Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

hobby · 33 min czytania

Złodziej dusz

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Nikt nie ma prawa przywłaszczać sobie cudzych zdjęć, chyba że dostał je w prezencie, kiedy bowiem nosimy w kieszeni czyjeś zdjęcie, to tak jakbyśmy nosili cząstkę jego duszy”.

Jose Saramago

Alex Wachocky był światowej sławy recenzentem sztuki filmowej. Nie mogło go zabraknąć na żadnym festiwalu, ani imprezie towarzyszącej. Wielkiej gali, czy pomniejszej prywatce. Wszędzie go zapraszano, licząc na pozytywny artykuł w prasie lub Internecie. Jednym słowem liczono się z nim, jednak on sam owiany był wielką tajemnicą.

Jego dom zbudowany na wzór staro-rosyjskich zamków stał na skalistym wzgórzu otoczonym gęstym lasem. W lesie panowała ciemność nawet w środku dnia, gdy słońce tkwiło w zenicie, a wszystko za sprawą wysokich drzew o rozłożystych koronach oraz gęstego poszycia porastającego wilgotną ziemię.

Do zamku wiodła jedna tylko droga – ciemny korytarz wykuty w skale, którego początek znajdował się u podnóża wzgórza, a koniec łączył się z podzamczem, w jego głębokich piwnicach. Tylko Alex potrafił odnaleźć w ciemnym lesie miejsce, w którym znajdowały się sekretne odrzwia. On jeden posiadał klucz, którym mógł otworzyć wrota. Również on tylko mógł zamknąć górne drzwi zwieńczające długi korytarz. Nikt nie dostąpił zaszczytu dzielenia z nim tej tajemnicy.

Na dachu zamku znajdowało się lądowisko dla helikopterów. Dwa razy w tygodniu dostarczano tam niezbędne artykuły spożywcze i przemysłowe, których rozdysponowaniem dyrygowała Amfora. Niegdyś niania, obecnie kucharka i gospodyni w jednym, dbająca aby pod nieobecność i obecność Alexa w domu niczego nie zabrakło.

W zamczysku nie było żadnych zwierząt, ani roślin. Żadnych barwnych kolorów. Tylko biel i czerń, czasem szarość. Podobnie ubierał się sam właściciel.

*****

Nikt nie znał jego marzeń i myśli. Pasji, którym oddawał się w zaciszu odludnego zamku. Nikt nie wiedział jak spędza czas wolny. W jakieś atmosferze tworzy recenzje, które czasem brzmiały jakby pochodziły z innego świata. Tak zapalczywe, jakby pisał je sam diabeł. Nikt nie znał jego wnętrza, tylko skórę, wierzchnią warstwę, którą przyodziewał zależnie od sytuacji w jakiej się znajdował.

Gdy wracał ze swoich rozlicznych podróży lub kulturalnych wypadów, szofer zatrzymywał się u podnóża ciemnego lasu. Alex zamykał wtedy za sobą drzwi samochodu i cicho, jak kot znikał w gęstwinie, zwinnie przeskakując z kamienia na kamień. Odchylał krzaczaste zarośla i niedługo już manewrował kluczem przy drzwiach wejściowych, po czym natychmiast je zamykał i włączał światło, którego blada jasność oświetlała mu drogę do zamku.

Z każdej ze swoich podróży wracał niezwykle podekscytowany. Jak najszybciej chciał dotrzeć do domu i zamknąć się w sekretnej komnacie, do której dostęp miał tylko on. Nie inaczej było tym razem.

Gdy wrócił po północy, Amfora już spała. Nawet nie zajrzał do kuchni, gdzie w lodówce czekała na niego sałatka. Uwielbiał zimne sałatki, zimne napoje, zimne dania i przystawki. Prawie wbiegł na półpiętro, gdzie znajdował się gabinet. Otworzył drzwi i natychmiast je zamknął. Podszedł do wielkiego, pokrytego zielonym suknem biurka i usiadł na fotelu obitym ciemną skórą. Prawa ręka trafiła do lewej, wewnętrznej kieszeni płaszcza i wyciągnęła papierowe zawiniątko. Alex niecierpliwie rozdarł kilka warstw białego papieru, by już po chwili trzymać w dłoniach… duszę. Obracał ją, gładził, pukał. Przykładał do twarzy, do serca, aż w końcu położył na stole. Oparł się o oparcie fotela, odchylił i patrzył na nią z ukontentowaniem.

