Religia · 7 min czytania
Złota ikona
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wszystko zaczęło się dawno, bardzo dawno temu, w początkowej fazie chrześcijaństwa na ziemiach polskich. Jest to luźna "zbieranina" dotycząca zasłyszanych opowieści przy kominku, przekazywanych z pokolenia na pokolenie na ziemi mielnickiej, położonej aktualnie w powiecie siemiatyckim w województwie podlaskim. Dwunasty wiek krwawo zaznaczył się w historii tego regionu, pokrytego w ogromnej swej części lasami, zwanymi Puszczą Mielnicką. Dzikie hordy Tatarów, raz poraz pustoszyły te ziemie, uprowadzając w jasyr spokojnych mieszkańców. W celu obrony przed Mongołami, ludzie porzucali stare pogańskie obrzędy, przyjmując wiarę chrześcijańską, która przerwała proceder nawracania ludności ogniem i mieczem przez chrześcijan, czyniąc z nich sojuszników. To wschodni mnisi jako jedni z pierwszych dotarli na mielnicką i drohiczyńską ziemię budując cerkwie i drążąc pieczary i długie tunele, w których kryli się miejscowi chłopi w czasie najazdów wschodniej dziczy, a najgroźniejszymi byli przyszli sojusznicy, Litwini. Odziana w skóry hołota - jak ich nazywano, nie zostawiała po sobie kamień na kamieniu. Do dzisiaj wspomina się ich ze zgrozą, mimo, że upłynęły długie wieki. Najeźdźcy najchętniej łupili przybrzeżne osady dorzecza Buga, korzystając z transportu wodnego, jakim w tamtych czasach była rzaka. Prymitywne drogi lądowe i przesieki leśne były bronione przez miejscowe grupy uzbrojonych w siekiery i drągi chłopów, nie nawykłych do zbroinych potyczek z regularnymi wojskami, ale będących mistrzami w zbójeckim fachu, opartym na zasadzkach. W zamiarze cywilizacji tych terenów pierwsi mnisi obrządku bizantyjskiego, a więc Prawosławia, trafili tu z upoważnienia Bizancjum, poprzez Księstwo Kijowskie. To oni podarowali tej ziemi, w imieniu dawnych religijnych władców dusz wschodu, Ikonę Przemienienia Pańskiego, czyli Spasa Izbawnika, wykonaną przez nieznanego bizantyjskiego mistrza -złotnika. Złoto pokolorowano nawierzchniowo specjalną jajeczną z żółtek farbą, zmieszaną z żywicą sosny podprawionej dymem ze świec. Był to komuflarz, który chronił bezcenny, sakralny obraz przed złodziejami i najazdami obcych, grabiących wszystko co im wpadło w ręce. To jedna z niewielu ikon wykonanych ze szczerego złota, która była symbolem wieczności chrześcijańskiego świata - była niezniszczalna. Czy odnaleziono którąś z tych świetych, złotych ikon zaczarowanych energią wiary w Boga, zwanego Bogiem biedaków? - tego nie wiem. Z obawy przed częstymi najazdami grabieżczymi na Mielnik w dwunastym, czy trzynastym wieku od południowej strony Buga, ogromnym wysiłkiem miejscowej ludności została usypana wysoka góra, na której pobudowano gród obronny. Również Ikona Spasa Izbawnika została ukryta w mielnickich niedostępnych lasach na Górze Grabarce, aby nie dostała się w ręce kolejnych władców grodu.
Trudne lata pięćdziesiąte dwudziestego wieku; miałem wtedy trzy, może cztery lata, pamiętam je, jak przez mgłę zamurowaną czasem niepamięci. W mojej pamięci została scena z tamtych odległych lat, kiedy siedziałem za stołem w towarzystwie czterech wujków, na którym stały dwie ogromne gliniane michy; jedna napełniona była ziemniakami, a druga kwasem, który składał się z czystej, zimnej wody, okraszonej szczypiorkiem lub cebulą zasiloną do smaku solą. Wręczono mi drewnianą łyżkę i zaczęły się zawody w szybkości jedzenia - kto był zawsze przegranym w tym wyścigu przeżycia? - łatwo odgadnąć. Stało się to, co się stać miało w takich sytuacjach; wyrósł mi