Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 13 min czytania

Złe uczucia cz2/4

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kapitan Samuel Salmowski przyglądał się swojej twarzy. Lubił lustra. Być może nie był najprzystojniejszym facetem na Ziemi, być może blizna na policzku nie dodawała mu uroku, ale nie przeszkadzało mu to. chwycił brzytwę i zaczął ściągać krem do golenia z policzków i podbródka. Wziął prysznic, zjadł śniadanie i ubrał mundur. Mieszkał sam. Mimo trzydziestki na karku, nie miał zamiaru się wiązać, wszystko podporządkował karierze. Zapowiadał się ciekawy dzień. Złapali członka PAWu, a Samuel lubił przesłuchiwać. I był w tym naprawdę dobry.

Do szkoły oficerskiej wstąpił w wieku dwudziestu lat. Chciał, jak ojciec służyć w Armii Europy. Jednak już na drugim roku zainteresował się nim wywiad. Salmowski wykazywał się ponadprzeciętną inteligencją, oraz wielką lojalnością wobec władzy. Kiedy skończył studia, wcielono go do komórki warszawskiej i musiał wyprowadzić się z ukochanego Kijowa. Ale nie żałował. Praca pochłonęła go całkowicie. Chętnie zdobywał nową wiedzę, wykonywał bez szemrania wszelkie rozkazy. Szybko awansował na podporucznika. Jak gończy pies tropił członków ruchu oporu. I był w tym bardzo skuteczny. Wtedy to objawił się jego talent do torturowania. Był okrutny i systematyczny w swym okrucieństwie. Potrafił zadawać pytania i otrzymywał na nie odpowiedzi. Stał się postrachem spiskowców.

Był tak niebezpieczny, że postanowili go usunąć. Obserwowali, śledzili, badali jego zwyczaje. Aż wreszcie nadarzyła się odpowiednia okazja. Był sam, bez obstawy. Kupował kwiaty, na grób brata, ktory umarł jako dziecko. Co trzy miesiące jeździł do Kijowa, odwiedzać rodziców i zmarłego. W Kijowie zachowywał się jak cywili. Miał przy sobie krótki pistolet, lecz nie był tak czujny, jak w stolicy. Wtedy nastąpił atak. Trzech zamachowców rzuciło się na młodego oficera. Otrzymał cztery pchnięcia nożem w brzuch. Z tego ataku pochodziła także blizna na policzku. Uciekli, nie sprawdzając czy zginął. I to był ich błąd. Trafił do szpitala. Stan był ciężki. Lekarze obawiali się, że umrze. Jednak miał silny organizm, poza tym kijowska klinika była na bardzo wysokim poziomie. Przeżył. Do pełnej sprawności powracał kilka miesięcy, jednak rehabilitacja przebiegała poprawnie. Wielu po takim zamachu traciło zapał. Zaczynali się bać. Lecz jemu zdarzenie to dodało energii. Był gotowy do walki. Otrzymał kolejną szansę i postanowił ją wykorzystać. Stał się jeszcze bardziej okrutny i jeszcze bardziej pracowity niż dotychczas. Jedynym czego teraz pragnął, była zemsta. Poświęcał każdą możliwą chwilę służbie. Stał się bardzo niebezpieczny.

Tego dnia cieszyła go myśl, że złamie kolejnego człowieka w drodze do celu, jakim było zniszczenie PAWu. Wbiegł szybko po schodach prowadzących do gmachu wywiadu, przywitał strażników i udał się do swojego gabinetu. Przejrzał spokojnie pliki, których nie był w stanie przeczytać dnia poprzedniego i zadzwonił do głównego strażnika. Otrzymał informację na temat stanu osadzonego i zaparzył kawę w ekspresie. Miał niewiele namiętności, praca była dla niego wszystkim, ale nadal kochał kawę. Mocną czarną i gorzką. Zakochał się w niej na pierwszym roku studiów i nie potrafił zrezygnować z tego czarnego wywaru. Wziął duży biały kubek z logiem Urzędu do Walki z Terroryzmem i ruszył na przesłuchanie.

