Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

filozofia · 16 min czytania

Złota Róża

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

ZŁOTA RÓŻA

Spokojnie, to tylko ja. Dziwisz się? Rozglądasz? Szukasz źródła tego dźwięku?/ Przeraża cię, że mój głos rozbrzmiewa nawet kiedy dookoła panuje cisza? Ach! Gdybyś tylko mógł dostrzec teraz mój uśmiech. Od ucha do ucha. Pełen dumy. Dobrze… Nie denerwuj się. Już tłumaczę… Słyszysz, prawda? To właśnie ja. O nie! Nie przesadzaj. Dlaczego twierdzisz, że mnie nie ma? Jestem! Jestem częścią ciebie - twoim głosem. …skąd w tobie taki sceptycyzm? Może wstrzymasz na chwilę te zarzuty szaleństwa? Dziękuję! Naprawdę nie sądziłem, że tak długo zajmie mi przekonanie cię do tego, że naprawdę istnieje. Ale teraz, kiedy już mamy to za sobą, pociesza mnie myśl, że świadomość mojego istnienia będzie towarzyszyć ci już zawsze. W każdej chwili… aż w końcu, nauczysz się akceptować moją obecność. Pytasz: „dlaczego dzisiaj?” Cóż… Nie ma chyba żadnego szczególnego powodu. Chociaż… Może nieco dość mam już nudy i samotności. Chyba rozumiesz? Dziś mam dla ciebie pewną historię i chciałbym, żebyś jej wysłuchał… jednak wcześniej, drobna prośba: bądź czujny. To jedna z tych historii, w których liczy się każdy detal, nawet najmniejszy. Opowiem ją tylko tobie, obiecuję! I nawet jeśli postanowisz przekazać ją komuś dalej, to wierz lub nie, ale nie będzie ona już taka sama. Nikt nie dostrzeże jej tak jak ty, czyż to nie piękne? Przyznaję, mój świat nie różni się niczym od twojego, w końcu, ciężko o różnice kiedy żyjemy w tym samym miejscu. Chłoniemy te same historie i opowieści, a różni nas tylko zdolność słuchania. Jak możesz…? To, że jestem głosem nie oznacza wcale, że pozbawiono mnie słuchu. Takie ograniczenia nie mają racji bytu. A teraz do rzeczy… Pamiętasz ten dzień gdy wydawało ci się, że twój świat się wali, a w życiu nie pozostało ci już nic poza złudną nadzieją i smutkiem? O! Pamiętasz! Tak! Właśnie wtedy gdy kazałeś mi zamilknąć, chociaż starałem się ze wszystkich sił by jakoś ci pomóc. Tego dnia udało mi się wysłuchać opowieści naszego przyjaciela. Wsłuchałem się w jego delikatne kołatanie, w cichy gwizd wieńczący powiastkę. Dzięki tobie przyjacielu, miałem okazję. Staruszek Wiatr rozsiadł się wygodnie na parapecie opierając zgarbione plecy o uchylone okno. Zanim zaczął mówić westchnął ciężko, a echo jego oddechu rozeszło się delikatnym szumem wśród gęstych koron drzew. Słuchałem z przejęciem, które pogłębiał fakt, że mozaika jego słów wydawała mi się niepokojąco znajoma. Według niego, w pewnym miejscu, odciętym od nas niebem rozlanym po ziemi, istnieją rozległe doliny nad którymi górują niewielkie, ale strome wzniesienia. Zieleń traw zbiegających po ich zboczach różni się od znanej nam zieleni - intensywnością, blaskiem, soczystością. Potężny orzeł toczy wielkie kręgi po błękitnym niebie, czuwając nad spokojem całej okolicy. Tu Wiatr westchnął delikatnie na tak żywe wspomnienie owych obrazów. - Tęskno mi za tym miejscem – powiedział. Ale jak na światowego bywalca przystało, szybko przemógł tę chwilę słabości i na powrót wrócił do normalnego, niemal obojętnego tonu. Powiadał, że za każdym razem gdy przybywa w tamte okolice, zatrzymuje się na chwilę na najwyższym wzgórzu i stamtąd spogląda na cudowny widok. Tam w dole, u jego stóp, jak okiem sięgnąć rozpościera się piękny, kolorowy dywan ułożony z delikatnych róż. I tylko od wschodu, równym murem, jakby wzdłuż niewidzialnej linii, stoją potężne drzewa, podobnie jak wiatr urzeczone pięknem kwiatów. - Ach, co za widok – powiada Wiatr i na chwilę milknie ze wzrokiem zamglonym kolorami tysiąca wspomnień. Róże już z daleka wypatrują swojego przyjaciela, który delikatnym chłodem muska ich miękkie płatki i pozwala odetchnąć od troskliwego słońca. Tak, tak! Ten potężny i jasny klejnot nieba posyła kolejne promienie by ogrzać swoich podopiecznych, jak nadopiekuńcza matka, która otula swe dziecko