Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

historia · 28 min czytania

Złotousty i Popielaty

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kościół Świętego Ducha Popielaty W Gdańsku, pomiędzy kanałem rzeki Motławy a Kaplicą Królewską przyklejoną do kościoła Najświętszej Marii Panny, między ulicami Mariacką i Św. Ducha, oddzielonymi od siebie wąziuteńka uliczką Mokrą, tak wąską, że ledwo mieścili się na niej piesi, nie mówiąc w ogóle już o samochodach, znajdowały się dwa podwórka. W środkowej kamienicy, przy pierwszym z nich mieszkał Popielaty z rodzicami. Mieszkania zajmowali ludzie z różnych rejonów Polski, przeważnie robotnicy, którzy przyjechali po wojnie do Gdańska i pracowali w pobliskich stoczniach jako spawacze, ślusarze, malarze okrętowi. Żony ich znajdowały prace jako sprzedawczynie w sklepach, salowe w szpitalach, sprzątaczki w biurach. Wielodzietne rodziny nierzadko liczyły po pięcioro czy też sześcioro dzieci. Podwórko stało się placem zabaw dla Popielatego gdy już podrósł, dla jego kolegów i koleżanek. Gwar na nim panował od rana do wieczora. Rankiem piaskownicę i karuzelę okupowały dzieci pod opieką niepracujących matek. Po południu podwórko opanowywały dzieci wracające ze szkół i tak z przerwą na obiad pozostawały na nim do wieczora. Grom i przeróżnym zabawom nie było końca. Wojna, palant, karuzela, piaskownica, trzepak, piłka, podchody, gra „w strzelanego” i zakładanie sekretów, gra w banczek czy też ciesząca się największym powodzeniem gra w „piekło i niebo”. Silny i wysportowany Popielaty przewodził we wszystkich zabawach i wyścigach odbywających się na podwórku. Po jego potężnych uderzeniach podczas gry w „piekło i niebo” piłka przelatywała na drugi brzeg Motławy, na Wyspę Spichrzów, zmuszając drużynę przeciwną do długotrwałych biegów i poszukiwań i tym samym kończąc zwycięską dla drużyny Popielatego grę. Z nadejściem zmroku podwórko pustoszało, gasły lampy, rodziny kładły się do snu w ciasnych, przepełnionych dziećmi mieszkaniach. Następnego dnia światła zapalały się już długo przed godziną piątą rano, praca w stoczniach, sklepach, poranne zmiany w szpitalach zaczynały się o szóstej. Mężowie w pośpiechu z wypchanymi śniadaniem kieszeniami płaszczów opuszczali progi domów udając się piechotą lub tramwajem do pobliskich stoczni, niedługo po nich matki śpiesząc się do swoich zakładów, wybiegały z dziećmi zaprowadzając je do przedszkola przy ulicy Świętojańskiej lub do żłobka przy ulicy Grobli. Popielaty w szkole uczył się słabo, przechodził ledwie z klasy do klasy, tak jak większość jego kolegów i koleżanek z podwórka. Z wuefu uzyskiwał tylko celujące oceny. Jedyną książką, którą przeczytał bez przymusu i która wywarła na nim duże wrażenie to „Chłopcy z placu broni” a Boka, Feri Acz, Nemeczek stali się bohaterami, których pragnął naśladować.. Rodzicom nie zależało na wykształceniu dzieci, czekała ich taka sama przyszłość jaką oni mieli teraźniejszość; praca w stoczniach, warsztatach, zakładach robotniczych, w salach szpitalnych. Popielaty raz zabłysnął na akademii szkolnej, podczas obchodów pięćdziesiątej rocznicy wybuchu wielkiej rewolucji październikowej. Został wyznaczony do wygłoszenia wiersza Broniewskiego, wyuczył się go na pamięć przy pomocy pani od polskiego. Po głębokim ukłonie przed nauczycielami i przedstawicielami gdańskiego Kuratorium deklamował: „Kłaniam się rosyjskiej rewolucji czapką do ziemi, po polsku, radzieckiej sprawie, sprawie ludzkiej, robotnikom, chłopom i wojsku…..” nie dokończył, z tylnego rzędu rozległ się donośny gwizd