Rodzina · 10 min czytania
Zielony kapturek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Nazywali ją zielonym kapturkiem. Miała tylko jeden, stary, znoszony płaszcz, w którym zawsze przychodziła do pracy. Nie stać jej było na nowy. Niegdyś mocny, zielony kolor dużo stracił ze swojego blasku, a w wielu miejscach widniały naszyte łaty. Jednak zieleń na stałe przywarła do tej drobnej postaci o wiecznie zmęczonych, aczkolwiek nadal pięknych oczach. Mirka nie lubiła tego przezwiska. Przypominało jej o tym, jak bardzo jest biedna.
Nie zawsze tak było. Jakiś czas temu mieszkała z mężem, który pracował w dużej firmie na wysokim stanowisku. Wydawało jej się, że całe życie należy do niej, nie miała zmartwień, a całe dnie spędzała opiekując się piątką swoich dzieci. Jeszcze nie dawno wydawało się to tak ciężkim zajęciem, o co często kłóciła się ze swoim ukochanym. Teraz chciałaby cofnąć czas i przeprosić go. Zrozumiała, jak bardzo się myliła za każdym razem, gdy robiła mu wyrzuty.
On miał wypadek, zginął i pozostawił ją w szoku i w biedzie. Nie pozostało jej wiele pieniędzy, a dzieci wciąż były małe – najstarsze za trzy miesiące pójdzie do pierwszej klasy. Cały ciężar opieki nad domem spoczywał teraz na jej ramionach, a był to największy ciężar, jaki mogła sobie wyobrazić. W jej wieku nie mogła znaleźć dobrze płatnej pracy, dlatego pracowała od samego rana do późnego wieczora. Nigdy wcześniej nie przejmowała się ewentualną pracą – jej mąż zarabiał wystarczająco dużo. Teraz tego żałowała, ale było już za późno. A tak bardzo potrzebowała teraz pieniędzy.
Wielkie drzwi wejściowe otworzyły się i Mirka skierowała się w stronę domu. Uderzył ją chłód mroźnego, zimowego wieczoru. Było coraz ciemniej i musiała się spieszyć, by nie iść przez las całkiem po ciemku.
Mogła wrócić autobusem. Kiedyś tak robiła. Jednak wkrótce będzie musiała kupić książki, zeszyty i przybory szkolne swojej córce, więc musiała oszczędzać. Nie miała innego wyjścia. Dobrze, że dostała niewielką premię, to na pewno ułatwi ciężki proces oszczędzania. Mimo wszystko kupiła swoim pociechom tabliczkę czekolady. Rzadko może sobie pozwolić na taki wydatek. Ale uśmiechnięte twarzyczki jej najukochańszych maleństw, które już widziała w wyobraźni, były najcenniejszą rzeczą, jaka istniała w jej życiu. Tak, dzieci zdawały się o wiele lepiej radzić z trudami ich życia. Kiedy odszedł ich ojciec nie poddały się przygnębieniu i smutkowi. Nadal były radosne i uśmiechnięte, jakby godziły się ze stratą, tak nagłą i bolesną. W tych maleństwach drzemała prawdziwa siła i radość, chęć do życia oraz ogromny optymizm. Ostatecznie to one okazały się wsparciem dla niej, a nie odwrotnie. A ona nie umiała im wynagrodzić tego, co już przeżyły.
Część 22 / 2
Jej kroki głośno trzeszczały w kilkucentymetrowej warstwie śniegu, kiedy skierowała się powolnym, zmęczonym krokiem w stronę lasu, najkrótszej drogi do domu. Nadal było to pięć ciężkich kilometrów. Dwukrotnie dłużej musiałaby iść drogą okrężną, choć nieco bezpieczniejszą. Jednak czekały na nią jej ukochane dzieci. To dodawało jej sił i determinacji.
Gdyby nie była wykończona zapewne zauważyła by piękną polanę i bujny las zaraz za łąką. Majestatyczne drzewa, mimo nagich, zimowych gałęzi, zyskiwały na tle zachodzącego, czerwonego słońca. Rozmaite ptaki tworzyły wytworną orkiestrę grającą najświetniejszą muzykę świata. Mały zakątek dzikiego świata w buszu cywilizacji, wieżowców i rozwiniętej technologii. Powrót do natury zawsze jest cudownym uczuciem, chyba że wraca się tą samą ścieżką każdego dnia przez ostatni miesiąc. Do wszystkiego można się przyzwyczaić, szczególnie kiedy nie ma się czasu i sił na zachwycanie się pięknem świata.
Płachta śniegu lepiej oświetlała polankę, niż stare latarnie ulicę, którą właśnie opuszczała. Kierowała się wydeptaną w śniegu ścieżką, którą w ciągu dnia niejedna szczęśliwa rodzina odbywała miłe spacery. Teraz jednak nikogo tu nie było. Wszyscy odeszli do swojego, szczęśliwego życia – tak jak jej wszyscy znajomi i przyjaciele, znikli nagle zajęci swoimi sprawami. Dlaczego i ona nie mogła znów oczekiwać powrotu swojego męża, aby podać mu posiłek. Dlaczego utraciła całe swoje szczęście, wszystko, co posiadało odeszło wraz ze śmiercią jej ukochanego. Wciąż nie mogła pogodzić się z tą jawną niesprawiedliwością i tęsknotą, która już nigdy nie zostanie zaspokojona.
Mirka westchnęła głęboko. Zbliżała się już do lasu, więc za chwilę wiatr przestanie być tak dokuczliwy. Stawiała krok za krokiem zbliżając się do upragnionego domu. Miarodajnie trzeszczący śnieg zagłuszył wszelkie odgłosy natury, szum wiatru, świergot ptaków, czy też kroki zbliżającej się z tyłu bestii.
Gdy odwróciła się gwałtownym ruchem, wilk leciał już w powietrzu po tym jak odbił się silnymi tylnymi odnóżami od ścieżki. Jej przerażone oczy objęły rząd białych kłów obtoczonych nieco spienioną śliną zwierzęcia. Postąpiła krok do tyłu, ale nie mogło to jej pomóc. Bestia wylądowała tuż przed nią i odbiła się ponownie od ziemi rzucając się na swoją ofiarę z groźnym…