Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 7 min czytania

Zimny dzień w piekle cz2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

-Medyk! – zawołał dowódca -Tak sir? -Jak ci piloci? -Rany powierzchowne. Wyjdą z tego. -Mogą chodzić? -Raczej tak. -Żołnierze! Ruszamy do naszego celu! Miejcie oczy i uszy szeroko otwarte. Formacja dowolna. Idziemy wzdłuż lasu. Jazda chłopcy! – rozkazał dowódca. Weszli płytko w las i wzdłuż granicy przemieszczają się do miasta La Mila. Gdzieniegdzie widać w oddali wybuchy. Słychać wystrzały. Nagle dowódca zatrzymał gestem oddział. Kazał się położyć i obserwować horyzont. W odległości około kilometra toczy się zażarta bitwa pancerna. Strzał za strzał. Dowódca wskazał artylerzystę -Trafisz ,w jakikolwiek pojazd nieprzyjaciela, stąd? – zapytał -Sądzę, że tak sir. – odpowiedział. -Zająć pozycję obronne. – rozkazał dowodzący oddziałem Żołnierze położyli się i wypatrywali wroga. Żołnierz z wyrzutnią przeciwczołgową przygotował się do oddania strzału. Wycelował i delikatnie naciskając na spust odpalił pocisk. -Cel trafiony. Powtarzam rusek trafiony. – zameldował rozradowany -Powtórz strzał. – rozkazał dowódca. Żołnierz wycelował i odpalił koolejną rakietę. -T-72 zniszczone. – zameldował -Sir! Mamy kłopoty. Zostaliśmy namierzeni, dwa patrole idą w naszym kierunku. Około trzydziestu ludzi. – powiedział jeden z kompanów -Ciężkie karabiny! Wywalcie w niech kilka serii. Rozległy się strzały. Przeciwnik odparł ogniem. -Nie damy radę sir. – powiedział jeden z żołnierzy. -Zróbmy im piekło. Granatniki załadować i odpalić. – rozkazał dowódca Ziemia zatrzęsła się. Nie złamało to jednak przeciwnika. Kule zaczęły docierać do żołnierzy. -Mamy rannego. O w mordę martwego. – zameldował żołnierz -Wycofujemy się. – rozkazał dowódca. Bitwę pancerną wojska amerykańskie przegrały. Karabiny z czołgów zaczęły strzelać do oddziału w lesie. Tylko garstce żołnierzy udało wycofać się do lasu. -Dobra. Rozwalmy ich tutaj. Pewnie po drugiej stronie też będą ruskie. – powiedział jeden z nich. -Ja nie chcę umierać! Nad ich głowami przeszła seria z kałasznikowa. -Padnij! Wszyscy rzucili się na ziemię. Zaczęli strzelać. -Mam drania. – powiedział Teylor. -Dwóch mniej. – odparł mu kompan Nagle od lewej strony coś strzeliło. Krótkie serie z jakiejś innej broni niż M-16, czy kałasza. Żołnierze zobaczyli ubranych na czarno żołnierzy, którzy dość śmiało weszli w ogień przeciwnika. Po chwili strzały ucichły. Jeden z żołnierzy w dziwnych mundurach podszedł do resztek oddziału. -Jesteście teraz z nami. Jestem Mc Casey. Dowodzę trzecią grupą specjalną. Teraz jesteście moimi żołnierzami. Wychodzimy z tego lasu, bo zaraz zleci się ich tu więcej. -Oddział specjalny? – zapytał Teylor z niedowierzaniem. Żołnierze zaczęli się wycofywać. Teylor wiedział co się święci. Wojna. Nie podobała mu się jego przynależność do sił specjalnych. Zawsze uważał ich za kamikadze w najgorszym wydaniu. Z miejsca skąd wszyscy uciekają, lub chcą zniknąć, oni pchają się i robią swoje. Jednak drugi punkt mu się bardziej podobał. W takich oddziałach są najlepsi z najlepszych. Mógł więc poczuć się choć trochę bezpiecznie. Żołnierze wyszli z lasu i trafili na amerykańską brygadę piechoty zmechanizowanej. Dołączyli się do nich. Pojechali do wcześniej ustalonego miejsca zbiórki, na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%