Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 8 min czytania

Zlecenie. rozdział 9 + epilog.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 9

- Nareszcie w domu – powiedział do siebie. To co mu się niedawno udało wprawiało go w dumę... w końcu przekonał jedną z lepszych zabójczyń do wejścia do agencji. Modliszka była świetna, i zawsze wysoko się ceniła. Miał sporo czasu wolnego, szefostwo nie poinformowało go jeszcze o jakiejkolwiek innej misji. Nie zwrócili się go niego przez kilka dni. Ona też w tym czasie się nie pojawiła, co było niemiłym rozczarowaniem, ale było zrozumiałe, gdyż ciągle mogła być w Moskwie. Sharp żałował, że nie mogła przyjechać, ale nic z tym nie mógł zrobić. Któregoś dnia to się jednak skończyło. Dzwonił Michael Jumpwood, który miał ważną sprawę, wprost zagrażającemu bezpieczeństwu. -...Przed miesiącem go zgubiliśmy, teraz go mamy, ale nie możemy go ruszyć! Wiadomość, którą przechwyciła policja w Kalifornii była zaszyfrowana i nie stanowi przez to żadnego dowodu! To naprawdę kryzysowa sytuacja! -Spokojnie... -Jak mogę być spokojny, kiedy Gonzeau donosi, że za kilka dni facet się wysadzi w metrze! -A co ja niby mam zrobić? -Możemy dać ci jego adres. Mógłbyś go śledzić, by w odpowiedniej chwili wyeliminować. Nie zabić, nie lubię niepotrzebnych morderstw w moim rewirze, no chyba że wyższe szefostwo karze, a chwilowo jest za opcją „eliminacji”. Gonzeau może dostarczyć skrypt wiadomości. George odłożył słuchawkę. Chcieli, by wyeliminował terrorystę. To było jak dawne zlecenia. Teraz nie chciał zabijać, ale miał ciężki wybór – teoretycznie albo go zabije, albo zaryzykuje, i go nie zabije zostawiając fanatyka przy życiu w więzieniu, z którego i tak by wyszedł... albo nic nie zrobi i wtedy zginie kilku niewinnych ludzi. Nie wiedział co robić. A tak chciał przestać zabijać. W Rosji, co prawda, zabił bez konieczności, ale wtedy działały emocje, nie kontrolował się. Teraz tego żałował, tak jak tego że przystał na współpracę bez większego oporu ale skoro już podjął taką decyzję… Zadzwonił do Jumpwooda: - Dobra wykonam to. – powiedział do niego. - Tylko musisz się upewnić, że to naprawdę terrorysta. – tym razem Jumpwood był spokojniejszy. - Gonzeau może się mylić, to tylko podsłuch, pomyłka jest możliwa. Nieliśmy niedawno taką pomyłkę, i nie chcemy, by zginął czy ucierpiał ktoś niewinny. Teraz, mimo że jesteśmy prawie pewni, nie zaryzykujemy. Ja osobiście wolałbym, żeby poszło bez rozlewu krwi. -W sumie ja też. Dobrze. Następnych kilka dni spędził w Nowym Jorku, śledząc potencjalnego terrorystę. Był zawsze o krok z tyłu, czając się niczym sęp przy ofierze. Obserwował jak ten kupuje gazety. Je w McDonaldzie. Jeździ metrem. Wykonuje czynności na pozór normalne. Jednak były i dziwne spotkania. Po jednym z nich wyszedł z niewielką paczką. Sharp, który czekał, aż ten wyjdzie ze spotkania, nudził się. W międzyczasie zadzwonił telefon. To był Jumpwood. -Sharp? Słuchaj jest ważna zmiana. Wpłynąłem na szefostwo, nie chcę trupów w moim rewirze, nie wolno ci go zabić! – w jego głosie słychać było jaki Jumpwood ma stosunek do przemocy. -Ale wcześniej, mówiłeś że mogę go zabić. Zresztą to dobrze, ja też nie chcę zabijać. -No, nasz go tylko unieszkodliwić, weźmiemy go na przesłuchanie, potem zapraszam do biura, należy się coś za pomoc. -OK., żaden problem. A potem zapraszam na piwo. Słyszałem, że kręcisz się około jednej agentki, więc ją też możesz zaprosić. -Dobra, moje sprawy zostaw w spokoju – powiedział Sharp, ale się uśmiechnął Jumpwood naprawdę bał się przemocy, ale mimo tego był całkiem sympatycznym osobnikiem. Można było się z nim zaprzyjaźnić. Tymczasem obserwowana przez niego osoba wyszła z budynku i skierowała się w stronę wejścia do metra. Podążył za nim. Czuł że będzie musiał wkrótce szybko zadziałać. Wszystko będzie zależało od jego pewności działania. Wszedł do metra za nim. Wagon był cały zapełniony ludźmi. Wtedy Sharp zauważył, że terrorysta (Sharp tak w myślach

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%