Gdy przyspieszony oddech nieco się uspokoił, Alex wstał i z duszą w ręku podszedł do ściany z książkami. Nacisnął grzbiet wiadomego tomu, a ściana przesunęła się, ukazując inny regał. Na kilku półkach tkwiły dusze. Drżącymi rękoma położył nowo przybyłą na oczekującym ją miejscu i odstępując kilka kroków do tyłu w milczeniu przyglądał się swojej kolekcji. Nawet mały uśmiech nie przemknął po jego twarzy. Nawet jedno drgnięcie mięśnia, czy zmarszczenie czoła. Doskonale potrafił maskować każde emocje, złe i dobre, czasem nawet przed samym sobą.

Każdy umysł ma własne tajemnice i strawę, którą się żywi. Im mroczniejszy, tym mroczniejsze i mniej zrozumiałe są jego pragnienia. Gdy po wielu tygodniach, czasem miesiącach właściwa dusza trafiła w jego posiadanie, Alex był wreszcie zaspokojony. Wtedy mógł pisać. Tworzyć arcydzieła, które rozchwytywały media. Przed którymi drżeli reżyserowie i aktorzy. Jeden artykuł potrafił zachwiać stabilną pozycją znanego reżysera, aktora, czy aktorki, a jednocześnie zerwać pajęczynę zapomnienia z minionej, zdawałoby się, gwiazdy kina. Dzięki niemu na postumencie Wielkiej Sztuki pojawiały się nowe gwiazdy i gwiazdeczki, a gasły stare, świecące jaskrawym dotychczas światłem. Alex był Diabłem i Bogiem jednocześnie. Nosił w sobie wszystkie oblicza. Nienawidzono go i kochano, nikomu nie był obojętny, dlatego tak szczelnie skrywał prywatność przed światem.

*****

Zazwyczaj po serii artykułów w mediach, choć czasem wystarczył tylko jeden, ale za to jaki…Alex dostawał mnóstwo zaproszeń na mniejsze lub większe imprezy filmowe lub spotkania zamknięte, gdzie nie brakowało używek i innych atrakcji, a wszystko ku chwale gwiazd i kariery, która dla niektórych dopiero się rozpoczynała, a dla niektórych, tych nie zaproszonych, kończyła.

Każdy światek ma swój początek i koniec. Jest jak obieg zamknięty.

Alex uwielbiał piękne kobiety. Nie odmawiał sobie również przyjemności patrzenia na przystojnych mężczyzn. Od tego zachwytu czasem niby przypadkiem, a może celowo znikała w przepastnej kieszeni marynarki lub płaszcza skradziona fotografia. Narkotycznym gestem, jak w transie wysuwał ją z albumu właściciela i szybko chował za pazuchę.

Zjawiał się na imprezy ubrany w stonowane kolory i tam zawsze był otoczony wianuszkiem wielbicieli lub fałszywych umizgiwaczy w krzykliwych barwach. Słuchał, uśmiechał się samymi tylko wargami, resztę twarzy pozostawiając w bezruchu, jak martwa istota. Nigdy nie ulegał pokusom ciał ponętnych kokietek bardziej rozebranych, niż ubranych. Nie dawał się też uwodzić specjalnie nasyłanym gejom, których tajną misją było wybadanie orientacji seksualnej Alexa. Unikał sytuacji sam na sam. Nikt nie wiedział jaki naprawdę jest.