przerwany wybuchem śmiechu. Akademię naprędce zakończono. Popielaty nie widział swojego błędu. Na podwórku hucznie obchodzono święto pierwszego maja, rodzice z dziećmi maszerowali w pochodach dumnie dzierżąc robotnicze sztandary, portrety Marksa, Engelsa i Lenina. Uroczyście świętowano dwudziestego drugiego lipca, dzień ogłoszenia manifestu lipcowego przyjmowano jako dzień odzyskania niepodległości, dwunastego października święto ludowego wojska polskiego na cześć zwycięskiej bitwy pod Lenino. Dlatego obchodzenie rocznicy rewolucji rosyjskiej nie było żadnym występkiem zwłaszcza, że w kinach „Przyjaźń” i „Leningrad” można było obejrzeć w tym czasie za darmo kolorowe rosyjskie filmy wojenne. Wszystko zmieniło się w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym roku, gdy ukończył szkołę podstawową i zapisał się do Zasadniczej Szkoły Budowy Okrętów we Wrzeszczu przy alei Karola Marksa, dojeżdżał tam w dni powszednie tramwajem numer pięć. W tym samym roku, w grudniu, w proteście robotniczym w stoczni zginął jego ojciec. Popielaty jakby przygasł, nie wydawał się taki silny i mocny za jakiego uprzednio uchodził, zamknął się w sobie, przycichł. W surowym lecz sprawiedliwym ojcu zawsze miał oparcie, jego nieoczekiwana śmierć była ogromnym przeżyciem dla kilkunastoletniego chłopca. Został z mamą, młodszym bratem i zaledwie roczną siostrzyczką. Po zakończeniu dwuletniej szkoły zasadniczej, by podreperować domowe finanse, od razu poszedł do pracy w stoczni jako spawacz-monter. Spawał kadłuby statków, wracał późno wieczorami, praca w nadgodzinach pozwalała na lepsze zarobki. Tak mijały lata, Popielaty wrósł w stoczniowe środowisko, był dobrym spawaczem, sumiennym pracownikiem, poważanym w swoim robotniczym środowisku. Majster zapraszał go na spotkania prowadzone przez organizację partyjną, on wymawiał się brakiem czasu, nie interesowały go propagandowe spektakle, trzymał się z daleka od politycznych wydarzeń.

Złotousty W Gdańsku, pomiędzy kanałem rzeki Motławy a Kaplicą Królewską przyklejoną do kościoła Najświętszej Marii Panny, między ulicami Mariacką i Św. Ducha, oddzielonymi od siebie wąziuteńka uliczką Mokrą, tak wąską, że ledwo mieścili się na niej piesi nie mówiąc w ogóle już o samochodach, znajdowały się dwa podwórka. W środkowej kamienicy, przy drugim z nich mieszkał Złotousty z rodzicami. Był jedynakiem. Nie wiadomo dokładnie od kiedy nazywano go Złotoustym. Czy już w dzieciństwie z uwagi na jego nabrzmiałe wargi, czy też później gdy w szkole podstawowej wykazywał się umiejętnościami oratorskimi? Może, gdy w trzeciej klasie przeczytał powieść Hessego i jej treść z przejęciem opowiadał kolegom w szkole na przerwach? W każdym bądź razie wszystkie dzieci pamiętały go jako Złotoustego. Podwórko, przy którym mieszkał bardzo różniło się od podwórka Popielatego, można powiedzieć, że było całkowicie odmienne. Żadnego boiska czy też placu do zabaw, całą powierzchnię zajmowały zieleńce obsadzone drzewami i ozdobnymi krzewami. Ścieżki pomiędzy nimi utwardzono płytami chodnikowymi, okolono krawężnikami. Kilka ładnych, stylowych ławek uzupełniało sympatyczny wygląd całej przestrzeni. Na podwórku błoga cisza i spokój, małżeństwa bezdzietne, rodzice posiadający jedno, najwyżej dwoje dzieci. Mieszkańcy pielęgnowali zieleńce, rabaty, młode zasadzone przez nich drzewka, nie pozwalając swoim nielicznym pociechom na zabawy, bieganie, gry. Dlatego też dzieci przychodziły się bawić na podwórko Popielatego. Trudno powiedzieć o przypadku, ale chyba tak przydzielano mieszkania, że w tych kamieniczkach