Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 9 min czytania

Zimowe Wilki

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zimowe Wilki

Wszędzie jest pełno śniegu. Las. Drzewa wyrastają z ziemi jak czarne kolumny, podpierające nieistniejący strop. Gdzieś wyżej wznoszą się ich gałęzie, ale przez kilka pierwszych metrów widać tylko te ciemne filary. Kiedyś opierał się na nich cały świat, ale potem ten świat się przewrócił. Już od dawna go nie ma. Idę po śniegu. Grubo obute stopy z każdym krokiem zapadają się tak głęboko, że chwilami czuję chłód bieli niemal przy kolanach. Zaciągam się powietrzem, czuję zapach zimy. Nie wiem, co to jest. Po prostu zima. Jej aromat. Unosi się wszędzie wokół, wypełnia wszystko. Idę przed siebie, po kolei mijając sosny i świerki... Tylko sosny i świerki. Poniżej ostatnich gałęzi drzew las jest właściwie martwy. Nic nie rośnie. Nic tam nie ma. Drzewa też są martwe, chociaż odżyją. Śpią, czekając na wiosnę. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby wiosna nie nadeszła. Wydaje się, że jest dzień, ale nawet tego nie jestem pewien. Wszystko spowija mgła. Jest w niej trochę światła, a więc gdzieś musi też być Słońce... ale cóż by było, gdyby to Słońce już nigdy nie wzeszło? Co by się stało, gdyby mgła nie ustąpiła? Utonęlibyśmy w tej ślepocie, w niepewności... Mgła i śnieg. Nielogiczne, nieprawdopodobne połączenie, jak ze snu.... ale przecież to nie jest sen. To jest życie.

- Życie! - krzyczę najgłośniej jak potrafię - Życie!!! - poprawiam się po chwili, czując przepływającą przez ciało energię, lecz głos milknie szybko, jak nić przecięta nagle przez starą wiedźmę... Jak struna, do której ktoś nagle przyłożył dłoń. - To mgła - mówię, próbując się przekonać - to tylko mgła. Ona tłumi mój głos. Nie pozwala mi spojrzeć przed siebie. Nie widzę drogi, która powinna być gdzieś przede mną. Chcę krzyknąć jeszcze raz. Pokonać rzadki mur drobnych kropelek wody, który mnie hamuje, ale w głębi serca czuję, że to na nic się nie zda. Ruszam dalej w ciszy. Obok mnie pełno jest jesiennego śniegu. Dopiero niedawno zbratał się z ziemią. Suchy, biały puch, powoli się topi. Wcześnie jakoś spadł tego roku. Chociaż, może to tak zawsze wcześnie spadał. Jesień powoli dobiega końca. Zima pogania ją przed sobą. Chciwie wciągam powietrze, czując, jak wypełnia każdy zakątek płuc. Chłód powoli rozchodzi się po rozgrzanym od marszu ciele, przynosząc ulgę. Nie boję się przeziębienia - i tak nadchodzi już zima... Próbuję przyspieszyć kroku, ale nie jestem nawet pewien, czy idę w dobrym kierunku. Chcę szybciej dotrzeć do celu, ale, prawdę mówiąc, celu nie ma. Jestem tylko ja, w zimowej mgle jak ze snu, chodzący po lesie uśpionych sosen i ukołysanych świerków. Odwracam się, żeby zapytać Ją, dokąd pójść, ale Jej tam nie ma. Stoję z otwartymi ustami i gapię się w pustkę. Dlaczego jej nie ma?! Powinna być przecież... Mógłbym wtedy iść z zamkniętymi oczyma, nie interesując się nawet tym, dokąd zmierzam. Teraz muszę się ciągle zastanawiać. Mógłbym ją chyba znaleźć pośród tych drzew... Byłoby mi łatwiej, gdyby nie mgła. Mój wzrok mógłby wtedy wędrować swobodnie, aż napotykałby je na swojej drodze. Teraz pomiędzy nami jest mur. Niedotykalna, nieusuwalna zapora. Nie do przebrnięcia, jakby ktoś wyciągnął ją z innego wymiaru i zapomniał wstawić prawdziwego ciała w miejscu, które powinno zająć u boku tych niewielkich kropelek wody... No bo jak właściwie woda może się unosić w powietrzu? Przecież jest cięższa. Musi spaść. Wody nie ma. Jest gdzie indziej, a tutaj ktoś z nas zakpił, wsadzając do naszego wszechświata jej obraz. Ktoś zaćmiewa nam wzrok.

Nie wiem, dokąd mam iść. - Gdzie to jest? - pytam najbliższą sosnę. Nie odpowiada. Przypominam sobie, że nawet sosny zimą zasypiają. Widzę coś z daleka. Czarny punkt zawieszony we mgle. Podchodzę do niego. To pająk. Duży i ciemny. Ma jakiś delikatny deseń na odwłoku. Nie potrafię rozpoznać jaki. Dziwne, że pająk żyje zimą. Jestem prawie pewien, że pająki zimą... - Umieracie - mówię do niego. Jest zawieszony na sieci. Misterne dwanaście linii spotyka się w jednym punkcie, tuż pod jego włochatą głową. Inne są porozpinane na nich, tworząc pułapkę, w którą coś z pewnością miało wpaść. Pułapka jest pusta. Tylko łowca czai się jeszcze, wciąż czekając na swoją ofiarę. - To nie jest twój czas - mówię pająkowi, jednocześnie zauważając kropelki mgły osadzonej na jego sieci. Zbliżam do niego oko, ale on nie rusza się. Czyżby się nie bał? Dotykam sieć. Najpierw delikatnie, a potem coraz mocniej. W końcu czarny punkt kołysze się na niej wściekle, wciąż nie zmieniając położenia. Pająk

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zimowe Wilki — czytnik · opowiadania