Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 10 min czytania

Zimna stal

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Za chwilę zacznie się zamglony, grudniowy zmierzch. Jeszcze tylko pięć spiesznych kroków przechodnia z teczką, kilka poszarpanych mrozem oddechów spieszących na kolację studentów.

Co dzień czeka na moment kiedy wieczorne słońce przeciągnie swoje zmęczone promienie po dachu domu po drugiej stronie ulicy a potem wsadzi różowy nos w wąską przestrzeń między kamienicami. Przez krótką chwilę będzie mogła cieszyć się pąsową poświatą barwiącą jej wyblakłą halkę na kolor jak ze snów i w jej wnętrzu zapali się znów płomień nadziei... na co?

Szyfonowa, tania, żółta sukieneczka od lata zmieniała barwę każdego słonecznego dnia. Blakła jak wspomnienie o krótkiej podróży po mieście, płowiała jak jej nadzieja. Przekrzywiona peruka na głowie (tym razem ruda) i pistacjowe boa na szyi nakreślały skalę jej upadku. Upadku, bo chociaż siedziała na wymyślnym, białym, giętym krzesełku to jasnozielone, opadające z boa piórka utworzyły nieregularne kupki u jej stóp a naderwane ramiączko lekkiego odzienia odejmowało całości jakiegokolwiek powabu.

Już niedługo ma się zmienić jej sytuacja. Nadchodzą Święta i zostanie przebrana za Śnieżynkę, co powinno jej zapewnić ciepło i odpowiedni wygląd przynajmniej do Nowego Roku. Czekała na ten dzień. Oprócz ciepłej czapki, sukienki z flauszu i krótkiego płaszczyka z watowanym "futerkiem" być może dostanie nawet buty (co do ich jakości nie mogła mieć wielkich nadziei biorąc pod uwagę gust i skąpstwo właściciela "Składu rzeczy różnych") a wtedy będzie mogła wprowadzić w życie swój długo szykowany plan. "Szykowany" według niej brzmi lepiej niż "obmyślany" bo jeszcze nie potrafi sama przed sobą przyznać, że nastąpiła znacząca zmiana w jej sposobie myślenia i patrzenia na świat. Na lepsze.

Przejazd rozgrzanym tramwajem w lecie podpalił w jej wnętrzu lont chęci bycia istotą wolną. Ledwie mogła usiedzieć na miejscu odkąd odkryła, że jej ciało da się łatwo wprawić w ruch. Pewnego dnia, przy zmienianiu peruki, niezdarny szef omal nie skrócił jej o głowę lecz schyliła się dostatecznie szybko by uniknąć zderzenia z jego kanciastą dłonią. Była tak zaszokowana tym, że się poruszyła, że gdyby tylko mogła rozpłakałaby się z zaskoczenia i przestrachu. Potem było już tylko lepiej. Codziennie w nocy kiedy gasły światła na ulicy ostrożnie próbowała poruszać kończynami, szyją, korpusem. W końcu, siłą woli, tak wyspecjalizowała ruch, że była w stanie precyzyjnie poruszyć nawet najmniejszym palcem u nogi.

Kiedy nabrała odwagi, zdarzało jej się w ciągu dnia ruszać stopą do rytmu muzyki dochodzącej z otwartego okna przejeżdżającego samochodu. Umiejętność ta przydawała się kiedy znudzone dzieci próbowały przyklejać przeżutą gumę do witryny lub kiedy znieczuleni tanim winem nastolatkowie chcieli wypisać jakieś puste hasło na szybie. Wystarczał zazwyczaj drobny gest dłonią lub groźne poruszenie brwią (w przypadku malców) czy bardziej wyraźny i zdecydowany gest (w przypadku młodocianych prawie-przestępców) i delikwenci uciekali w popłochu. Maluchy z płaczem, do rodziców a starsi krzycząc z przerażenia, że alkohol pomieszał im w głowach. W jednym i drugim przypadku była kryta. Kto uwierzy rozhisteryzowanemu dziecku lub upojonemu licealiście, że manekin wystawowy właśnie pokazał im wymownym gestem gdzie ich miejsce.

Teraz jednak przyszedł moment na większe wyzwania. Ten kto zdobywa wiedzę nie może tkwić w miejscu. Pora na pokazanie światu na co ją stać. Zresztą, pal licho świat! Zrobi to dla siebie. Odważny pierwszy krok a reszta potoczy się własnym rytmem.

Tyle razy przeżywała w myślach swoją ucieczkę, że już nawet się jej nie obawiała. Czuła w rękach uniesione narzędzie "zbrodni", brała zamach i drewniana konstrukcja krzesła na ułamek sekundy dotykała cienkiej szyby. Odłamki szkła pryskały na boki, skrząc się w pomarańczowym świetle ulicznej latarni niczym okruchy lodu. Lekko wyskakiwała na chodnik, brała głęboki wdech i biegła w lewo, prosto do parku, na który spoglądała z ukosa przez wiele dni. Skryta w pozbawionych liści gęstych krzakach przez chwilę bacznie obserwowała okolicę sklepu.

Nie uruchomiła alarmu a tego bała się najbardziej. Najwidoczniej w tym sklepie nawet zabezpieczenie alarmowe to tania atrapa. Tym lepiej, nikt nie szuka wandala, który wybił szybę, policja nie goni złodzieja. W końcu ulica o tej porze nocy jest wyludniona, sklep otoczony jest jedynie bankami i aptekami, więc "żywych" sąsiadów brak.

Oddycha z ulgą i budzi się rankiem na wystawie sklepu. Wpada w panikę, dotyka nienaruszonej szyby, rozgląda się nieprzytomnie na boki. Zaraz, przecież to był tylko sen. Przeciera oczy i przeciąga się szybko, żeby zaraz potem zastygnąć w jednej pozycji na cały dzień.

Czeka, bo jeszcze jej nie przebrali, tak ubrana na

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%