Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 45 min czytania

Zimowy Chłód

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

ZIMOWY CHŁÓD

Pocierał dłonie o siebie próbując zatrzymać w nich ciepło. Przyłożył do ust, chuchnął kilka razy, i natrętnie wciskał trzy razy przycisk domofonu. Rozglądał się dookoła, powtarzając na głos: - Dalej, dalej, dalej! Już miał kolejny raz męczyć szary guzik, kiedy z siateczki odezwał się podenerwowany głos: - Co jest? - Otwieraj to ja! - Mówiąc to tupał nogami, chcąc tym razem rozgrzać dolne kończyny. - Jaki ja? - Twój kumpel najlepszy! Otwieraj! - Aa ten ja...A masz kasę którą mi wisisz? - No mam, otwieraj bo marznę! - Skłamał, nie miał pieniędzy, ale musiał użyć małego fałszu aby się dostać do środka. Pośpiesznie wszedł na klatkę schodową i szybkim krokiem pokonywał kolejne stopnie by dostać się na czwarte piętro. - Zajęty jestem trochę... - Powiedział niechętnie około 22 letni chłopak, lekko przy kości. Przetarł krótkie blond włosy, rozejrzał się po mieszkaniu, zastanawiając się czy nie zostawił na wierzchu czegoś, czego widzieć nie powinien przybyły gość. Kiedy wszystko wydawało się w porządku, dokończył: - Dobra właź. - Ale fanie ciepło u ciebie. - Taa, jak założyłeś tylko bluzę, bez czapki i rękawic, to nic dziwnego że ci pizgało na zewnątrz - Stwierdził przyglądając się koledze, ten miał tylko na sobie granatową bluzę i dżinsowe spodnie. A czerwone uszy ozdabiały głowę. - Mieszkam w bloku naprzeciwko, i nie chciało mi się ubierać warstwowo - Oznajmił. - To co masz kasę do mnie? - Zapytał, podnosząc ze stolika telefon komórkowy by sprawdzić czy nie przyszedł ważny sms. - Ty od razu o interesach... - Przeciągnął wypowiedź i rozsiadł się na kremowej kanapie wyciągając ręce, swobodnie opierając je o operacie wygodnego mebla. - Najpierw dla rozgrzania, herbatki bym się napił... - Kontynuował. - Mówiłem że nie mam czasu, czekam na ważny tel i spierdalam. Daj kasę, jutro pogadamy - Rzekł niechętnie do gościa, który zaczynał przyglądać się kupce zielonej zmielonej rośliny rozsypanej na stoliku. - W sumie to mam małą prośbę... Bo ta kasa, no wiesz... W każdym razie wybieram się na imprezkę, i obiecałem zamotać co nieco zielska... I - W tej chwili blondyn przerwał wypowiedź kolegi. - Czyli nie masz siana, i kurwa jeszcze chcesz w kredo! - No... I widzę że jeszcze cosik tutaj masz... Słuchaj, wezmę ze 2 gramiki, dopiszesz mi to do rachunku i już mnie nie ma - Mrugnął okiem kończąc zdanie.

Blondyn westchnął głęboko i głośno, znów sprawdził komórkę chociaż żadnej wiadomości nie dostał, gdyż ani nie wydała dźwięku, ani wibracje nie zabuczały. I już zamierzał grzecznie wyprosić kolegę kiedy telefon zadzwonił, w jednej chwili odebrał połączenie, oddalając się w stronę kuchni. - Tak...tak... No jest całość...Mhmm... Dobra...Dobra...Będę za hm... 15-20 minut... Wiem gdzie... Rozłączył się i wrócił do pokoju gościnnego, lecz wzrok pokierował na zamknięte drzwi sypialni, a następnie na kumpla grzebiącego w zielsku na stolę. - Kurwa! - Przeklął na głos, i niepewnie snuł dalej: - Dobra słuchaj Maciek, ja muszę uciekać, ale jest sprawą, dam ci te dwa giety, ale musisz tu zostać i... - Nie wiedział jak to powiedzieć. - Musisz tu zostać i popilnować kogoś... - Wydusił z siebie. - Ooo, to mi się podoba! Piękne słowa „dasz mi” - Ożywił się chłopak w granatowej bluzie. - Chodź, to pokaże ci co masz popilnować. - Luz, ale wiesz impreza...Nie mogę tu siedzieć zbyt długo. - Za mniej niż godzinę będę z powrotem! - Dobra, pokaż te skarby...

