Opowiadania.pl · 11 min czytania
Złota rybka (antybaśń)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W starej lepiance nieopodal brzegu morza mieszkali rybak i jego żona. Któregoś ranka rybak poszedł jak zwykle na ryby. Usiadł na skale, zarzucił wędkę i łowił. Łowił i łowił. Aż nagle szarpnęło wędką i rybak wyciągnął na brzeg złotą rybkę. - Wypuść mnie – rzekła – a spełnię twoje życzenie. Jestem czarodziejką zaklętą w złotą rybkę. Ale jedyne, czego rybak pragnął, to się najeść. Puszczając mimo uszu prośby rybki, przekroił ją na dwie połowy. Połówkę z ogonem upiekł nad ogniskiem i zjadł, a połówkę z głową zaniósł żonie, ponieważ bardzo ją kochał. - Złowiłeś coś dzisiaj? – spytała żona, gdy wrócił do lepianki. - Tak – odparł – złotą rybkę. Przyniosłem ci połowę. - Po czym opowiedział jej, co mu się przytrafiło nad morzem. - Ty patentowany ośle! – rozzłościła się żona. – Coś ty zrobił? Jak mogłeś zmarnować taką okazję?! – Polała zaraz połówkę rybki wodą, mając nadzieję, że ją ocuci. I rzeczywiście: rybia głowa otworzyła oczy i pisnęła słabowitym głosem: - Śpieszcie się, bo gonię resztkami sił. Zażyczcie sobie natychmiast, aby z powrotem wyrósł mi ogon. Inaczej nie zdążę spełnić waszego pierwszego życzenia, nie mówiąc o innych. Żona rybaka postąpiła za radą złotej rybki, której zaraz odrósł ogon. Kobieta nalała wody do miski i wpuściła do niej rybkę. - Udało się – rzekła złota rybka. – Czego więc sobie życzycie? Tylko nie zastanawiajcie się zbyt długo, bo jestem rybką morską, a nie słodkowodną. Wkrótce będziecie mnie musieli wypuścić z powrotem do morza. - Chcę mieć nowy dom z sadem – powiedziała rezolutnie żona rybaka. - Będziesz go miała – obiecała rybka. – Stanie się to, jak tylko wrócę do swojej krainy. A ty, rybaku, który zjadłeś moją dolną połowę? Czego pragniesz? Ale rybak nie miał żadnych życzeń. Chciał tylko, aby żona była zadowolona. Zaniósł miskę ze złotą rybką nad brzeg i wypuścił ją do morza. Gdy wrócił, na miejscu lepianki stał ładny dom, za którym rósł owocowy sad. Żona siedziała na ławce, skrywając się przed słońcem w cieniu jabłoni. - Ta jabłoń ma za mało liści, żeby dać mi cień – odezwała się do męża na powitanie. Mijały dni, a z każdym dniem żona rybaka wciąż znajdowała powody do niezadowolenia. A to salon był dla niej za ciasny, a to jabłka z sadu kwaśne, a to nie ma komu zrobić prania. Siódmego dnia wezwała męża przed dom i powiedziała do niego: - Mam tego po dziurki w nosie. Idź zaraz do złotej rybki i powiedz jej, że chcemy zamieszkać w pałacu z służbą. - Ale po co nam pałac? – zapytał rybak. - Idź, ośle patentowany, i rób to, co ci każę! – zgromiła go żona. – I nie pokazuj mi się w domu bez pałacu. Rad nie rad, rybak poszedł nad morze, stanął na skale i zawołał: - Złota rybko! Hej-hej, złota rybko! Po chwili z wody wynurzył się złoty pyszczek. - Słucham, rybaku – rzekła. - Dlaczego mnie wołasz? - Moja żona mówi, że dom, który od ciebie dostaliśmy, jest za mały, i chce zamieszkać w pałacu z służbą i ogrodem. - Twojej żonie trudno jest dogodzić – stwierdziła złota rybka. - Czasem jest kapryśna – potwierdził rybak. – Ale to dobra kobieta. - Posłuchaj – rzekła złota rybka - żebyś nie przychodził drugi raz: powiedz mi, o czym jeszcze marzy twoja żona. Gdy spełnisz jej życzenie z nawiązką, to może będzie zadowolona. Rybak zamyślił się. Myślał i myślał. - Wiem! – zawołał nagle. – Elza przez całe życie chciała być biskupem. W noc poślubną powiedziała mi, że gdyby nie wyszła za mnie za mąż, to poszłaby do seminarium. Podaruj jej biskupstwo, złota rybko. Wtedy na pewno będzie szczęśliwa. - Mam lepszy pomysł – rzekła rybka – Uczynię ją od razu papieżem. Gdy rybak wrócił do domu, zobaczył, że stoi tam całe miasto, pośrodku którego wznosi się ogromna bazylika. Straż zastąpiła mu drogę. - Chcę się widzieć z żoną – powiedział. Wygoniono go. Przyszedł ponownie i rzekł: - Powiedzcie matce świętej, że jej mąż chciałby się z nią widzieć. Znów go wygoniono, grożąc mu więzieniem. Wrócił ponownie i rzekł: - Rybak Szymon prosi najświętszego papieża o audiencję. Wtedy wpuszczono go do pustej sali papieskiej. Ubrana w białą sutannę Elza siedziała na tronie. Podała mu pierścień do ucałowania i rzekła: - Jesteś nareszcie! Gdzie się włóczyłeś przez cały dzień? - Strażnicy nie chcieli mnie dopuścić do ciebie. Ale powiedz, droga żono, czy teraz jesteś zadowolona? - To się jeszcze zobaczy – odparła. – Idź teraz do pokoju dla służby i przebierz się. Czekaj, aż cię przywołam. Nazajutrz rano wezwano rybaka do papieskiej sypialni. - Idź do złotej rybki – rozkazała Elza, leżąc w ogromnym łożu z baldachimem – i powiedz jej, że chcę mieć moc spełniania życzeń. Cokolwiek zapragnę, ma się zaraz spełnić i już. - Ale po ci taka moc, kochana żono? – zapytał rybak. – Masz przecież wszystko, czego dusza zapragnie. - Jak śmiesz sprzeciwiać się papieżowi?! – rozzłościła się i zadzwoniła po straż. Kazała wyprowadzić rybaka za mury miasta. – Tylko nie pokazuj mi się na oczy bez spełnienia mojej woli. Poszedł rybak nad morze, wspiął się na skałę i zawołał: - Hej-hej, złota rybko! Chwilę później złoty pyszczek ukazał się wśród fal. - Czego chcesz, rybaku? - Przychodzę, bo moja żona chce mieć moc spełniania każdego życzenia, jakie jej przyjdzie do głowy. - Tego się obawiałam. – Złota rybka zafrasowała się. – Twoja żona jest nienasycona. Wiesz, czym to się skończy, prawda? - Nie mam pojęcia – odparł rybak. - No to ja ci pokażę. Morze wezbrało raptem wielką falą, która znieruchomiała jak lustrzana…