Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 15 min czytania

"Złamana zapałka"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nazywam się Jan Poraszka. Mam 72 lata, a od dobrych 5 mieszkam w Domu Starców przy ulicy Kwiatowej w Poznaniu. Ten majowy poranek zaczął się jak wszystkie inne- monotonnie i bez jakikolwiek emocji. Dla mnie jednak miał pewne głębsze znaczenie- dokładnie 34 lata temu po raz ostatni widziałem moją ukochaną. Odpędziłem od siebie ponure myśli i udałem się do naszej wspólnej jadalni, która przyprawiała mnie o mdłości. Nienawidziłem tego miejsca, bo wszyscy się na mnie gapili i zagadywali pod byle pretekstem, tylko po to, by się czegoś o mnie dowiedzieć. Nie lubiłem opowiadać o sobie. Gdyby moje życie było miłe i ciekawe, pewnie byłoby zgoła inaczej. Ale ja niestety nie miałem się czym pochwalić. Usiadłem przy jedynym wolnym stoliku i beznamiętnie zabrałem się do jedzenia znienawidzonej przez wszystkich ( a szczególnie przeze mnie) zupy mlecznej. Nagle do jadalni weszła drobna pomarszczona staruszka ( w sumie zdziwiłbym się, gdyby było inaczej) i ogarnęła zdezorientowanym wzrokiem całą salę. Od razu skojarzyłem, że to ona jest tą nową mieszkanką, o której tak namiętnie rozmawiały dwie kobiety siedzące przy sąsiednim stoliku. Nieznajoma spojrzała na mnie pytającym wzrokiem i zaczęła zmierzać w moim kierunku. Spojrzałem na nią gniewnie i rozejrzałem się dookoła, chcąc jej pokazać inne wolne miejsce- zrezygnowany stwierdziłem, że takowego niestety nie było. Przesunąłem gwałtownie talerz w swoją stronę i wylałem połowę jego zawartości na kwiecistą ceratę. Zakląłem pod nosem i wytarłem ją moją własną chustką do nosa. Staruszka uśmiechnęła się pod nosem i usiadła naprzeciwko mnie. -Mam na imię Michalina- powiedziała wyciągając rękę na powitanie. Drgnąłem na dźwięk jej imienia i mruknąłem- Jan- niedbale ściskając jej drobną dłoń. Michalina zabrała się do jedzenia mrucząc- nie cierpię zupy mlecznej. Nie wiedząc czemu, rozbawiła mnie jej uwaga i uśmiechnąłem się do niej mówiąc- ja też jej nie znoszę. – Długo tu mieszkasz?- zapytała. Na początku zacisnąłem zęby i chciałem odruchowo powiedzieć jej kilka niemiłych słów na temat wtrącania się w nie swoje sprawy, ale zorientowałem się, że jej pytanie wcale mnie nie zdenerwowało. –Od pięciu lat- odparłem będąc w lekkim szoku. - To dość długo- odparła, a w jej głosie było słychać lekkie zmieszanie. -Owszem, długo- przytaknąłem i nie wiedząc, co mam dalej powiedzieć. Od tego pamiętnego śniadania Michalina stała się moją jedyną przyjaciółką. Ona była bardzo miła dla wszystkich (w przeciwieństwie do mnie), ale to ze mną spędzała najwięcej wolnego czasu. Nasza przyjaźń była bardzo skomplikowanym uczuciem, ponieważ najczęściej po prostu milczeliśmy, słuchając wspólnie muzyki czy czytając książki, w pokoju któregoś z nas. Pewnego dnia Misia gorzej się poczuła i nie mogła wstać z łóżka. Postanowiłem ją odwiedzić- ubrałem się, wziąłem kilka płyt i jakieś książki i zapukałem cicho do jej pokoju. -Proszę- odpowiedział mi jej cichutki głos, a ja nieśmiało wszedłem do środka. Leżała na łóżku blada i jakoś tak dziwnie zapadnięta w sobie, na mój widok uśmiechnęła się lekko i wskazała drżącą dłonią fotel stojący przy jej posłaniu. Usiadłem na nim zachęcająco machając przyniesionymi przeze mnie rzeczami. -Wybacz, ale nie mam dzisiaj ochoty na czytanie- powiedziała spoglądając na mnie przepraszającym wzrokiem. -To nic- odparłem- możemy przecież posłuchać muzyki. - Na muzykę też dzisiaj nie mam ochoty- powiedziała zamykając oczy. -To co będziemy robić? – zapytałem zdziwiony, bo Michalina zawsze miała ochotę na muzykę i książki. - Jestem trochę zmęczona- powiedziała, a ja od razu zrozumiałem, że mam sobie iść. Wstałem i już miałem otworzyć drzwi od jej pokoju, gdy usłyszałem: - Gdzie idziesz? Przecież nie kazałam ci wychodzić. -Mówiłaś, że jesteś zmęczona. – odparłem zdziwiony -Bo jestem i dlatego nie chce niczego czytać, ani skupiać się na muzyce. Chce, żebyś sobie ze mną posiedział i mi o czymś opowiedział. -Opowiedział?