Akcja · 15 min czytania
zlecenie. rozdział 8
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 8
Po paru dniach, kiedy nie miał nic do roboty i opisywał na kartkach kolejne ze swoich zleceń, znowu zadzwonił telefon. Na jakiejś imprezie zaginął ważny biznesmen, podejrzewano, że padł ofiarą morderstwa. Nie znaleziono ciała, więc potrzebowali kogoś, kto potrafił myśleć jak zabójca. Kogoś takiego, jak on. Była to jedna z niewielu chwil, gdy czuł się potrzebny, choć i tak nie zmieniało to jego uczuć do świata i samego siebie… Pojechał na miejsce. Partactwo! Tylko tym mógł określić to co oni tam zrobili. Ale cóż, to nie była jego sprawa... Po udzieleniu pomocy i podaniu wskazówek udał się z powrotem do swojego mieszkania. Wtedy zadzwonił po raz kolejny telefon. Dzwonił jeden z szefów agencji. - Pan Sharp? Mamy ciężką sytuację dyplomatyczną w Rosji… -I co z tego? – ze znudzeniem odpowiedział. -Poproszono CIA o rozwiązanie tej delikatnej sprawy, ale w Moskwie ostatnio mamy za mało agentów… siedzi tam obecnie poza kilkoma stałymi jedna czynna agentka, ale to zdecydowanie nie wystarczy. -I niby ja mam tam pojechać? - zirytował się Sharp. -Dokładnie. -Przecież miałem nie brać udziału w misjach. -Tak, wiemy, ale tu trzeba działać w miarę szybko, a potrzebny jest agent, który zna tamten świat przestępczy. -Trudno, pojadę. – mówiąc to, westchnął. – O co dokładnie chodzi? Sprawa była naprawdę poważna. Jakaś grupa przestępcza zaczęła eliminować amerykanów, którzy przebywali w Rosji, zaś rosyjskie FSB nie potrafiło (albo nie chciało) sobie z tym poradzić. Doszło do tego, że ta sytuacja groziła zerwaniem stosunków dyplomatycznych między Federacją Rosyjską a Stanami. Sharp poleciał prawie natychmiast, samolotem należącym do CIA. Razem z nim leciało kilku innych agentów, którzy też mieli zająć się tą sprawą. Każdemu z nich miał pomóc miejscowy agent. Mógł czuć się wyróżniony, gdyż kiedy oni z przydziału dostali standardowych pracowników, mu przypadła właśnie ta agentka specjalna – a więc dużo wyżej ceniona w CIA. Po kilkunastu godzinach lotu był już na lotnisku w Moskwie. Tam spotkała go niespodzianka gdyż… - To… ty! – usłyszał znajomy głos. Rozejrzał się i zobaczył…zobaczył JĄ. Znowu przypomniał mu się Paryż i jego ostatnia wizyta w Moskwie. - Witam – powiedziała. – Ty też jesteś z CIA? - Dopiero od niedawna – odpowiedział z uśmiechem. - A ty jesteś tą agentką w Moskwie? Przecież niedawno byłaś w Paryżu. - Przenieśli mnie tu po tym, jak tam zawaliłam pewną sprawę. A teraz dodatkowo mamy tu misję. I powiedziała mu o tym, jak osoba, którą miała tam ochraniać została zabita. On wtedy pojął jedną rzecz. To przecież on wyeliminował tamten cel. Wtedy przyznał się jej, że był płatnym zabójcą i że to on… Potem przez kilka godzin była na niego naprawdę obrażona, pomimo że ją przepraszał…. W końcu jednak powiedziała: - A tam, co się stało to się nie odstanie. Musieli potem iść do kostnicy, żeby zobaczyć ciała. Na miejsce wpuszczono ich po tym, jak ona pokazała legitymacje CIA, i powiedziała, że współpracuje z FBS. W kostnicy prowadził ich niski facet, mający około 30 lat, o szczurowatym wyglądzie. - To jest najświeższy, przywieziono go przed dwoma dniami – powiedział wyciągając jedną z szuflad, w których trzymano zwłoki. Trup był naprawdę makabrycznie zmasakrowany, jakby go jednocześnie spalono i pocięto. Miał ucięte obie dłonie. Widząc ten widok, ona omal się nie porzygała, a i on miał pewne problemy z utrzymaniem śniadania tylko dla siebie. -To nie jest robota płatnego mordercy. – powiedział. -Skąd