Duchy · 9 min czytania
Zło w przeźroczystej postaci
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Któregoś dnia kobieta, która była medium wybrała się na cmentarz, na grób swojej siostry. Medium to rzadko spotykani ludzie, którzy potrafią komunikować się ze zmarłymi oraz mają prorocze sny. Często też zdarza się, że tacy ludzie mają intuicję tak dobrą, iż uważani są za ludzi czytających w myślach. Allison – tak miała na imię medium – była średniego wzrostu, miała krótkie, jasne włosy oraz ciemnoniebieskie oczy. Nie była szczupła, ale do osób grubych też nie należała. Ludzie często nazywali ją Lil. Lil, stojąc przy grobie siostry zauważyła płaczącego mężczyznę. Widać było, że ma jakiś wielki problem, więc chcąc pomóc mężczyźnie, podeszła do niego i przedstawiła się. Oczywiście nie powiedziała mu kim jest, gdyż i tak by jej nie uwierzył. Chwilę później okazało się, że mężczyzna ma na imię Mark, i że niedawno uległ wypadkowi, w którym zginęła jedna osoba. Mark przyszedł na grób nieżyjącej kobiety, ponieważ sądził, iż zginęła przez niego. Kilka godzin później Allison miała spotkanie w urzędzie pracy, bo ostatnia firma , która zajmuje się inżynierią, tak jak Allison, zbankrutowała i niestety musiała zostać zamknięta. Jak co miesiąc od około pół roku Allison wychodzi z urzędu pracy niezadowolona, co oznacza, że nie znalazła pracy. Wieczorem Lil relaksując się przy filmie z wypożyczalni, popijała tanie wino, i właśnie wtedy usłyszała hałas dobiegający z jej kuchni. Mieszkała sama, więc ogarnęło ją lekkie poczucie strachu. Chwilę później chwiejnym krokiem dotarła do miejsca, z którego dobiegały dziwne dźwięki. Okazało się, że w jej mieszkaniu był Mark. Allison strasznie się zdziwiła, ponieważ nie przypominała sobie, żeby kogoś zaprosiła, ani tym bardziej, że otwierała komukolwiek drzwi, wobec tego krzyknęła „Skąd się tu wziąłeś?!”. W odpowiedzi usłyszała, że musiał ją odwiedzić, bo tylko ona go widzi i potrafi mu pomóc. Allison nie mogła uwierzyć własnym oczom. Okazało się Mark także zginął w wypadku, o którym opowiadał, co mogło oznaczać tylko jedno - był duchem!!! Od czasu, kiedy Lil dowiedziała się kim tak naprawdę był mężczyzna poznany przez nią na cmentarzu, minęło kilka tygodni, ale stan w jakim znajdował się jej nowy znajomy, nie przeszkadzał jej w zaprzyjaźnieniu się z nim. Także ich przyjaźń z każdym dniem stawała się coraz silniejsza, aż przerodziła się w miłość. Widywali się prawie codziennie. Pewnego deszczowego dnia, kiedy się spotkali, Allison nie wytrzymała i zapytała: - Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? - Oczywiście, że pamiętam. Tego nie da się zapomnieć. W końcu mnie widziałaś, co od czasu wypadku jeszcze mi się nie zdarzyło – odpowiedział delikatnym głosem Mark. - Bo wiesz... – ciągnęła Allison – nurtuje mnie pewne pytanie. - Pytaj. Nie mam przed tobą niczego do ukrycia – mówił śmiało duch. - Dlaczego wtedy płakałeś? – zapytała drżącym głosem kobieta Ale on widocznie nie chciał rozmawiać na ten temat, więc odpowiedział krótko: ‘Chodziło o moją matkę” - Jak to? Wiem, że nie chcesz o tym rozmawiać, ale czy coś jej się stało? – spytała przerażona Allison - Pamiętasz jak kiedyś mówiłem ci o kobiecie, która razem ze mną zginęła w wypadku? - tak. Pamiętam, pamiętam. – rzuciła szybko Lil - No więc – kontynuował Mark – niedługo po tym wypadku, jej mąż zabił moją matkę. - Co??? Ale dlaczego? Jesteś pewien, że to on? – Allison mówiła tak szybko, że prawie nie można było zrozumieć, co mówi. - Lil, kochanie, To może ci się wydać nieco śmieszne, ale stąd widać wszystko. - Więc, może powinnam pójść z tym na policję? – Mówiła troski miłości głosem Allison. Nie! – Krzyknął Mark, lecz szybko uspokoił swój głos – nie mamy dowodów. Ten człowiek bardzo się starał, aby nie zostawić żadnego śladu. I jak widać – ciągnął – udało mu się to. - To już nie wiem, co możemy zrobić – odezwała się smutnym głosem Lil - Ja nie mogę zrobić już nic, ale ty... – przerwał na chwilę mężczyzna – możesz wyrównać rachunki. - Co ty sugerujesz? Czy ja dobrze rozumiem? – Chcesz żebym go zabiła? Oszalałeś? - Krzyczała Allison - Kochanie... – zaczął pobłażliwie Mark – jestem pewien, ze dasz sobie…