Fantasy · 15 min czytania
Ziemia__Prehistoria
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 1 (Prolog) Wielka burza kosmiczna kołysała statkiem niczym dziecięcą zabawką. Kadłub okrętu bojowego VII floty operacyjnej zbudowany z ołowiu powlekanego diamentem przebijał się przez następne czarne dziury. Takie zjawiska są rzadko spotykane w kosmosie. Kapitan John Drako był przygotowany do takiej sytuacji tylko teoretycznie, mimo swojej 20 letniej służby. W skład załogi wchodził najlepszy sternik Chuskowego układu słonecznego zwany Hipesusem. Jest on pół Ziemianinem a pól Marsjaninem, gdyż pochodził z mieszanego małżeństwa Ziemiańsko - Marsjańskiego. To pozwalało mu oddychać powietrzem jak i równie dobrze funkcjonować bez tlenu, co było normalne u Marsjan. To drugie prowadzi jednak do wypiętrzania się u niego w środkowej części kręgosłupa odwłoków. Ten postawny osobnik jest bardzo ceniony przez całkowicie ziemskiego kapitana. Ziemskiego, choć urodzonego podczas wyprawy jego rodziców na planetę Pluton. Nie mogli od razu wrócić na ziemie, gdyż byłoby to bardzo niebezpieczne dla dziecka w takim wieku. Tak, więc nauczył się walczyć, bronić i przeżyć w twardym i bezwzględnym świecie wspomnianej planety. Owe ciało niebieskie poczyści przypominające wielką szklistą kule mimo swego urodzaju i piękna była już od dawna znana jako pełna przemocy, a chorda plutońska siała postrach w całym kosmosie. Może, dlatego mimo kolejnych meteorytów, które raz po razie obijały się o statek, potrafił zachować zimna krew. Niestety reszta załogi widząc, co się dzieje postanowili uciekać ze statku nic nie mówiąc kapitanowi, gdyż wiedzieli, że byłby przeciwny. Cała grupka licząca 22 osoby, biegła teraz przez długi lśniący, solidnie zbudowany korytarz. Co kilka metrów zbudowane były śluzy, służące zarówno do odcinania uszkodzonych pokładów, jak i odcięcie nieproszonych gości. Przy końcu korytarza spostrzegli, że śluza oddzielająca ich tor biegu od doku gdzie znajdowały się kapsuły ratunkowe zamyka się. Ze względu na spore braki energii wywołane uderzeniem odłamka planety, która najprawdopodobniej wpadła w jedna z czarnych dziur, który uderzył w boczny reaktor aktoniczny śluza zamykała się bardzo powoli. Zostało im jeszcze sporo drogi do przebycia. Znacznie przyspieszyli tempo. Większość zdążyła szybkim susem niczym kot polujący na mysz przeskoczyć przez ołowiano – marmurowe, jak myśleli wrota do ocalenia, nie wiedzieli, w jakim są błędzie. Przeszli prawie wszyscy prócz 3 osób, które biegły lekko za gromada zdesperowanych robotników, komputerowców, łącznikowców oraz oficerów. Wspomniane 3 osoby z żalem wyglądały w kosmos, gdy po głośnym huku nastąpiło oddzielenie kapsuły od bocznej powierzchni statku. Mini statek ratowniczy począł się oddalać. Z myślą, że stracili ostatnią deskę ratunku ruszyli w stronę mostka. Nagle z nieograniczonej przestrzeni kosmicznej rozległ się wielki huk. - Patrzcie – wrzasną Kami, jeden z pozostałej trójki – w kapsułę uderzył meteoryt wielkości małej planety - Opatrzność czuwa nad nami – odparł Kalion Gdy jeszcze kończył mówić meteor uderzył w część statku, w której się znajdowali. Górna część korytarza uległa poważnemu uszkodzeniu i po części zawaliła się. Kalion stojący najdalej od śluzy oddzielającej nie zdążył uciec i wielka masa stopu ołowiu z jakże cennym kruszcem tamtych czasów – węglem runęła wprost na jego małe, obwisłe ramiona. Śluza automatycznie uległa zamknięciu. - Otwórz ją – przestraszonym głosem powiedział trzeci z nich Juta - Nie mogę, w takich sytuacjach śluzy można otworzyć tylko z mostka – odparł Kami znający się na tym, gdyż od 7 lat