Więzień nazywał się Marek Stanowicz, był księgowym w jednym z prywatnych banków. Samotny mężczyzna w wieku trzydziestu czterech lat. Poza tym, od ponad dziewięciu lat członek PAWu. Zdołano ustalić, że przekazywał niewielki promil z największych obsługiwanych przez siebie transakcji, na prywatne konto. Wydawało się, że sprawa leży w kompetencjach policji skarbowej i wywiad nie powinien się nią zajmować. Jednak Stanowicz nie wydawał tych pieniędzy, a mimo to były wypłacane. Nie ustalono komu przekazuje gotówkę. Musiała to być większa grupa ludzi. Na tej podstawie wyciągnięto, jak się okazało słuszne wnioski. Aresztowano go i przyznał się po dwóch godzinach bicia. Nic więcej nie chciał zdradzić. UWTowi zależało na jak najszybszym zdobyciu informacji, lada chwila członkowie ruchu podziemnego mogli się dowiedzieć o zatrzymaniu. Wtedy PAW miałby możliwość przeprowadzić odpowiednie działania minimalizujące straty. Szybkość była na wagę złota. Dlatego już tego samego dnia został powiadomiony kapitan Salmowski.

Szedł teraz białymi korytarzami urzędu, uważając aby nie uronić ani kropli pysznego napoju. Czujnik rozpoznając oficera, rozsunął drzwi. Wszedł do ciemnego pomieszczenia. Postawił delikatnie kubek na stoliku, uprzednio upijając trochę kawy. Poza stolikiem w pokoju była długa ława, na której ułożono narzędzia służące do wydobywania informacji z więźniów, oraz dwa krzesła. Jedno było puste, należało do przesłuchującego, na drugim siedział Stanowicz. Jego twarz była sina. Resztę ciała miał okrytą czerwonym kombinezonem. Kapitan przyglądał mu się przez chwilę w milczeniu, po czym zapytał. - I co, opłacało się łamać prawo? Kraść, współpracować z przestępcami, działać na szkodę porządku i władzy? Milczysz. Rozumiem, wciąż wierzysz w te kłamstwa, które w twoim mózgu zaszczepili rewolucjoniści – ostatnie słowo zaakcentował wyraźnie i uśmiechnął się szyderczo. – Nazywam się Samuel Salmowski i jestem kapitanem Urzędu do Walki z Terroryzmem. Pewnie o mnie słyszałeś. A jeśli nie, to wierz mi, za godzinę będziesz mnie pamiętał do końca życia. Tylko od ciebie zależy, jak długo to życie będzie trwało.

Odwrócił się od więźnia, wypił duży łyk kawy, po czym odstawił kubek i stał chwilę w milczeniu. Nagle chwycił gumową pałkę i uderzył Stanowicza w czoło. Ruch był tak szybki i niespodziewany, że przesłuchiwany nie zauważył nic, poza okropnym bólem czaszki. Salmowski wściekłym wzrokiem przyglądał się swej ofierze. Następnie uderzył go trzy razy po udach i odłożył narzędzie. Wcisnął jeden z guzików na ławie, uruchomiając wyciąg, który z sufitu opuścił łańcuch. Przypiął go do kajdanek, którymi więzień miał spięte ręce za plecami. I łańcuch zaczął podciągać go do góry. Przesłuchiwany zawył, czując jak wyrywają mu się stawy. Kapitan znów chwycił za gumową pałkę i zaczął bić Stanowicza. Nie bił zbyt mocno. Nie chciał, aby więzień stracił przytomność. Kiedy się zmęczył. Opuścił go na krzesło i pomógł na nim usiąść. Odpiął łańcuch i sam usadowił się naprzeciwko, otarł pot z czoła i zaczął mówić spokojnym i rzeczowym tonem. - Zmęczyliśmy się…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Złe uczucia cz2/4 — czytnik · opowiadania