Czasem, chcąc odpocząć od hałasu prosił gospodarza o udzielenie mu krótkotrwałego schronienia służącego zebraniu myśli. A gospodarz lub gospodyni imprezy w te pędy prowadzili go do prywatnych apartamentów lub wręcz sypialni, gdzie nawet gdyby nie chciał natknąłby się na galerię zdjęć lub album z mniejszymi fotografiami. Jednak Alex nie tylko chciał, ale pragnął dotykać fotografii pięknej twarzy właściciela domu. Aktora czy aktorki, reżysera czy scenarzystki. Wodził palcem po gładkich rysach, które zastygły na zdjęciu. W spojrzeniu szukał czegoś nieuchwytnego, co zauważył gdzieś wcześniej. Kiedyś u kogoś.

Zupełnie nieświadomie jego palce delikatnie odchylały folijkę i wysuwały fotografię. Te same palce po chwili chowały ją w kieszeni marynarki. Nigdy nie był zachłanny. Nie działał grupowo. Za każdym razem z domu właściciela znikało tylko jedno zdjęcie.

Wyjątkiem była księżna Bi. Nie pochodziła ze świata filmu, była tylko daleką kuzynką wyleniałej z biegiem lat aktorki, która zapraszała Alexa na każdą imprezę, licząc na wzajemność. Że poruszy temat jej osoby przy okazji kolejnego artykułu lub recenzji, choćby przypadkiem. Odpoczywając od zgiełku i tłumu, zauważył kilka zdjęć na komodzie w salonie podstarzałej damy i nie mógł się oprzeć pokusie, żeby jednego sobie nie przywłaszczyć.

Księżna Bi nie była piękna pięknem klasycznych piękności. Była tylko szczupła, zadbana i oczywiście elegancko ubrana. Im dłużej jej się jednak przyglądał, tym bardziej pochłaniały go jej oczy. Było w nich coś kuszącego. Coś jak toń oceanu, straszliwa i niebezpieczna, gwałtowna i żarliwa, a jednak nie pozwalająca oddalić się choćby na metr. W ten sposób ginęli najodważniejsi pływacy i nurkowie, poddając się bezwolnie sile żywiołu.

Spojrzenie księżnej Bi porwało Alexa bez opamiętania, bez namysłu skradł jej fotografię. Nie była to nawet cała postać, twarz zaledwie. Zbliżenie na usta i oczy. Inne fotografie starannie odłożył, tę jedną musiał posiąść. Z bezcennym nabytkiem w kieszeni szybko ulotnił się z imprezy, wezwawszy wcześniej szofera, który zawsze, o każdej porze dnia i nocy musiał czekać gotowy na wezwania swego pana. W strugach deszczu, czekając na trotuarze myślał o chwili kiedy znajdzie się wreszcie w swojej komnacie. Tymczasem musiał jeszcze dotrzeć do zamczyska oraz przejść przez ciemny las prowadzący do długiego skalnego korytarza. Wszystko po to, aby w tajemnicy swojego pokoju oddać się kontemplacji oczu księżnej Bi. Choć nigdy nie spotkał jej na żywo, tej nocy pochłonęła go całkowicie. Nie mógł się opamiętać, musiał na nią patrzeć. W jej oczy. Pragnął przeszyć ją na wskroś. Wejść w jej myśli i uczucia. Musiał posiąść jej duszę. Im dłużej się w nią wpatrywał, tym lepiej ją poznawał. Tajemnice jej przeszłości, bolączki i chwile, kiedy upodlała się dla rozkoszy, tracąc godność i zmysły. Wiele potrafił wyczytać z samej tylko twarzy. Jeszcze więcej z ruchów ciała, całej postaci żyjącego człowieka. Był jak chodzący rentgen. Niebezpieczny i cholernie inteligentny.

Zmęczony zasnął na zielnym suknie pokrywającym stół. Lewa dłoń spoczywała na twarzy księżnej. Na prawej dłoni położył głowę. Obudziło go ciche pukanie do drzwi, których nikt poza nim nie miał prawa przekroczyć. To pewnie Afmora chciała mu dać do zrozumienia, że zaparzyła kawę. Jedyną ciepłą potrawę, choć w sumie napój, na który sobie pozwał. Tylko ona rozgrzewała żołądek recenzenta. Tylko na taką słabość sobie pozwalał. Twierdził bowiem, wśród wielu dziwactw, którym się oddawał, że tylko słabe istoty, bez charakteru ulegają pokusie jadania ciepłych posiłków i picia ciepłych napojów. On był twardzielem. Zimnym jak kostka lodu. Sprawiedliwe jednak obdarzał chłodem siebie i innych. Nigdy nie ulegał słabościom. Nigdy nikogo nie rozpieszczał. Nie lubił. Nie kochał. Nie wyróżniał. Nigdy nie posiadł umiejętności wyrażania uczuć. Nikt go tego nie nauczył. Nie był świadom swojej ułomności, biorąc ją za mocną stronę. Był emocjonalnym kaleką, a jednocześnie geniuszem słowa.

