Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 6 min czytania

Zimny dzień w piekle cz3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

-To do dzieła. – powiedział Teylor bez przekonania. W oczach żołnierzy zagościła śmierć. Było około dwudziestu dwóch stopni mrozuu. Zimno i nieprzyjemny wiatr, nie zapowiadały niczego dobrego. Amerykanie zaczęli zakradać się do bazy wroga. Pierwsze kroki poszły gładko. Gdy już doszli do muru. Prowadziła ich drużyna Mc Casey’a. Czuli się bezpiecznie, choć wiedzieli, że z każdym krokiem zbliżają się do swojego zadania. Nie podobało im się to. Teraz najchętniej chcieliby znaleźć się w ciepłym i bezpiecznym miejscu. Nagle zza rogu wyszedł jeden z żołnierzy przeciwnika. Natychmiast dojrzał skradające się dwie drużyny. Chciał już krzyknąć, ale jego płuco zostało przestrzelone przez snajpera. Po chwili wyszło dwóch rosyjskich żołnierzy. Jeden z ludz Mc Casey’a doszedł do nich. Dwa uderzenia, pchnięcie nożem. Zagrożenie minęło. Dowódca jednostki specjalnej nakazał pośpiech. Żołnierze doszli do bramy. Oddziały rozdzieliły się. Teylor znał plan. Musieli jak najszybciej dostać się do składu paliwa i amunicji. Na jego szczęście są koło siebie. Skradanie się w rosyjskiej bazie wypadowej szło im bardzo gładko. Ta łatwość nie podobała się Teylorowi. Doszli do pierwszego celu. Po drodze nie napotkali żadnego przeciwnika. Nie było słychać żadnego strzału. Skład z paliwem został zaminowany. Bomba została ustawiona na trzydzieści minut. Po chwili ekipa Teylora wykonała zadanie. W magazynie z amunicją tykał ładunek wybuchowy, także ustawiony na trzydzieści minut. Gdy David zakładał bombę, żołnierze wzięli sobie po kilka granatów. Tak na wszelki wypadek. -Cisza przed burzą. – powiedział cicho Martin. -O co ci chodzi? – zapytał Bull -O nic. Spadajmy stąd. – odpowiedział Żołnierze zaczęli się wycofywać. Nagle rozległy się strzały przed bramą. W bazie rozległa się syrena. -Biegiem do bramy. – powiedział nerwowo David. Gdy tylko pierwszy z nich wyszedł zza magazynu z amunicją. Po murze w jego kierunku poszła salwa z ciężkiego karabinu maszynowego. Żołnierz w porę odskoczył. -W mordę! Mają nas!- Wykrzyknął Bull -Robimy tak. Bull dawaj granat. Zrobię wam zasłonę, wy ruszycie do najbliższego budynku. Tam zaczniemy myśleć. – powiedział Teylor W kierunku karabiniera poszybował granat. Wybuchł. Martin wyszedł jako pierwszy i zaczął strzelać na oślep w kierunku stanowiska ciężkiej broni automatycznej. Za jego plecami wybiegli żołnierze. Po krótkim ostrzale Teylor wycofał się do kolegów. -Przejmuję dowodzenie. Mamy tylko dwadzieścia minut do wyjścia stąd. Ruskie zaraz się zlecą. Sądzę, że na Mc Casey’go nie mamy co liczyć. Snajperzy nie osłonią nas, albo już nie żyją. Jesteśmy zdani tylko na siebie. Musimy zdobyć jakiś pojazd by się stąd wynieść. Jakieś dwieście metrów stąd jest parking. Czy ktoś umie prowadzić czołg? – Zapytał Martin Żołnierze nie protestowali -Mnie kiedyś uczyli. – powiedział wystraszony David. -Będziesz prowadził. Teraz musimy się tylko tam przedostać. Proponuje zrobić im czystkę. – Rzucił Teyolor. -Zginiemy. –

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%