wiesz? Choć może takiego specjalisty w tym fachu nie powinnam pytać…- w jej słowach była bardzo wyraźna drwina.. Partnerka była sceptyczna? Dobrze! Mógł się popisać elokwencją: -Takie coś nie jest profesjonalne, płatny morderca wykonuje zlecenie czysto, nie w tak brutalny sposób. Nie brudzi sobie rąk. To raczej robota wynajętego jakiegoś podpłaconego pospolitego przestępcy lub psychopaty. Również opłacone takiej osobie działania mafijne. Tacy nie cofną się przed niczym. - Co za dokładna analiza – powiedziała, a sarkazm w jej głosie świadczył o tym, że jednak do końca nie zapomniała o tym co przez niego straciła w Paryżu. Udał jednak, że tego nie słyszał. Wykluczając chwilowo psychopatę, to kto chciałby wpłynąć na pogorszenie stosunków amerykańsko-rosyjskich? – zapytał. - Pewnie czeczeńska mafia – powiedziała, więc kontynuował: - Moim zdaniem to dobry trop, ale nie mamy na to żadnych dowodów, by móc przedstawić tą poszlakę władzom. - To ty kombinuj nie jestem jeszcze w pełni pracownikiem CIA, choć od razu dali mi za pierwszą misję wysoki stopień. - To może nie informujmy szefostwa. - Rób, co chcesz, moim zdaniem to niezły pomysł. Tymczasem w ramach… przeprosin za Paryż, chciałbym cię zaprosić na obiad. Zgadzasz się? - Zgoda – odpowiedziała. To była wykwintna restauracja. Wino, krewetki, homar czy kawior. I, jak to w Rosji bywa, dużo alkoholu, zwłaszcza wódki. Po lampce wina zamówił butelkę smirnoffa. Ona wypiła dwa kieliszki, on – pół butelki. -Ty nie masz jakiś problemów z alkoholem? – spytała się. -To pomaga ukoić ból – odpowiedział. -Co się stało? -Od wypadku, w którym zginęła moja żona, jestem samotny, a nie potrafię się kontaktować z ludźmi, czuję, że się starzeję. Najgorsza jest samotność… - A próbowałeś coś z tym zrobić? – spytała, wyraźnie zaintrygowana. - Próbowałem –prawie krzyknął – ale nie potrafią sobie z tym poradzić. Pół roku. Tyle upłynęło od ślubu do jej śmierci. Tylko pół roku byliśmy razem. Wypadek z ciężarówką – bolesne wspomnienia powodowały, że mówił z trudem. – ja z tego wypadku wyszedłem cało ale ona… parę dni walczyła o życie w szpitalu. Przegrała tą walkę. Za miesiąc będzie dziesiąta rocznica jej śmierci… - przerwał i naprawdę posmutniał od bolesnych wspomnień. - Współczuję – powiedziała mu, wyraźnie wzruszona jego historią. Przez dłuższy czas żadne z nich się nie odezwało. Potem przyniesiono następne danie i zajęli się jedzeniem. Po paru minutach on się odezwał - No, a ty? Jaką masz przeszłość? - No cóż, to dosyć długa i nieciekawa historia… - Nie wykręcisz się. - Dobra, co mi tam. Naprawdę sporo się dowiedział o swojej przyjaciółce. Nazywała się Emily Racpol, Miała 32 lata. Wychowana w miarę zamożnej rodzinie, skończyła studia, ale potem nie potrafiła urządzić sobie życia. W końcu po wielu zbiegach okoliczności, trafiła do CIA, tu jednak miała różne powodzenie. Trzy ostatnie sprawy - w tym oczywiście ta, którą tak popisowo zepsuł George - skończyły się niepowodzeniem. Przez to została zdegradowana i wysłana jako agentka na rutynową misję do Moskwy. A liczyła że dzięki obecnej sytuacji zdoła się wybić. - Jak ostatnio się spotkaliśmy podałaś mi e-mail, pamiętasz? – przypomniał sobie o rozczarowaniu, które go spotkało. - Jak tylko że nie miałam czasu wrócić do kraju, a tu na komputerach jest blokada, by żadne ważne dane nie wyciekły - Czyli próbowałem cię znaleźć w miejscu gdzie cię nie było. Ironia losu.. - Trudno, już po fakcie. Mam nadzieję że się na mnie nie obrazisz. - Powinienem po tym jak się pogniewałaś za zepsucie misji. Potem skończyli kolację, on…