Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Rodzina · 8 min czytania

Złe

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Leżę na twardej kozetce w ciasnym pokoiku. Jest bardzo jasno i cicho. Gdzie są wszyscy? Ach, tak, poszedł po lekarza. Nie wraca. Czuję, jak coś przeciska się w głębi mojego podbrzusza w dół. "Nie, nie teraz" - szepczę błagalnie. Moje oczy wilgotnieją, a na czoło występują krople potu. "Pomocy!" - krzyczę, ale nikt nie nadchodzi. Jestem sama, zupełnie sama. Moja ręka wędruje w okolice ud, gdzie napotyka wilgotny czubek małej główki. Rozpaczliwym gestem próbuję wepchnąć ją z powrotem, do wewnątrz. Tam będzie bezpieczna. Mam przeczucie graniczące z pewnością, że jeśli urodzę w tej chwili, sama, bez fachowej pomocy, stanie się coś złego. "Proszę, nie możesz teraz, poczekaj, proszę..." - wymawiam te słowa jak zaklęcia.

Dwa dni później mam kolejny sen. Stoję w białym labiryncie o wysokich ścianach. W dłoni ściskam rączkę, należącą do małego chłopca o łobuzersko roześmianej twarzy. Ma na sobie krótkie spodenki i czapkę z daszkiem, a kiedy rozchyla usta w uśmiechu, ukazują się dwie duże białe jedynki, jak u wielkanocnego zająca. Nagle chłopiec wyrywa się i ucieka. "Mamo, złap mnie!" - krzyczy zaczepnie i znika za rogiem. Rzucam się w pogoń za nim, ale nie znajduję go za zakrętem. Przemierzam kolejne alejki - bez skutku. "Gdzie jesteś?! Wracaj!" - mój głos niknie w przestrzeni, wchłonięty przez białe mury.

2010

Witaj. Nie spodziewałam się Ciebie. Pojawiłeś się tutaj tak nagle, że nawet nie zdążyłam się zastanowić nad tym, jak będzie wyglądało moje życie, kiedy w nim zagościsz. Gdy teraz o tym myślę, wiem już - nie jestem jeszcze gotowa na twoją wizytę. To zła pora. Wszystko mam poukładane: każda szufladka mojego istnienia jest w tej chwili wypełniona, żadna z nich nie jest póki co podpisana twoim imieniem. Przez ciebie będę musiała dokonać w nich wielkiej rewolucji. Wszystko wyrzucić na jedną stertę, a potem uporządkować na nowo. Niektóre z tych rzeczy powędrują gdzieś na dno, będą też takie, których, chcąc nie chcąc, pozbędę się na zawsze. Tak, pozbędę się paru moich marzeń. Ty zajmiesz najwyższą i najbardziej przestronną szufladę. Bo taka jest kolej rzeczy. "Hej! Wszystko będzie w porządku! Nie martw się!" - mówi On, ale oprócz tych słów nie potrafi dać mi żadnej recepty na to, w jaki sposób będziemy sobie radzili z twoją obecnością. Gdybym tylko mogła cofnąć czas... Na pewno mocniej zaryglowałabym przed tobą drzwi. Teraz jestem już bezsilna, więc wypieram w zakamarki nieświadomości fakt, że jesteś. Próbujesz o sobie przypomnieć na różne sposoby, ale staram się to ignorować, tak jak właściciela hotelu nie interesuje, co w zaciszu swoich pokoi robią jego goście, dopóki robią to nie czyniąc hałasu. I gdy już prawie przechodzę nad tym do porządku dziennego, pewnego poranka dzieje się coś dziwnego. Budzę się dosyć wcześnie, jak gdyby coś mnie do tego zmusiło. Wstaję i dostrzegam na prześcieradle karminową plamę. Spoglądam w dół mojej koszuli nocnej, gdzie widnieje bliźniaczo podobny kleks. Nie rozumiem. Czyżby to wszystko to był tylko zbyt realistyczny sen? Nie, to dzieje się naprawdę, choć zupełnie nie brałam pod uwagę takiej opcji. Ubieram się i udaję tam, gdzie ktoś na pewno powie mi, co się ze mną dzieje. Dalej wszystko dzieje się jak w zwolnionym tempie. Łóżko, tabletka, krew, igła, łóżko, tabletka, krew, igła... Przygląda ci się człowiek w białym fartuchu. "...gie es de sześć i siedem... ce er el cztery i dwa..." - jak przez mgłę docierają do mnie jego słowa, które skierowane są ku sumiennie notującej te dziwne liczby kobiety siedzącej za ścianą. "Proszę pisać dalej..." - na moment zawiesza głos i rzuca szybkie spojrzenie w moją stronę - "nie zarejestrowano." - referuje rzeczowym tonem. Opuszczasz mnie trzy dni później. Kobieta z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%