Jakby zza mgły wyłaniała się postać skulonej w kącie dziewczynki, nic nie mówiła jedynie pochlipywała, co jakiś czas ocierając łzy spływające po policzkach. Wokoło dzieci w różnym wieku bawiły się swoje gry, młodsi biegali, goniąc się w berka. Grupa starszych chłopców w wieku od 9 do 14 lat, stała na drugim końcu sali, obmyślając jakiś szczwany plan. Pozostali zajmowali się swoimi sprawami, jedna z dziewczynek rysowała, parę osób oglądało kreskówki w telewizji. A dwie dorosłe kobiety rozmawiały przy kawie siedząc przy biurku. Czuję że zerkają na mnie, mówią coś szeptem do siebie, zapewne rozmawiają właśnie o mnie. Jestem tu nowa, ledwie kilka dni temu zostałam przywieziona do tego domu dziecka. Nie mam ochoty bawić się z pozostałymi dziećmi, nie chcę się z nimi kolegować. Ale oni przychodzą do mnie co jakiś czas, coś mówią i uśmiechają się, są tacy straszni! Gdzie są ich twarze? To tylko przedziwne grymasy, potworne miny! Muszę się odsunąć, zamknąć na wszystko, nie mogę patrzeć, nie mogę otwierać oczu, ta krew! Krew?! Proszę nie rób tego! „Przeżyła jakiś dramat rodzinny, nie wiem co dokładnie bo...” - ten głos w uszach. Która z nich to mówi? Są za daleko, coraz dalej, ale słyszę ten szept w środku w sobie. Ale już...już nic nie mówi, przyszła do nas, do mnie niska krępa kobieta weszła do świetlicy. Skąd się tu wzięła? Taksuje mnie diabelskimi oczyma! One płoną! Czuję żar, spala mnie od wewnątrz! Czy nikt tego nie widzi, że ona jest zła... Kobiety z kawą ucichły i zaczęły obserwować bawiące się dzieci. Podeszła do mnie, a może tylko jej oczy przyszły... Łagodnie mówi bym wstała, ale jej usta tylko przybierają sarkastyczny kształt i śmieją się, coraz głośniej i głośniej! Moja głowa wypełnia się tym chichotem. Jaa... ja nie chce wstać, lecz ona nie pozwala mi zostać tutaj, szarpie mnie za ramię i prowadzi w ciemność, gdzie są wszystkie dzieci? Proszę żeby mnie puściła, nie mogę chodzić! Otworzyła drzwi i wepchnęła mnie do swojego gabinetu, władczym głosem nie znoszącym sprzeciwu rozkazała: „Rozbierz się i siedź tutaj!”

