Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 13 min czytania

Złośliwość losu czy kaprys przeznaczenia?

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zastanawia mnie gdzie popełniłem błąd, a może nie miałem na to wszystko wpływu. Może nasz los jest gdzieś zapisany a my jesteśmy tylko aktorami odgrywającymi swoje rolę w spektaklu nazywanym „Życie”. Jeśli tak to ciekawe czy sami wybieraliśmy, w kogo się wcielimy czy było to z góry ustalone…

Pierwsze promienie wschodzącego słońca pojawiają się na horyzoncie, rozjaśniając niebo krwistoczerwonym blaskiem. Piękny widok, chmury mieniące się kolorami przechodzącymi z niebieskoszarego w pomarańczowy. Spoglądam na zegarek, dochodzi szósta rano. Czterdzieści pięter pode mną miasto budzi się do życia. A może właśnie kładzie się spać? Kim jestem? Na to pytanie nawet ja nie potrafię odpowiedzieć. Kim byłem albo, kim starałem się być? Nikim szczególnym. Ja tylko szukałem swojej drogi do szczęścia jednak na życiowej autostradzie chyba przegapiłem swój zjazd. Teraz siedzę na dachu, palę papierosa i podziwiam roztaczający się przede mną widok. No tak rozgadałem się a nie powiedziałem nawet jak mam na imię. Michał wydaje mi się odpowiednie, ale nazywaj mnie jak chcesz. Dobrze, więc część oficjalną mamy za sobą. Czy powinienem coś jeszcze dodawać? Wydaje mi się, że w tym momencie, nie ma to znaczenia. Resztę poznasz przy okazji historii, którą Ci opowiem. Czy dotrwasz do końca, to już zależy od Ciebie…

6.30 budzik wyje jak oszalały. Pierwszy dzień nowej pracy, więc trzeba się odpowiednio prezentować. Zwlekam się z łóżka i ze złością uciszam porannego terrorystę. Łazienka, szybki prysznic, golenie, mycie zębów. Ok, poranna toaleta z głowy. Mój organizmy woła rozpaczliwie o swoją dawkę porannej kawy. Siadam w kuchni i czekam aż zagotuje się woda. Szukam papierosa. Wiem to niezdrowo, drogo i ogólnie palenie jest do dupy, no cóż jestem człowiekiem słabej woli. A może brak mi motywacji, nieważne odpalam fajkę i zalewam kawę. Chwila relaksu, czas na złapanie oddechu przed ciężkim dniem. Kurwa, 7.15, zaraz będę spóźniony. Chyba za bardzo się zrelaksowałem. Garnitur, buty, teczka i lecimy.

- Dzień dobry – uśmiecham się do dziewczyny siedzącej za biurkiem. - Dzień dobry, pan do kogo ? – pyta a jej mina mówi – Człowieku zabij mnie teraz. - Może i do Ciebie – odpowiadam, ale widząc jej reakcję szybko dodaję – Albo i nie, to mój pierwszy dzień. - Trzeba było tak od razu – i nie czekając na kolejne pytanie kończy – Pokój 303, drugie piętro, trzecie drzwi po lewej.