- mruknąłem niechętnie- Z góry mówię, że nie znam żadnych bajek- dodałem ironicznie. Uśmiechnęła się lekko- Nie, bajek mi nie musisz opowiadać. Opowiedz mi coś o sobie- powiedziała słabo spoglądając mi w oczy. -Nie jestem ciekawym tematem do opowiadań- odparłem siadając na powrót w fotelu. I tak wiedziałem, że jestem na przegranej pozycji. - Proszę. Przyjaźnimy się już od 5 miesięcy, a ja znam tylko twoje imię. - Ja tez nic o tobie nie wiem. Nigdy mi o niczym nie opowiadałaś. - Bo nie prosiłeś. A ja cię teraz proszę. - Dobrze- odparłem zrezygnowany- obiecaj mi tylko, że po usłyszeniu mojego popapranego życiorysu nadal będziesz chciała mnie znać. - Oczywiście, że będę chciała. O to nie musisz się obawiać. Oparłem się wygodnie i po krótkim zebraniu myśli i zacząłem opowiadać: Nazywam się Jan Poraszka. Urodziłem się 72 lata temu w Krakowie. Mam dwóch braci i siostrę. Mam albo miałem – nie mam pojęcia, co się teraz z nimi dzieje. Zawsze wstydziłem się swojego nazwiska- czułem się tak, jakby ktoś z góry zaplanował mi moje życie i skazał je na niepowodzenie. A w dodatku był bardzo niedbały i napisał je z błędem… - zaśmiałem się cicho- W szkole szło mi średnio, skończyłem technikum mechaniczne i zacząłem pracę jako mechanik w jednym z krakowskich warsztatów. Jako nowy i młody pracownik, byłem tak traktowany jak ostatnie popychadło, co dodatkowo podkopywało moją pewność siebie, której i tak nie było za dużo. W wieku 23 lat poznałem piękna, mądra kobietę. Miała na imię Małgorzata. Pracowała jako nauczycielka w szkole podstawowej. Po niecałym roku znajomości pobraliśmy się, a ja chcą się odciąć od przeszłości przyjąłem jej nazwisko- Augustowicz. Po dwóch latach szczęśliwego małżeństwa urodziło nam się dziecko. Chłopczyk- nazwaliśmy go Igor. Niestety dwa miesiące po porodzie okazało się, że dziecko jest bardzo chore. Miał nieuleczalną wadę serca i zmarł po zaledwie pięciu miesiącach życia. Małgorzata nie mogła się z tym pogodzić. Wpadła w depresję. Płakała całymi dniami, przestała chodzić do pracy. Pewnego dnia, gdy wróciłem z warsztatu, nie zastałem nikogo w domu. Zacząłem przeszukiwać wszystkie pokoje- bałem się, że zrobiła sobie coś złego. Na stole w kuchni znalazłem list. Napisała, że nie może dłużej ze mną mieszkać, bo wspomnienia nie dają jej żyć. Stwierdziła, że śmierć dziecka pozwoliła jej przejrzeć na oczy i zrozumiała, że już mnie nie kocha. Przeprosiła mnie za wszystko i poprosiła, żebym nigdy jej nie szukał i nie martwił się o nią, bo znalazła już kogoś, kto się nią zaopiekuję. Zrobiłem tak, jak mi kazała. Nie szukałem jej. Czułem się strasznie. Ciągle mi się wydawało, że jeszcze ją kocham. Śmierć dziecka, odejście żony… To wszystko sprawiło, że przestałem o siebie dbać, nic mnie nie obchodziło. Mój szef tez to zauważył i wyrzucił mnie pracy. Postanowiłem wziąć się w garść. Sprzedałem mieszkanie i wyjechałem z Krakowa. Przez parę miesięcy jeździłem po Polsce w poszukiwaniu jakiegoś miejsca, w którym poczułbym się choć odrobinę lepiej. Takim miejscem okazały się Bieszczady. Góry, zieleń, otwarta przestrzeń- to było coś, czego potrzebowałem. Zatrudniłem się w warsztacie samochodowym i wynająłem maleńki pokoik u pewnej staruszki. Chodziłem do pracy, spotykałem się ze znajomymi- było mi dobrze, ale po 5 latach takiego życia stwierdziłem, że już mi to nie wystarcza. Nadeszło lato, czas, w którym miałem dużo

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
"Złamana zapałka" — czytnik · opowiadania