mieszkali ludzie całkiem innych zawodów niż przy sąsiednim podwórku. Ojcowie z zawodu rzeźbiarze, architekci, inżynierowie, matki lekarki, malarki, artystki. Na podwórku Złotoustego rano nie czuło się takiej nerwowości i pośpiechu. Rodzice spokojnie się budzili o godzinie ósmej czy dziewiątej, jedynym powodem ich porannego wstawania to były dzieci uczęszczające do szkoły, co zmuszało rodziców do podania śniadania i ich wyprawienia. W domach przy podwórku Złotoustego światła paliły się do późnej nocy, chociaż dzieci już spały to dla ich rodziców dzień pracy jeszcze się nie kończył. Dopiero wówczas przychodziły do głów najlepsze twórcze pomysły, artystyczne wizje, precyzyjne inżynierskie rozwiązania. Złotousty i Popielaty chodzili do tej samej szkoły podstawowej numer pięćdziesiąt, przy ulicy Grobli, do tej samej klasy, siedzieli w ławkach obok siebie, lecz poziom nauki jaki osiągali różnił się bardzo. Złotousty, uczył się bardzo dobrze, lepiej niż jego rówieśnicy. Był bardzo oczytany, wyróżniał się na wszystkich lekcjach, z polskiego, z matematyki, najlepszy był z historii, brał udział w olimpiadach, zwyciężał w międzyszkolnych konkursach o wiedzy. To on właśnie donośnym gwizdem przerwał deklamację rewolucyjnego wiersza Popielatego i zarazem zakończył uroczystą akademię. Powstał harmider i zgiełk, wyprowadzono niepokornego Złotoustego z sali, dyrektorka szkoły długo tłumaczyła się przed kuratorem z zachowania ucznia. Złotousty później dokuczał Popielatemu. - Komu ty się kłaniasz, honoru nie masz, niewolnikiem chcesz być do końca życia? Na podwórku Złotoustego panowała też inna atmosfera, biało czerwone flagi wisiały nad drzwiami wejściowymi do domów aż do wieczora trzeciego maja, piętnastego sierpnia uczestniczono w uroczystych mszach w Kościele Mariackim, zaś jedenastego listopada obchodzono prawdziwe święto niepodległości. Tylko czwartkowa procesja w dniu Bożego Ciała jednoczyła mieszkańców obydwu podwórek, przystrajali solidarnie okna i ołtarz naprzeciwko, tuż przy ulicy Św. Ducha, na przedprożu kamienicy z żółwiem, gdzie mszę odprawiał młody wikary gdańskiej parafii, ksiądz Ernest. W tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym roku, gdy skończył szkołę podstawową, Złotousty jako wyróżniający się uczeń zdał w czerwcu egzaminy do Liceum Ogólnokształcącego numer jeden znajdującego się w Gdańsku przy Wałach Piastowskich a po jego ukończeniu studiował na wyższej uczelni, gdzie uzyskał dyplom z wyróżnieniem. To właśnie wówczas rozpoczął działalność w opozycyjnym ruchu młodzieżowym, został jednym z jego przywódców, odważny, śmiały, bezkompromisowy imponował swoim rówieśnikom. Podczas spotkań na podwórku namawiał Popielatego do wsparcia jego ruchu. Pragnął by włączył również swoich kolegów ze stoczni. - Twój ojciec zginął w proteście przeciw oszukańczej władzy, otumanionej przez komunistycznych siepaczy, a ty siedzisz spokojnie jakby nic się nie stało. Naszym moralnym obowiązkiem jest kontynuować tę walkę. Czy chcesz tego czy nie. Bez wysiłku nas wszystkich nie zaistnieje Polska prawdziwie wolna i niepodległa. Popielaty tak jak partyjnemu majstrowi tak nie dawał się przekonać Złotoustemu. Myślał o matce i młodszym rodzeństwie, chciał spokojnie pracować i zarabiać pieniądze na ich utrzymanie. Złotousty organizował i brał udział w nielegalnych manifestacjach w dniach trzeciego maja przy pomniku Jana III Sobieskiego, jedenastego listopada w kościele Mariackim, czternastego grudnia przed bramą Nr 2 Stoczni Gdańskiej, na cześć poległych w grudniu siedemdziesiątego roku stoczniowców.

