Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

dla-dzieci · 6 min czytania

Zimowa Droga Lusi Część I - Zimowa droga

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W lesie była ścieżka, która pojawiała się tylko wtedy, gdy ktoś naprawdę nie chciał wracać do domu. A Lusia bardzo nie chciała. Wstała rano, zjadła śniadanie i.… no właśnie. Ferie ciągnęły się w nieskończoność. „Nudzi mi się", powtarzała tak długo, aż mama przestała odpowiadać. – Poczytaj, pobaw się – zaproponowała - To też już mi się znudziło – mruknęła Lusia. – Chciałabym pójść na spacer. Albo na sanki. Tak, na sanki! – Dobrze, ale najpierw muszę zrobić obiad i pranie. Potem pójdziemy, dobrze? – zaproponowała mama. – Ale ja chcę teraz! Wszystkie dzieci lepią bałwana, a ja muszę siedzieć w domu! – żaliła się Lusia. – Jeśli tak bardzo ci zależy, możesz wyjść przed dom i pobawić się w śniegu – odpowiedziała mama. – Tylko się nie oddalaj. Masz dopiero osiem lat i to jeszcze nie czas na samotne wyprawy. – Dobrze, mamo – przyrzekła Lusia. Zarzuciła kurtkę, czapkę i szalik, chwyciła rękawiczki i wybiegła z domu. Mama spojrzała na pokój, który córka dzieliła z siostrami. Zabawki leżały na całej podłodze, a na niepościelonym łóżku piętrzyła się porzucona piżama. – Mam nadzieję, że chociaż umyła zęby... – westchnęła i zamknęła drzwi, zanim znów wyręczyłaby córkę w sprzątaniu. Lusia tymczasem wypadła na podwórko. Ile śniegu! Cały był jej. Młodsze siostry były jeszcze za małe, żeby wyjść bez mamy, więc ta radosna chwila należała tylko do niej. W domu mówiono na nie po prostu „dziewczynki" – tak nazywano bliźniaczki Tosię i Zosię. Zosia była cicha i łatwo znikała we własnym świecie. Tosia trzymała się blisko starszej siostry – zawsze gotowa dokazywać, jeśli tylko dostanie znak. A Lusia dokazywać umiała jak mało kto. Najpierw runęła na plecy i zaczęła robić aniołka. Śmiała się głośno, łapiąc śnieg i wyrzucając go w górę. Większość lądowała jej na twarzy, ale wcale nie studziło to zapału. Wstała i podbiegła do bałwana, którego ulepiły we cztery kilka dni wcześniej. Założyły mu niebieską czapkę i szalik, a zamiast nosa wcisnęły starannie ukształtowaną marchewkę, żeby mógł oddychać. Musiał też patrzeć – bo nie ma nic lepszego niż kamyczki nazbierane latem. Tu jednak Zosia wyraziła swoją szczerą obawę: – A bałwanek się od lata nie rozpuści? Po zapewnieniach mamy, że z pewnością tak się nie stanie, uspokoiła się, choć jeszcze przez chwilę zerkała podejrzliwie na jego głowę, czy aby na pewno nic się nie dzieje. Śniegowy stworek dostał jeszcze usta z węgielków i ręce z patyków. I stał tak dumnie... aż do tej konkretnej chwili. Warto ją zapamiętać, bo właśnie wtedy Lusia nadbiegła z drugiej strony domu, wymachując patykiem, który jeszcze niedawno służył mu za rękę. Za domem rozciągał się las – piękny, zimowy. Znała go o każdej porze roku. To tu zbierały z mamą, tylko we dwie, grzyby i jagody. Nawet szyszki, które pani Ania kazała przynieść do szkoły. Lusia zatrzymała się na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zimowa Droga Lusi Część I - Zimowa droga — czytnik · opowiadania