Był zdziwiony tym co zobaczył i co usłyszał od kumpla. Teraz siedział na kanapie jak wcześniej, nie dowierzając do końca temu co się wydarzyło. Rozkruszył jeden z zielonych pąków marihuany i wbił do szklanej fifki, śmiejąc się na głos powtarzał kilka razy. - No nieźle...Całkiem nieźle... Obszukał kieszenie w poszukiwaniu zapalniczki. - Cholera! - Zaklął, nie znalazł ognia, oczyma wyobraźni przypominał sobie ostatnie minuty przed wyjściem z domu. „Telefon i zapalara na stolę, założyłem bluzę, wziąłem w łapy komóre, i no właśnie zapomniałem o ogniu”. Rozejrzał się dokładnie wokół siebie czy nie znajdzie innego źródła ognia, nie było niczego w pobliżu. Wszedł do kuchni i tam też nic nie znalazł, więc koniec końców odpalił kuchenkę gazową i z płomienia przypalił zielsko w fifce. Zaskwierczało, a on głęboko wciągnął dym, po kilkunastu sekundach wypuszczając i dławiąc się kaszlem. - Mocna rzecz... - Raz jeszcze odkaszlnął, gdy wszystko w szklanej rurce zostało wypalone, usunął popiół do popielniczki oraz wyciągnął telefon komórkowy. Przez moment szukał w spisie kontaktów właściwego numeru. Znalazł, po kilku sygnałach ktoś odebrał w tlę słychać było odgłosy innych ludzi i głośną muzykę. - Eej Radek, słuchaj przyjedź szybko do Grubego, nie pożałujesz! - Coo?! A masz temat? - Stary tematu tutaj jest tyle ile śniegu, nie przejaramy tego w dwudziestu! - Znów skłamał, na stole było może z 4,5 grama, nie więcej. - To co tam jeszcze robisz? - Pytał zagłuszany przez imprezę głos. - Co? Nie słyszę cię dobrze, nie mogę do was jechać, ale przyjedź tutaj sam... - Albo weź Młodego i dobijcie jak najszybciej! Kurwa mówię wam, nie pożałujecie! A Młody będzie podjarany jakby samego papieża zobaczył! - Kurwa, te twoje numery! Ale huj... Zaryzykuje. - Czy ja cie kiedyś wykiwałem albo okłamałem? - Zapytał, a za odpowiedź dostał cichy sygnał rozłączonej rozmowy. - Debil... - Skwitował.

„No rozbieraj się natychmiast!”. Gruba baba pogania mnie, nie jest już taka straszna, ale ciągle się boję! On tu jest, to na pewno on! Tam pod biurkiem wypływa z podłogi krew, widzę w niej chłopczyka, jego przerażoną twarz, patrzy na mnie, błaga mnie o pomoc. Nie mogę, przepraszam... „Szybciej!” „Co?!” - Już nie ma krwi, oddycham z ulgą, spokojniej to tylko dziwny obraz. Ta ręka, ale czemu? „Aaał!” - Uderzyła mnie z otwartej dłoni w twarz, piecze! Czuję jak się czerwienie, jak gorąco rozlewa się po całej twarzy, to... To jest wstyd? Nie reaguje na moje protesty, szarpie i rozrywa koszulkę, ma takie czarne pazury, coraz większe i większe, zdziera ze mnie staniczek! „Rozbieraj się do końca albo!” - I uniosła rękę, przez chwilę przyglądam się tłustej dłoni już nie ma