dla-dzieci · 3 min czytania
Zimowa Droga Lusi Część IV - To, co zostaje
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Tej nocy śnił jej się dom.
Razem z mamą i dziewczynkami lepiły bałwana, a potem pędziły na sankach z górki. Śmiała się w głos, otwierając ramiona, gdy wszystkie trzy rzuciły się na nią, wgniatając ją jeszcze głębiej w miękki śnieg.
Zosia wstała, otrzepała ubranie — a przynajmniej próbowała — i podała Lusi rękę, żeby wyciągnąć ją z zaspy. Szło opornie, ale nie odpuszczała. Coś mówiła, lecz Lusia nie mogła złapać słów.
– Co mówisz? – zapytała przez sen. – Śniadanie – usłyszała. – Zrób mi śniadanie.
Część 22 / 2
Otworzyła oczy. Przez chwilę nie wiedziała, gdzie jest. Dopiero po sekundzie dotarło do niej, że to wcale nie Zosia z jej snu, tylko mała Malinka ciągnie ją za rękę, powtarzając: – Mamo! Wstawaj! Zrób mi śniadanie.
Przymknęła jeszcze na chwilę oczy, ale śnieżny sen już nie wrócił. Wstała więc, pozbierała z podłogi wczorajsze ubranka Ilonki i poszła do kuchni.
Minął prawie tydzień, odkąd pojawiła się w tym dziwnym, letnim świecie. Dni zaczęły się zlewać ze sobą. Podlewała kwiaty Zosi i wynosiła śmieci za Tosię – a worki zawsze okazywały się dużo cięższe, niż się spodziewała. Ilekroć stawiała konewkę na miejsce, zdarzało jej się tęsknie spoglądać w stronę okna kuchennego – tego w jej prawdziwym domu, z firanką w czerwone kropeczki.
Po Malince sprzątała bez końca: klocki z dywanu, farby z podłogi, sukienki rzucone byle gdzie. Łapała się na tym, że robi to zupełnie tak samo jak jej mama: szybko, w milczeniu, zanim zdążyła się na dobre zezłościć. Teoretycznie gotowanie obiadu…