Ciche stukanie do drzwi nie milkło. Podniósł głowę, spoglądając na swoją ostatnią zdobycz i wszystkie niewypowiedziane myśli z sennych pejzaży wróciły do niego z siłą wodospadu. Nie mógł teraz pozwolić sobie na chwilę przerwy. Teraz musiał spisać to, co narosło nocą w jego głowie. Podszedł do drzwi i powiedział Amforze, że zejdzie później na kawę. Po czym uruchomił komputer i zaczął pisać…

Czas płynął. Daleko w zamkowych korytarzach niosło się echo kukułki. To zabytkowy zegar, pamiątka po dziadku, wybijał równą godzinę. Kilka razy. Alex słyszał te dźwięki, jakby kątem ucha, cały dom bowiem tonął w grobowej ciszy. Amfora nauczona doświadczeniem, wiedziała, że skoro Alex nie zszedł na kawę, nie można mu przeszkadzać nawet najmniejszym hałasem. Żaden dźwięk nie mógł go rozpraszać, gdy był skupiony na pracy.

Dopiero, gdy artykuł był gotowy, Alex poczuł głód. Nie jadł kilkanaście godzin. Czasem potrafił zapomnieć o posiłkach nawet na dłużej. Wiedział, że tekst będzie dobry. Że będzie w mediach rozchwytywany, a w ślad za nim pojawią się nowe zaproszenia na imprezy. Nowe intrygi. Nastąpi roszada wśród gwiazd i gwiazdorów. Niektórzy wzniosą się ku górze, inni spadną do głębokiej studni zapomnienia.

Alex pisał namiętnie, czując na sobie spojrzenie niebieskich oczu księżnej Bi. Sam też niekiedy musiał na nią spoglądać. Jakby tworząc, wydzierał z niej cząstkę duszy. Dla bezpieczeństwa zapisał jeszcze raz dokument i wyłączył komputer. Potem spojrzy na tekst świeżym okiem, zrobi to na pewno kilka razy. Jak prawdziwy talent. Nigdy nie przesyłał do publikacji żywcem napisanych tekstów. Wszystko potrzebuje czasu. Nawet geniusz. Nawet sam czas.

Alex wstał i podszedł do sejfu. Wstukał szyfr i otworzył drzwiczki. Jeszcze raz przeciągle spojrzał w oczy księżnej Bi i delikatnie umieścił jej zdjęcie na wierzchu innych fotografii. Były poukładane w kilka stosików, według znanej tylko jemu hierarchii. Następnie starannie zamknął sejf i przekręcił klucz w drzwiach komnaty, po czym udał się w kierunku kuchni, na zimny posiłek, który z pewnością przygotowała Afmora. W czasie posiłku zadzwoni po nią żelaznym dzwonkiem przy stole, aby mu zaparzyła świeżą kawę. Tamta z rana była zimna. Za nic w świecie nie wypiłby zimnej kawy. Byłaby to profanacja świętości.

*****

Kilka dni później w mediach ukazał się reportaż dotyczący ostatniego festiwalu filmowego w Cytryksie, kultowym mieście na wybrzeżu Morza Czarnego. Alex szlifował go dniami i nocami, szukając natchnienia w oczach księżnej Bi. Gdy tekst wreszcie był gotów natychmiast osiągnął rekordowe ilości przeczytań w papierowej i internetowej prasie.