brudnych pazurów, tylko śmierdzący tłuszcz z niej spływa, gęsty i obślizgły upada na ziemię. Spoglądam tam, roztapia podłogę... Muszę zrobić co mi każe, pocieram lewy czerwony policzek od uderzenia i posłusznie zdejmuje buty, potem spodnie, i skarpetki, stoję i patrze w ciemne jamy wysmażone od toksycznego tłuszczu. „Na co czekasz! Majtki też!” - Pogania, nie chcę, ja nie chcę! Ignoruję moje słowa, pcha mnie na obrotowe krzesło, rozszerza wargi osłaniając żółte paskudne zęby, larwy robali wychodzą z jej ust, schodzą po brodzie i spadają na mnie, na moje kolana. Sięga do mych białych majteczek i siłą ściąga je ze mnie. Jestem taka bezbronna! Zabiera wszystkie ubrania, i znów staje się zwykła. Mniej się boję, może to już koniec? „Poczekaj tu i nic nie rób.” - Powiedziała to tak delikatnie, tak łagodnie, serce spowalnia, bije normalnie, oddycham głęboko. Będzie dobrze, i larwy gdzieś zniknęły, muszę tylko znaleźć bezpieczne miejsce. Tak schowam się! W tamtym ciemnym kącie, nie ma tam światła, nikt mnie tam nie zauważy! Czemu tu tak zimno, tak lodowato, trzęsę się, i patrze na swoje nagie ciało, czemu tak mnie poniżasz, co ci zrobiłam demonie?! Coś słyszę, ktoś tu wszedł, tak to ona! Ale ktoś jeszcze, to chyba nie... Nie to nie ojciec, on inaczej pachnie. Ale ten człowiek też nie jest dobry, mimo że się uśmiecha, ma eleganckie ubranie, marynarkę, białą koszulę i tak samo czarne spodnie jak garnitur. Lśniące buty, widzę w nich swoją twarz. Czy ja jestem ładna? Położył coś na stole, co to jest? O nie! Głowa! Wycieka z niej krew, jedna z kropel spada na but, moje odbicie rozmazało się. „To ona?” „Tak, tak, już ją pokazuje” - Wobec tego mężczyzny zachowywała spokój i potulność, mówiła delikatnym głosem, uśmiechała się, starała się robić jak najlepsze wrażenie. Dlaczego dla mnie jesteś taka okrutna! Niee, to nie tak, dla mnie jesteś sobą, jesteś potworem. Dla niego się ukrywasz pod łagodnością dobrej kobiety... Szarpie i wyciąga mnie na środek pokoju, rozkazuje stać w miejscu, i opuścić ręce wzdłuż ciała. Robię to, stoję zawstydzona, z opuszczoną głową, znów te larwy, wychodzą spod jej nóg, może tam mają gniazdo? „Chciałbym zostać z nią sam” - Oznajmił mężczyzna ściągając marynarkę i wieszając ją na oparciu krzesła. Jego koszula jest taka biała, aż bije od niej blask, ale to tylko przebranie.. „Tak, oczywiście, jeśli pan chcę kawy, herbaty, cokolwiek to ja...” „Zawołam panią... „ - Opuściła pokój, raz jeszcze przed wyjściem patrzy na mnie z pogardą, po czym przerzuciła wzrok na neseser na jego widok uśmiechnęła się. Więc to jednak nie głowa? To tylko czarny neseser, co w nim jest? Chyba że...ale.. to niemożliwe! W nim jest moje życie!