kolejnym kocem chociaż od dłuższego czasu krzyczy ono, że jest mu już wystarczająco gorąco. - Czekają na mnie – pyszni się wiatr i zawadiacko podkręca długi wąs. Gdy pierwsza radość z wyczekiwanego spotkania minie, rozmawiają wszyscy jakby węzeł zawiązanej przyjaźni spleciony został już na początku wszelkiego istnienia. I nawet najmłodsze kwiaty, których pąki rozkwitły dopiero przed chwilą z całym zapałem wtrącają się do rozmowy i korzystając ze swych świeżych sił przekrzykują wszystkich innych. Wszyscy za nic mają sobie tak znaczący wiek poczciwego Wiatru. - Dowiedziałeś się czegoś? – pytają niemal jednogłośnie. - Przykro mi kochane, ale nie – odpowiada, zwieszając nieco głos. Wówczas jak na komendę wszystkie chylą piękne główki, jakby przygniecione rozczarowaniem i niewesołą dla nich nowiną. Od dłuższego czasu trapi je bowiem, że żyją jak we śnie. Nie pamiętają skąd się wzięły i dlaczego tu są. Nawet najstarszy krzew, którego kwiaty rosną najbujniej, nie pamięta jak przybył do tego miejsca. - Tak je to martwi – tłumaczy Wiatr. – Tak chciałyby wiedzieć. Smutne są w tej niewiedzy. A ja ciągle zastanawiam się skąd wzięła się ich ciekawość. Naprawdę wydaje się strapiony losem swoich małych i pięknych przyjaciół. W tej jednej chwili wygląda na jeszcze starszego niż w rzeczywistości jest. Nie przerywając swej historii opowiada mi jak żadna z Róż nie zadowala się już tymi zbywającymi odpowiedziami. Wszystkie one chcą wiedzieć jak najwięcej. Wówczas najstarsze z nich, żeby odciążyć się od nieustannych pytań, powiadają, że swoje zagwozdki powinny kierować do Złotych Róż. - Kim są Złote Róże? – pytam wyraźnie zaciekawiony. - Ha! To ciekawe – odpowiada Wiatr uśmiechając się na widok mojej miny. – Nie wiem czy wiesz, ale wszystkie róże rodzą się jako złote. Wszystkie, w swoim młodym wieku posiadają złote pąki, ale z czasem, gdy zaczynają rozkwitać , tylko nieliczne zachowują swój kolor. Chciałem mu przerwać, ale powstrzymał mnie jednym ruchem dłoni, jakby spodziewał się mojej reakcji. - Nie wiadomo dlaczego – kontynuuje akcentując każde słowo. – Wydaje się, że jednym jest to po prostu pisane, inne chcą tego tak bardzo, że poświęcają wszystko by zachować złoty kolor, jeszcze inne zachowują swój kolor dzięki wsparciu najbliższych sąsiadów. Niektóre są bardziej, inne mniej naturalne. Jedne świadome, inne nie. To dziwne, jak mówiłem. - Faktycznie – odpowiadam, bo tylko to przychodzi mi na myśl. - A to jeszcze nie wszystko! – uśmiecha się. – Ciekawe jest to, że wszystkie Róże dostrzegają złoty kolor tych, które krzyczą najgłośniej i najbardziej zwracają na siebie uwagę. O! Niektóre robią to po mistrzowsku! – zapewnia mnie Wiatr, energicznie kiwając głową. – Niestety nikt nie chce dostrzec złotego koloru tych Róż, które w milczący sposób dają świadectwo swojej wyjątkowości. Milknie na chwilę, jakby przytłoczony jakąś troską. Zdaje się, że toczy walkę z samym sobą, jakby niepewny tego czy powinien mówić dalej. Na jedną tylko chwilę jego spojrzenie osnuwa mgła, ale otrząsa się z tego szybko. Zwątpienie jest zbyt ludzkie – zdaje się, że krzyczy cała jego fizjonomia. Po chwili zaczyna opowiadać dalej. Tłumaczy mi, że kiedyś, że niedawno, że jakiś czas temu – gubi się, bo jego czas płynie inaczej. - To nie ma większego znaczenia – mówi. – Wybierz sobie co lepiej ci pasuje, niech to będzie nasza historia. Tak opowiemy ją razem. Przytaknąłem mu chociaż do dziś nie udało mi się wybrać. „Jeszcze kiedyś, jeszcze niedawno, jeszcze jakiś czas temu”, wszystkie Róże tworzyły jeden zwarty i kolorowy dywan, który jak wzburzone fale okryte delikatnymi płatkami staczały się po wzgórzach. Nawet gdy Wiatr wzbijał się w niebo by chociaż na chwilę spojrzeć na wszystko z wysoka, to nie udawało mu się dostrzec żadnej przerwy w tej szczelnej formacji. - Były jakby jedną całością – zapewniał. – Jak jeden organizm, którego funkcjonowanie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Złota Róża — czytnik · opowiadania