Jedno z mieszkań, można to tak określić, było jakby wspólne dla obydwu podwórek. Jednopokojowe mieszkanie na parterze, znajdujące się na rogu ulicy Mariackiej i Mokrej, od strony podwórka posiadało trzy zakratowane okna. Zajmował je mężczyzna o nazwisku Zaucha. Do pracy wychodził o różnych porach, wracał bardzo późno lub w ogóle nie wracał na noc. Nikt nie wiedział kim jest z zawodu. Skibiński, sąsiad Popielatego, który pełnił społeczną funkcję blokowego (dziwne określenie przywołujące na myśl mroczne czasy wojenne), i którego zadaniem była opieka nad całym blokiem czyli rzędem kamienic przylegających do podwórka, wygadał się kiedyś, że go zna. Mówił, że Zaucha pochodzi z Podlasia, w czasie wojny walczył jako partyzant, po wojnie został funkcjonariuszem nowej władzy, że leśni podpalili jego dom, gdzie mieszkał z młodziutką żoną i kilkumiesięcznym synem. Uratował się tylko on. Przyjechał do Gdańska i zamieszkał w domu na rogu, niedaleko od Skibińskiego. Nie rozmawiał z nim, jakby się nie znali, właściwie to Zaucha z nikim na podwórku się nie przyjaźnił, traktował mieszkanie jako miejsce do przespania się i krótkiego wypoczynku. Widok z niego rozpościerał się na oba podwórka a zwłaszcza na mieszkanie Złotoustego, gdzie jedno z okien jako jedyne znajdowało się w wysuniętej poza wszystkie kamieniczki domu. Dlatego też Zaucha mógł obserwować mieszkanie Złotoustego co miało później bardzo istotne znaczenie.

Kościół Świętego Ducha Popielatego z Złotoustym aresztowano trzeciego maja tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego roku na ulicy Koziej, gdy wracali z uroczystości spod pomnika Jana III Sobieskiego. Złotousty przemawiał, mówił o rocznicy konstytucji, o patriotyzmie, o wolności, o niepodległej Ojczyźnie. Popielaty dał się namówić przyjacielowi i poszedł razem z nim na manifestację. Milicyjna nysa nadjechała niespodziewanie od strony ulicy Chlebnickiej, wtrącili ich do niej siłą, zawieźli do aresztu przy ulicy Kurkowej. - I co inteligenciku, teraz się doigrałeś -złośliwie powiedział Zaucha do Złotoustego gdy przeprowadzono go do jego pokoju- opowiesz nam teraz skąd takie mądrości zalęgły się w twojej głowie i dlaczego je tak bohatersko wykrzykujesz. - Pan nie ma prawa mnie zatrzymywać. - Odkąd znalazłeś się za tymi drzwiami prawem dla ciebie jestem ja. - Proszę mnie stąd wypuścić. - Wypuszczę cię jak porozmawiamy o organizacji, o kolegach. Liczne miałeś grono przyjaciół, obserwowałem kto do ciebie nocami przychodzi,. Zdradzisz ich nazwiska, adresy, powiesz gdzie znajduje się drukarnia, w której drukujecie te paszkwile i mącicie w głowach ludziom ciężko pracującym -wskazał na egzemplarze Robotnika leżące na stole. Nie - Złotousty nie zamierzał nic mówić. Po dwóch dniach odbyło się posiedzenie sądu, prokurator oskarżył Złotoustego o próbę obalenia ustroju socjalistycznego. Groziło mu wieloletnie więzienie, sąd zatwierdził tymczasowy trzymiesięczny areszt. Z Popielatym poszło łatwiej. Zaucha najpierw zaczął mówić podniesionym głosem, później już krzyczał. - Co ty gówniarzu myślisz, że będziesz się bawił w politykę, powtarzał to co mówią nawiedzeni inteligenci! Przez nich zginął twój ojciec. Posiedzisz kilka lat to wówczas zmienisz zdanie. Masz schorowaną matkę, brata i siostrę na utrzymaniu. Chcesz ich wpędzić do grobu?.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Złotousty i Popielaty — czytnik · opowiadania