- Włazić skurwysyny! - Powiedział do domofonu, wpuszczając kolegów którzy dość szybko się zjawili. Gdy weszli do środka, wskazał im kanapę, mówiąc by się rozgościli. Przyniósł z kuchni trzy herbaty i nabijał do lufki kolejną porcje konopi. - A gdzie Gruby? - Zapytał młodszy z chłopaków, miał dopiero 16 lat, dlatego też ciągle był nazywany „Młodym”. - Niedługo będzie, macie ogień? Młody wyciągnął zapalniczkę i po kilku minutach pomieszczenie wypełniło się siwym duszącym dymem, a także kaszlem. Po kolejnej spalonej lufce, Radek nie wytrzymał i zapytał: - Po co nas tu ściągnąłeś, tu jest nuda, towaru wcale nie ma dużo, i kurwa nic tu nie ma! - Zaraz zobaczycie. Zaprowadził ich do sypialni Grubego, tam na łóżku leżała prawie całkiem naga drobna dziewczyna. Miała na sobie jedynie białe stringi. Zza zamkniętych oczu źrenice poruszały się dość szybko, co świadczyło o burzliwych snach.

„Nie bój się” - Powiedział mężczyzna, unosząc mój podbródek by spojrzeć na twarz. Nie jestem wysoka, sięgam mu do klatki piersiowej. Uśmiechnął się otarł łzy przyglądając się mojemu drobnemu ciałku. Nie mam pojęcia co może we mnie widzieć, dopiero zaczynam dorastać, zmieniać się w dziewczynę. A on wiercił mnie swymi oczymi, jego ręce lekko drżały gdy gładził delikatnie ramiona i niewielkie piersi. Dotykał palcami ud i nóg posuwając dłoń w stronę krocza. Chciałam zaprotestować, lecz znów nie mogłam mówić, choćby jedna sylaba nie mogła się wydostać z moich ust. Nie przestawał, sięgał dalej, gładząc włosy łonowe, i jego ręce stawały się coraz zimniejsze gdy zaczął dotykać mnie z tyłu. Proszę nie rób mi tego! Błagam w myślach, ale on nie zważa na to... Okno spowił szron, a zza niego wygląda obrzydliwa twarz, wytyka jęzor i oblizuje zimne szkło. Szeptał abym się rozluźniła, że nic złego nie zrobi. Ale ja wiem, że jest inaczej, że kłamie, czuje to w chłodzie który wypełnił cały pokój. „Jestem lekarzem, chce tylko sprawdzić czy jesteś zdrowa, badam każde dziecko które tu przybywa.” A twarz za oknem coraz bardziej chucha w okno i otwiera ciemną gębę, oddycha coraz głośniej i szybciej, głośniej i szybciej. Słyszę tę jęki coraz wyraźniej, coraz bliżej. „Ta kobieta, wiem że ona jest nieprzyjemna, że cię bije i poniża, ja taki nie będę, obiecuje!”. Dlaczego kłamiesz?! Wiem, wiem że żadne jego słowo nie jest prawdą, a jednak tak bardzo chcę komuś zaufać! Proszę bądź dla mnie dobry, nie krzywdź mnie, zabierz mnie od niej! Zimno zaczyna ustępować, twarz za oknem się oddala, moje ciało ulega, staje się rozluźnione. On... on nie przestaje, a jego palce robią się tak przyjemnie ciepłe, wkłada jeden z nich do ust i oblizuje, uśmiecha się. Wsuwa w moją dupcie, delikatnie zagłębia do połowy, wyciąga i znów wsuwa. Za każdym razem jest coraz cieplejszy, moje ciało wypełnia to błogie gorąco. Powoli wsuwa i wyciąga, twarz za oknem ponownie się pojawia, śmieje się i wkłada do ust palec. Wkłada i wyciąga, tak jak on, coraz cieplej. To jest złe! Ale tak bardzo tego pragnę, to zło jest tak przyjemne. „Cii... ” Jego uspokajający głos mnie pociesza, pozwalam zrobić mu wszystko, jest mi ciepło i bezpiecznie... Wyciągnął palec, wstał i wyprostował się, natychmiast zrobiło się chłodniej. Z czoła spływa mi kropla zimnego potu. Coś mówi, nie słyszę wyraźnie, dopiero po chwili rozumiem sens słów: „Jest wszystko dobrze, a teraz powiedz jak masz na imię?” „Julia...” Nieśmiało wycedziłam, przełykając ślinę, opuściłam wzrok, a oczy zaczęły wypełniać mi łzy. Pogładził moje blond włosy... Po czym zbliżył się do drzwi, otworzył je i zawołał tą straszną kobietę. Kiedy weszła kazała się ubrać iść do swojego pokoju, ale nie posłuchałam jej, stanęłam za drzwiami, i słucham co mówią. „Podoba się panu?” - Zapytała, jej twarz pojawiła się przed moimi oczami odsłaniając w fałszywym uśmiechy pożółkłe zęby. „Jest idealna, nie będzie z tym żadnych problemów?” „Ależ nie, oficjalnie nawet jej nie ma u nas, więc nikt o nic nie będzie pytał, a nawet gdyby, to i tak nigdy jej tutaj nie było.” „Czyli tak jak się umawialiśmy 50 tysięcy.” „Tak 50, czy w tej walizeczce, czy tam są te.. pieniądze?” „Tak, to już pani walizeczka, jeśli chce pani przeliczyć, sprawdzić to proszę.” „Nie, nie, wieże panu... Pan weźmie ją już teraz czy....” „Ustaliliśmy, że jeśli spodoba mi się, to wyślę jutro po nią samochód.” „Ależ tak, tak oczywiście...” „Jeszcze jedno.” „Tak, słucham?” „Zauważyłem na jej twarzy ślad po uderzeniu, byłbym wdzięczny gdyby do jutra nikt jej nic nie robił.” - Może jednak jest dobry, może się mylę, tyle złego mnie spotkało, że już nie potrafię dostrzec w kimś dobra? Więc dlaczego czuje, że jest potworem, to co mi robił... To... już sama nie wiem... „Ależ, oczywiście, oczywiście...”

