę z grupką byłych narkomanów. Kilka osób, które nie bawiły się zbyt dobrze ulotniły się koło 22. Tomek zaproponował jeszcze żeby oglądnęli film, ale ciężko było zdecydować się na konkretny ,bo każdy chciał co innego. W końcu znalazła się skądś gitara i Jasiu zaczął grać znane rockowe kawałki, które wyśpiewywali jak hymny. Alicja zadowolona i podekscytowana wróciła do domu około 4 nad ranem. Ku jej zdumieniu otworzył jej ojciec, który z marsem na twarzy zapytał czy nie miała wrócić o 12 . Powiedziała, że świetnie się bawili i przecież wiadomo było gdzie i u kogo była. Taka odpowiedź nie usatysfakcjonowała jej ojca ale niewiele ją to poruszyło. Przeżyła wspaniały czas. *** Było późne sobotnie popołudnie gdy Beata razem z Zosią i Pawłem powoli zmierzali w stronę centrum handlowego. Wybierali się na lody a że w galerii „Metropolis” były najlepsze desery w mieście warto było się pofatygować aż do centrum. Przejechali ruchomymi schodami na drugą kondygnację i skierowali się w stronę lodziarni. Było sporo osób i udało im się znaleźć miejsce tylko obok pasażu którym przechadzali się klienci. Otworzyli karty menu i przeglądali niezwykle bogate propozycje. - O…. ja chcę te- zawołała Zosia pokazując paluszkiem na czekoladowe lody fantazyjnie przybrane orzechami i bitą śmietaną - Zosiu- zaczęła Beata- możesz sobie wybrać lody ale to co pokazujesz to są lody giganty, byśmy musieli je w trójkę zajadać a nie wiem czy byśmy sobie poradzili. O… zobacz, tutaj są lody dla dzieci- troszkę mniejsze ale równie pyszne- powiedziała Beata pokazując dziewczynce na karcie lody „Pinokio”, „Pszczółkę Maję”, „Krecika” i jeszcze wiele innych - Dobrze to ja poproszę „ Krecika” zgodziła się Zosia Wkrótce wszyscy zostali uprzejmie obsłużeni i na okrągłym, szklanym stoliku znalazły się czekoladowo-bakaliowe lody Pawła, owocowe Beaty i uformowane w postać bajkowego „Krecika” lody Zosi. Małej trzeba było trochę pomóc przy jedzeniu, Paweł właśnie wycierał serwetką kilka czekoladowych kropel z sukienki dziewczynki gdy dobiegł go głos: - Cześć Paweł! Chłopak drgnął i obrócił się w stronę rozmówczyni. Nieopodal stolika stały trzy dziewczyny, dwie z nich Beata znała, to była Weronika i Jolka, trzecia dziewczyna, cała ubrana na czarno była dla niej obca. - Właśnie buszujemy trochę po sklepach, może uda się zdobyć jakiś fajny ciuch.. a ty co… miałeś ochotę na lodzika?- zapytała Weronika - No pewnie, mają tu super lody; chyba też nie raz tu wpadacie- powiedział ze śmiechem Paweł - No nie tak często… trzeba w końcu dbać a linię. Poza tym spieszymy się bo będziemy lecieć na imprezę. Już dawno cię nie było u nas w „Klimacie”, no ale widzę że trochę zmieniłeś zainteresowania- powiedziała jakoś dziwnie, spoglądając przy tym na Zosię - Może coś jest w tym co mówisz-powiedział Paweł- pewnie jeszcze kiedyś pokażę się w naszym klubie , pozdrów ludzi - Czekamy na ciebie z utęsknieniem, a wiesz że zaniedbujesz starych przyjaciół? - No nie przesadzaj, widzimy się przecież w szkole non stop - To nie to samo, brakuje nam twoich pomysłów, zawsze umiałeś rozruszać całe towarzystwo, no ale twoja wola gdzie się teraz podziewasz… No to na razie, my już się zmywamy - powiedziała Weronika i wszystkie trzy poszły dalej Beata zauważyła że jakiś cień położył się na twarzy Pawła. - No co jest?- zapytała - Ech, widzę że były bezczelne, ty siedzisz obok a one całkowicie cię ignorują, jakbym był sam - Ja się przyzwyczaiłam do ich chamstwa, ale widzę że ty musisz jeszcze przejrzeć na oczy -Becia- odezwała się mała - Słucham kochanie - Czemu ta pani się tak na mnie patrzyła? -Która pani? Ta co rozmawiała z Pawłem? - Nie, ta co miała takie pomalowane na czarno oczy, w ogóle cała była ubrana na czarno - Wiesz co, ja myślę ze ona miała ogromną chęć na loda ale że się odchudza nie mogła sobie kupić i tak z zazdrością patrzyła na to że ty sobie jesz - Acha, ja to się nie będę nigdy odchudzać- zakończyła dobitnie Zosia Gdy Paweł odprowadzał Beatę wczesnym wieczorem do…