Kiedy sięgałem do klamki ręka trochę mi drżała. Głęboki wdech. - Dasz radę – mruknąłem w myślach i wszedłem. Dziesięć może dwanaście osób w sporym pokoju, duży stół pośrodku, kilkanaście krzeseł dookoła niego, biała metalowa tablica na stelażu i wielki telewizor na ścianie podpięty do dekodera. - Witam – powiedziałem na wstępie, jednak równie dobrze mógłbym się wcale nie odzywać. Może z cztery osoby podniosły wzrok znad rozłożonych przed nimi folderów reklamowych, różnych stacji cyfrowych. Reszta, nie zwróciła na mnie najmniejszej uwagi. Wszedłem więc do środka i usiadłem na pierwszym wydawało mi się wolnym miejscu. Naprzeciw mnie z głową na blacie, spał jakiś chłopak. Chyba mu przeszkodziłem, bo podniósł głowę i spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem. - O nowy – powiedział i wyciągnął rękę w moją stronę – Jestem Patryk i zapewne będę twoim liderem. No cóż wolałbym jakąś laskę, ale może jakoś się dogadamy – puścił oko w moją stronę. Nie przepadam, kiedy jakiś koleś puszcza mi oczka, ale uznałem to za dobrą kartę w tym towarzystwie, tym bardziej, że nie wyglądał jakbym był w jego typie, więc odwzajemniłem uścisk dłoni. - Michał, miło mi. Co masz na myśli mówiąc „liderem”? – zapytałem lekko zbity z tropu, bo nie orientowałem się w tutejszej terminologii. - Coś w rodzaju nauczyciela. Pokażę Ci, co i jak a w razie pytań, wal śmiało - Ok, mów mi mistrzu, mistrzu – odpowiedziałem a on chyba zrozumiał żart, bo uśmiechnął się do mnie pojednawczo. - Mamy jeszcze 15 minut. Palisz? – zapytał i nie czekając na odpowiedź wstał od stołu. Żołądek miałem związany w ciasny supeł, więc gdyby zaproponował kanapkę pewnie bym odmówił, ale nie papierosa. Wstałem więc i ruszyłem za nim. W pokoju obok siedziały jeszcze cztery osoby i po ich zachowaniu domyśliłem się, że też są tutaj nowi. Wyszliśmy na balkon. - Sprzedawałeś coś wcześniej, czy to twoja pierwsza taka robota? – zapytał Patryk, odpalając papierosa. - Pracowałem w knajpie, ale tam raczej przychodzili ludzie, którzy chcieli coś kupić, więc nie musiałem ich specjalnie namawiać – powiedziałem. Drzwi od balkonu otworzyły się i dołączyła do nas jakaś dziewczyna. Całkiem ładna nie powiem, ale to spojrzenie pełne pogardy dla całego otaczającego ją świata. - Szef już jest – powiedziała tak lodowatym tonem, że aż ciarki przeszły mi po plecach. - Boże, co za suka – pomyślałem – Cześć, Michał miło mi – przywitałem się z grzeczności. - Agata. Masz ogień? – powiedziała ni to do mnie ni to do Patryka, ot pytanie rzucone w przestrzeń. - Jasne – rzuciłem od niechcenia i odpaliłem zapalniczkę, zasłaniając płomień żeby nie zgasł. - Jestem dużą dziewczynką i poradzę sobie sama – powiedziała a ja miałem wrażenie, że wszystko wokół pokrywa się grubą warstwą lodu. - Widzę, że nasza królewna jak zwykle w humorze – powiedział Patryk i wyrzucając niedopałek niemal niedostrzegalnym gestem dał mi do zrozumienia, że czas już na nas.

Kilkadziesiąt minut później siedziałem z Patrykiem w samochodzie. - I jak pierwsze wrażenie? – zapytał - Masz na myśli Agatę czy mówisz o pracy? Sam nie wiem, co gorsze, praca czy jej spojrzenie - odpowiedziałem i ku mojej uciesze Patryk ryknął gromkim śmiechem. - Tak, Agata jest dość specyficzną osobowością w naszej firmie – wyciągnął papierosa i odpalił, co dla mnie oznaczało, że ja także mogę zapalić. Głęboki wdech, płuca wypełnił gęsty dym i całe napięcie uszło ze mnie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. - Trzeba przyznać, że nie brak jej charakteru – powiedziałem. - Agacie brakuje chłopa a nie charakteru, niestety nie urodził się jeszcze taki odważny żeby spróbować przebić się przez jej „ciemna stronę”. Szlag ją trafia bo jest strasznie nagrzana na szefa a on ma ją w dupie. Rozumiesz ten pęd do władzy, pieniędzy i stanowisk. Lepiej daj sobie z nią spokój, szkoda zachodu. Dla niej jesteś „za chudy w uszach” jeśli wiesz co mam na myśli. - Tak, tak, zrozumiałem aluzję, gdzie jedziemy? – zapytałem bo temat Agaty uznałem za zakończony. - Mamy jeszcze jednego…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%