- Kto to jest? - Zapytał Radek, przyglądając się śpiącej dziewczynie, zwrócił uwagę na dość sporych rozmiarów siniak na jej udzie. - Nie ważne - Rzekł chłopak w bluzie, zbliżył się do dziewczyny, i delikatnie obrócił na plecy, cały czas spała twardym snem nie reagując na to co się wokół niej dzieje. Powolnym ruchem zsunął z jej ud skąpe stringi, złapał za obie stopy i rozszerzył nogi mówiąc: - Tylko spójrzcie na tą cipeczkę! Prawie nie używana! - Po czym zwrócił się do jednego z kolegów. - Co Młody, ruchałeś kiedyś? Speszony nastolatek zrobił krok w tył, lekko się zaczerwienił, i wycedził: - Noo niee... - To zaczynasz! - Allee... Tak tutaj, jaa, ja jej nawet nie znam, ii.. i tak przy was mam... - Nie czuł się zbyt komfortowo w tej sytuacji, oczywiście miał ochotę na seks. Wiele razy o tym myślał, nawet dziś idąc na imprezę miał nadzieje na wyrwanie jakiejś panny. Ale co innego to sobie wyobrażać, a co innego stać przed nagą nieprzytomną dziewczyną. - Łoo romantyk, dobra wyjdziemy, a ty rób z nią co chcesz, taka okazja może ci się więcej nie trafić! - Przekonywał kumpla, ten rozejrzał się, poczuł jak w spodniach twardnieję mu penis. W końcu przytaknął, a kiedy koledzy wyszli pospiesznie się rozebrał. Zbliżył swoje ciało do ciała dziewczynki, najpierw dotykał jej piersi i lizał brzuch, ona nie reagowała, wydawała z siebie jedynie senne pomruki. Rozszerzył jej nogi i położył się na niej, nie wiedział co ma dalej dokładnie zrobić, próbował włożyć penisa do środka, lecz nie szło mu najlepiej. Zaczął się denerwować, aczkolwiek wziął kilka głębszych oddechów, następnie pomógł ręką wepchnąć członka w głąb ciepłej i wilgnej pochwy. Z początku czuł ucisk i niezbyt mu się podobało, było zbyt ciasno, ale po kilku następnych posunięciach zaczynał odczuwać coraz większą przyjemność. I posuwiste ruchy wykonywał coraz szybciej, precyzyjniej. Dziewczyna we śnie poczęła szybciej oddychać, wydając z siebie świszczące odgłosy.