pracował tutaj jako komputerowiec - Próbuj stąd otworzyć a ja pobiegnę na mostek - Dobrze Juta biegł ile sił miał w nogach, ale odległość była spora, bo około kilometra dzieliło go od celu. Wbiegł teraz do ładowni, która była istnym labiryntem dla osób wchodzących w skład załogi od niedawna. Na szczęście był doświadczonym członkiem załogi, gdyż został tutaj przydzielony 10 lat temu. Nareszcie dotarł do głównego centrum dowodzenia statkiem. - Kapitanie Drako, kapitanie Drako - prędkim, sapiącym głosem powiedział Juta, po chwili dodając – jeden członek załogi, Kalion został przyciśnięty przez odłamki korytarza głównego, trzeba otworzyć śluzę i go ratować - Gdzie reszta załogi, i co wy tam w ogóle robiliście? - Przeżyłem tylko ja Kalion i Komi, reszta nie żyje. - Na razie zajmijmy się Kalionem, później się wytłumaczycie – dodał kapitan - Dobrze, co mam robić? – prędkim głosem spytał Juta - Siadaj za komputerem, stawimy czoło tym przeciwnościom – powiedział John – najpierw otwórz tą śluzę, czy jest tam ktoś jeszcze, kto mógłby pomóc? - Tak Komi czeka, aż otworze śluzę – odpowiedział - Dobrze, więc otwórz i daj znać Komiemu żeby w miarę możliwości wyciągną Kaliona i zaprowadził go do centrum medycznego… - Musze mu pomóc – przerwał kapitanowi Komi - Jesteś nam tutaj potrzebny bez łącznikowca wszyscy zginiemy - Ehh, dobrze Juta zabrał się do pracy bardzo ostro. Palce latały mu po klawiaturze niczym po klawiszach fortepianu u muzyka. Znał się na tym jak nikt inny. Po chwili otworzył śluzę. Pierwsze, co zrobił po otwarciu to wysłał wiadomość do współtowarzysza. - „Komi spróbuj wyciągnąć Kaliona i zaprowadzić go do centrum medycznego gdzie postaraj się go opatrzyć, w razie jakichkolwiek kłopotów skontaktuj się ze mną za pomocą radiologu” Tymczasem Komi zaczął wyciągać spod grząskiego gruzu swojego od lat przyjaciela – Kaliona. Nie łatwe jest to zadanie gdyż stop budowlany jest bardzo ciężki i trzeba go usuwać bardzo szybko. Skrawek po skrawku kawałek po kawałku, aż w końcu dostrzegł posiniaczona dłoń. „Sprawdzę puls” – pomyślał. Wziął rękę przyłożył pulsator. Na szczęście puls tylko lekko poniżej normy. Począł coraz szybciej kopać. Strużki potu spływały po jego nieosłoniętej niczym głowie. Nareszcie odkopał całkowicie Kaliona. - Żyjesz, żyjesz, obudź się – krzyczał w jego kierunku Komi - Ahhhh – jękną wyczerpany Kalion W głowie kopiącego przyjaciela pojawił się promyk nadziei, myśl która byłą w tym momencie przewodnia – zawieść go do centrum medycznego – przysłoniła mu cały świat, żadna burza kosmiczna, żadne meteoryty nie były już ważne. Szli korytarz za korytarzem, śluza za śluzą, nie bacząc na co chwila uderzające w statek odłamki planet i księżyców. Oto i grube marmurowe drzwi za którymi jest zwieńczenie ich wędrówki – centrum medyczne. Komi szybko wpisał kod dostępny i obaj weszli do środka. Ku ich wielkiemu zdziwieniu spostrzegli tak medyka składającego fiolki leków. - Co ty tu robisz? – spytał Kami - Nie mogłem zostawić statku, kapitana, was na pastwę losu – odpowiedział - Możesz go opatrzyć? Lekarz wraz z Kamim położyli Kaliona na okrągłym łóżku służącym do operacji. Lekarz zerkną mu w źrenice obejrzał go dokładnie przykładając jakieś mało znane Kamiemu przyrządy i w końcu rzekł: - Nic mu nie będzie, to tylko kilka sińców i lekki wstrząs mózgu Medyk wyją z szafki ampułkę z lekiem i podał mu ją doustnie dając do popicia wodę. Kalionowi wydawało się że to sok gdyż przez to wszystko rozregulował mu się zmysł smaku. Szybko połkną jasnoniebieską pigułkę podana mu do ust. Nikt się nie domyślał tego że za chwile rozpęta się tu piekło. Nikt się nie spodziewał ale…