W efekcie stara znajoma, dzięki której ‘spotkał’ księżną Bi powstała z martwych, co zwiastowało jej powrót na wielki ekran. Pan Xenon Osnicky, światowej sławy amant i uwodziciel, w którym nie było krzty talentu, czy aktorskiego kunsztu spadł nagle z najwyższego szczebla kariery na drabinie aktorskiej i nie zapowiadało się, żeby kiedykolwiek miał na nią wrócić. Choć cuda czasem się zdarzają…w światku filmowym również.

Delicja Psunx, chuderlawa dzieweczka, której tatuś był grubą rybą w branży konserw rybnych nagle wypełzła z otchłani nieistnienia, czemu przysłużyła się jej suknia ukazująca całe plecy wraz z kawałkiem rowka między pośladkami oraz maleńkie piersi, prześwitujące przez abażurowy przód ubrania. Nagle posypały się propozycje filmowe, oczywiście większość w sesji rozbieranej. Jednak pozbawiona doświadczenia anorektyczka nie odrzucała niczego, wszystko zachłannie akceptowała, ustalając terminarz z nowym menagerem, któremu na razie mogła płacić tylko własnym ciałem. Była jednak dumna, że nie musiała o nic prosić tatusia. Stała się niezależna tylko dzięki sobie.

I dużo było takich przykładów, jak zazwyczaj po każdym arcydziele Alexa. W całym tym zamieszaniu w światku artystycznym umknęła uwadze mała wzmianka na jednej z poślednich stron gazet. Księżna Bi, uwielbiająca wyścigi i przejażdżki konne na jednej z takich wypraw, przeskakując przez szeroki rów z wodą została przygnieciona przez upadającego konia. Ten się wkrótce podniósł, ona jednak nie mogła wstać. Ciężkie cielsko ogiera strzaskało jej obie nogi. Mimo czynionych prób lekarzom nie udało się uratować kończyn. Księżna została kaleką i odtąd poruszać się mogła tylko na wózku inwalidzkim. Alex przeczytał tę wzmiankę, nie czując absolutnie nic. Ani żalu, ani litości. Ani nawet małego wspomnienia, czy ponownej chęci zobaczenia jej niebieskich oczu.

Jako istota ułomna nie był w stanie odczuwać niczego. Był martwy w środku. Tylko czasami zalewała go fala natchnienia, wywołana niespodziewanymi bodźcami. Czasem zaglądał jeszcze do ukrytych w sejfie fotografii, ale raczej w celu ich uporządkowania i posegregowania w nowe kupki, niż poszukiwania czegoś, co dawno umarło.

Jako pan siebie samego miał mnóstwo pasji, i jeszcze więcej czasu na spełnianie własnych zachcianek i upodobań. Potrafił wsiąść w samolot i polecieć na drugi koniec świata na wystawę prac egocentrycznej malarki. Czy rzeźbiarza, który tworzył iście pornograficzne stworzenia imitujące ni to ludzi, ni zwierzęta. Mixy natury. Karły, skrzaty i tym podobne dziwolągi.

Podczas jednej z takich podroży, w Sao Paulo, poznał Delfinę Prezbiterię – współczesną malarkę. Dla świata była ekscentryczna, nie z powodu swoich obrazów, tylko płci. Kiedyś była mężczyzną, zawsze jednak czuła się kobietą i w końcu podjęła decyzję o zmianie płci. Powoli zaczęła stawać się kobietą nie tylko duszą, ale i ciałem. I tylko ktoś nie znający jej przeszłości mógłby doszukiwać się w niej cech mężczyzny. Zawsze miała delikatny głos i niewieście dłonie.

Na punkcie tych dłoni oszalał Alex. Widział je kilkukrotnie na wystawach obrazów, które zawsze kumulowały niemałe grono odwiedzających. Niewielu przychodziło dla samych tylko obrazów, większość by zaspokoić płytkie uczucie sensacji. Alex przychodził by uważnie śledzić ruchy malarki, gdy czasem zjawiała się w galerii. Nawet rozmawiając z nią, co mu się zdarzyło kilka razy, zawsze patrzył na jej dłonie. Stały się jego fetyszem.

W ramach nowego upasjonowania napisał artykuł o jej malarstwie. Był

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%