Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 8 min czytania

Złota Klatka (II)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Noc bywa pełna nieznanych dźwięków , zwłaszcza dla dziecka. Joasię obudziły dzwoneczki wietrzne powieszone w oknie przez jej mamę. Przez chwilę wpatrywała się zdumiona w ciemność , jaka nastąpiła po śnie pełnym kwiatów , słońca i roześmianych dzieci. Teraz pozostał tylko mrok , cisza mrożąca krew w żyłach i narastający strach. Zastanawiała się właśnie , czy nie pójść do sypialni rodziców , kiedy nagle pokój rozjaśnił się. To księżyc wyjrzał zza chmur. Joasia odrzuciła kołdrę w czerwone groszki , po czym zsunęła drobne stopy na podłogę. Mechanicznie założyła puchate kapcie , po czym podeszła do okna. Aby zobaczyć cokolwiek , musiała po cichu przysunąć taboret do parapetu , wspiąć się na niego , i postarać się nie spaść. Tak też zrobiła. Przed nią rozciągały się stare jabłonie otulone srebrzystym welonem księżyca. Okna sąsiednich domów były ciemne i puste. Kwiaty gdzieś zniknęły , podobnie jak odgłosy przejeżdżających samochodów. Na ich miejsce pojawiły się długie cienie opadające na trawę i jakieś urywane szepty. Odsunęła się od okna. To wszystko nie tyle ją przerażało , co przyciągało... Czuła w sobie wewnętrzny głos nakazujacy jej wyjść na zewnątrz. Przez dłuższy czas wachała się , czy może tak postąpić. Rodzice bowiem zabraniali jej wychodzić z domu , jak tylko robiło się ciemno. To było jednak silniejsze od niej. Sięgnęła więc po wiszącą na krześle sukienkę , narzuciła na siebie sweterek , po czym stanęła na palcach i po cichu nacisnęła klamkę. Korytarz był ciemnym tunelem , szła więc powoli trzymając się ściany. Doszedłwszy do schodów schodziła po nich powoli , licząc stopnie. Wiedziała , że jest ich siedem. Wreszcie poczuła pod stopami miękki dywan. Była już na dole. Czy rodzice aby się nie obudzili ?Wstrzymała oddech. Nie działo się jednak nic. Tylko cisza. Cisza , i ten głos w środku... Ubrała sandałki , kapcie schowała pod butami ojca. Może nie zauważą... Powoli przekręcała klucz w zamku. Wydawało się jej , że ten charakterystyczny trzask słychać było wszędzie. Nikt jednak nie przyszedł , aby ją powstrzymać. Wyszła więc , zamykając za sobą po cichu drzwi...

Poczuła się otoczona przez postacie , których do tej pory nie znała , a które na moment przerwały rozmowę , zaskoczone jej najściem. Przyglądały się Joasi ze wszystkich stron. Łagodnie przeczesywały jej krótkie , ciemne włosy , bawiły się koronkami zielonej sukienki i z melancholią wpatrywały w jej zielone oczy. Księżyc zaniemówił , ptaki przerwały swój śpiew. Uśpiona ziemia na moment uniosła powieki. Tak właśnie siedmioletnia Joasia odczuła swoje pierwsze spotkanie z nocą. Głos ją prowadził. Skądś wiedziała , że ma iść tam , gdzie najbardziej się bała. Weszła na wąską drogę , prowadzącą w szczere pola. Zawachała się na moment , a na jej śniadej buzi odmalowało się wachanie. Tam dalej były już tylko łąki i stare , rozpadające się domy , których nikt nie burzył. W oddali widziała ciemne plamy wysokich drzew , do których to wołał ją głos. Dalej była już tylko rzeka , tworząca w jednym miejscu małe jeziorko. To tam rodzice zabronili jej chodzić , ponieważ pomimo małych rozmiarów jego głębokość sięgała nawet do trzech metrów. Joasia ruszyła przed siebie. Gdyby tylko nie te domy... Było ich trzy. Małe , zapadające się w ziemię chatki , każda otoczona starymi , próchniejącymi drzewami. Z dachów odpadały dachówki , wszystkie okna były powybijane i wyglądały , jak otwarte rany. Wewnątrz nich czaiło się zło , groza i śmierć... Diewczynka przebiegła obok nich , starając wpatrywać się tylko i wyłącznie w niemalże czułe oblicze księżyca. Zimny wiatr rozwiewał jej włosy i zbyt cieńką sukienkę , wpadał do zaciśniętych piąstek. Stopy dudniły na ubitej ścieżce. W końcu dobiegła do tych…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Złota Klatka (II) — czytnik · opowiadania