„To jest ta twoja nowa zdobycz?”- Pytał mężczyznę w samochodzie drugi człowiek w mniej więcej tym samym wieku około 50 lat, również dobrze ubrany, wyglądał na biznesmena lub kogoś takiego. Ja siedziałam cicho, ubrana jedynie w lekką sukienkę pod którą byłam prawie całkiem naga. „Tak” - Odparł ten drugi i włożył mi rękę za sukienkę pieszcząc piersi. „Jest jeszcze trochę krnąbrna, gryzie i drapie, ale przyzwyczai się!” - Dodał, wyciągnął rękę i sięgnął po szampana nalewając sobie i przyjacielowi do kieliszków. Patrzyłam dookoła, szukając gdzieś pomocy, oni widzieli we mnie swoją zdobycz, dostrzegałem ten drapieżny wzrok, ten obojętny uśmiech, ślina spływała im z ust, a oni stawali się coraz grubsi. „Chcesz pierwszy?” - Zapytał, a ten obśliniony podniecony wieprz natychmiast przytaknął. Ich świńskie oczka łypały na mnie. On kazał mi się rozebrać, wiedziałam że nie jest dobry, że to wszystko fałsz, stawiłam opór. A on zrobił to samo co ona! Zdarł ze mnie sukienkę! Wtedy był taki delikatny i miły, teraz robił to w szalę! Ich usta zaślinione... zaczęli nimi kłapać i oblizywać się, znów te potwory, te ostre zęby i smród... Zdjął marynarkę i rozpiął koszulę, opuścił spodnie i slipy do kolan, wygodnie rozsiadając się na skórzanych kanapach w eleganckim samochodzie. Był taki gruby że zajmował całe dwa miejsca. „Zostaw ją, poradzę sobie dalej sam” - Zwrócił się do tamtego, śmiejąc się. Chwycił mnie za ręce wielkimi spoconymi łapami i siłą posadził na swoich kolanach, po czym chciał zdjąć majteczki. Nie mogłam na to pozwolić, już nie mogę wytrzymać więcej zła! Nie chcę tu być! Ścisnęłam go za kroczę, wydał z siebie jęk i ohydny fetor z ust! Zdążyłam drugą ręką otworzyć drzwi, a do wnętrza wleciał zimowy chłód i drobinki padającego śniegu. Auto stało na światłach, wyskoczyłam na ulicę na śnieg. Biegnę ile sił w nogach, przez zaspy, jest mi coraz zimniej! Nie odwracam się, wciąż uciekam przed siebie, płuca wypełniają się coraz mroźniejszym powietrzem, jestem już taka słaba. Coraz wolniejsza... Słyszę za sobą kroki, z każdą chwilą głośniejsze. Nie mogę już biec, tak zimno i ślisko. Nogi ciążą mi, nie mogę ich unieść, padam. Dobiegają do mnie, jeden z nich odwraca mnie na plecy, dyszą jak głodne psy. Ich twarze się zmieniają, to są psy! Nie wiem który jest który, stają się tacy włochaci, jeden z nich wchodzi we mnie brutalnie, i wpycha głębiej i głębiej, nachyla się i wącha mnie. To tak boli, jakby zwiększał się we mnie i rozrywał mnie od środka z każdym pchnięciem... - Nieeeee!!!! - Krzyczała, i po chwili otworzyła spłoszone oczy, widząc obcą spoconą twarz, natychmiast wbiła w nią paznokcie. Chłopak zaczął krzyczeć i zaraz do pokoju wbiegło dwóch kolejnych młodych mężczyzn, jeden z nich przytrzymał jej ręce, a drugi wymierzył kilka ciosów w twarz, po chwili dziewczyna opadła bezwładnie na poduszkę. Nie straciła przytomności ale ogłuszona uderzeniami nie mogła nic zrobić. - Kurwa Młody! Co ty, nie umiesz małolatki powstrzymać, tylko drzesz się jak ciota! - Śmiał się jeden z nich, wystraszony chłopak dotykał poranionej twarzy i natychmiast wybiegł z pokoju do łazienki, obejrzał się w lustrze miał kilka szram. Mimo wszystko czuł zadowolenie, chociaż nie doszedł w niej do końca, a nie mogąc się powstrzymać dokończył pracę ręką... - To co Radzio, teraz ty chcesz się zabawić? - A co mi tam! Tylko Maciek... - No? - Trzymaj ją, bo ostra jest hehe - Oboje zaczęli śmiać się z Młodego, że będzie miał pamiątkę po pierwszym razie. Odwrócili dziewczynę na brzuch, a Radek bez większych problemów wszedł w nią i kontynuował to co zaczął Młody. Gdy skończył zapytał: - Tyy, a właściwie to skąd ona się znalazła u Grubego? - Mówił że wybiegła mu przed maskę, ledwie ją zauważył, hamował, ale nie zdążył, dlatego trochę posiniaczona jest. Coś tam mówił, że myślał że nie żyje, i nie chciał jej tak zostawić na ulicy, to zabrał tutaj. Mówi że jutro weźmie ją do szpitala... - Aaa... - Dobra, teraz moja kolej, poradzę sobie sam, weź zanieś młodemu ciuchy.

Wyszedł z pokoju po kilkunastu minutach z rumieńcami na twarzy, wyraźnie zadowolony, chłopaki siedzieli na kanapie, jeden z nich skręcał jointa. - Uuu Młody... Kot cię podrapał hehehe. - Spierdalaj! - Dobra, dobra... No ale co, podobało się? - Noo w sumie tak! - Jak chcesz to możesz dokończyć, wątpię żeby się drugi raz wyrywała. - Jak zjaramy... - Oo dobrze mówisz, zapalimy, pośmiejemy się i druga rundka - Maciek usiadł między kolegami, zadzwonił do Grubego, pytając kiedy będzie, ten powiedział, że za jakieś pół godziny.

Kilka minut później najmłodszy z chłopaków, wstał z kanapy, i powiedział że idzie do niej zajrzeć, i zaznaczył żeby mu nie przeszkadzać. - KURWA!!!! Kurwa!!! Ja pierdolę!!! - Krzyczał po chwili z pokoju, chłopcy natychmiast poderwali się

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zimowy Chłód — czytnik · opowiadania