przygoda · 9 min czytania
Złoty interes
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Złoty interes
M/s „Kopalnia Sosnowiec” stał przy nabrzeżu w Porto Magera, przedmieściu Wenecji. Czekaliśmy na rozładunek ziarna. Siedziałem w kabinie, ostrzyłem scyzoryk. Nic już nie mogłem nim ciąć. Przez otwarte drzwi kabiny zobaczyłem wchodzącego po schodach mężczyznę. Miał śniadą twarz o cygańskich rysach. Kruczoczarne, długie, mocno kręcone i dawno niemyte włosy. Ubrany był w obszerny, o parę rozmiarów za duży, brudny samodziałowy płaszcz. - Gdzie idziesz? – zapytałem. - Idę do Kapitana. W portach często kręci się po statku wiele osób, więc odpowiedź nieznajomego nie wzbudziła moich podejrzeń. Tym bardziej, że kabina Kapitana sąsiadowała z moją. Obserwowałem go jak podchodzi do drzwi, puka. Po chwili wszedł do kabiny. Wróciłem do mojego scyzoryka. Po kilku minutach usłyszałem otwierające się drzwi kabiny „Starego”(tak załoga nazywa Kapitana ). Południowiec wyszedł. Zaczął schodzić po schodach. Odwrócił twarz w moją stronę. Uśmiechnął się. Nagle jakaś myśl spowodowała, że zawrócił. Wszedł do mojej kabiny bez pytania. - Ty Starszy Oficer?- zapytał fatalną angielszczyzną. - Tak jestem Starszym Oficerem. - Pokażę ci coś – szepnął tajemniczo, kierując się do małej sypialni, przyległej do kabiny. Zagrodziłem mu wejście w obawie, że ma jakieś niedobre zamiary. - Ty nie bać się. Ja pokazać ci sekret – uspokajał mnie. Jego szept, tajemnicze zachowanie, rozbiegane oczy jakby w obawie przed pościgiem. Wszystko to wytwarzało atmosferę napięcia, już od pierwszej chwili. Wpuściłem go do sypialni. Nerwowo się rozglądając rozpiął płaszcz, potem luźna bluzę i zza pasa spodni wyciągnął, zawinięty w brudną szmatę, pakunek. Położył go na koi i zaczął rozwijać. Jego ruchy były bardzo nerwowe. Przy wszystkich tych czynnościach bez przerwy mówił. - Chief, ja ukraść. Moja statek odpływać za 2 godziny. Ja ukraść z kontener do „Saudi Arabia”. Ja być marynarz. Ja potrzebować bardzo pieniądze.. Ja bać się policja. Ty kupić bardzo tanio. Wszystko za 1 tysiąc dolar. Gdy rozwinął w końcu zawartość pakunku, moim oczom ukazał się obraz jak z bajki. Byłem zaskoczony. Oto na mojej koi, leżało siedem przepięknych złotych zegarków marki Omega Constellation. Jeden z nich miał, wokół cyferblatu, siedem brylantów. Między zegarkami na brudnej szmacie leżał złoty sygnet z trzema brylantami. Wszystkie te wyroby robiły duże wrażenie. Mój niespodziewany gość, widząc moje zainteresowanie, powtarzał w kółko to samo, jak zacięta płyta gramofonowa, że on ukradł, że wszystko za jedyne tysiąc dolarów, że trzeba szybko bo policja itp… Wziąłem jeden z zegarków do ręki. Na odwrocie przeczytałem, że zegarek jest wykonany z 18 karatowego złota. Oznaczenie próby złota, nie wzbudzało żadnych podejrzeń. Gdy już sobie pooglądałem skarby, musiałem zejść na ziemię. Cały mój majątek w tej chwili wynosił 134 dolary amerykańskie. - Dobrze – przerwałem nerwowy monolog południowca – ale ja nie mam pieniędzy. Zamilkł na moment zaskoczony. - Może kolega mieć? – zasugerował. - Nie mogę wciągać w takie sprawy kolegów! – odpowiedziałem stanowczo. - No a ile masz – zapytał. - Zaledwie 130 dolarów. Zastanowił się krótko i zadecydował. Wziął jeden z zegarków, wsadził mi do ręki. - Masz Chief, niech stracę. Ale ja nie miałem zamiaru wydawać swoich ostatnich pieniędzy. - Nie, nie kupuję, bo to są wszystkie pieniądze jakie mam – powiedziałem zrezygnowany, oddając mu zegarek. Przybysz zaczął znowu od początku cały swój wywód, zmieniając argumentację. - To ja prawie cały majątek chcieć oddać za bezcen, a ty nie chcesz kupić?!! Po pewnym wahaniu sięgnął po drugi zegarek i podał mi go. - Dobrze, masz tu drugi zegarek, niech stracę. Widząc ustępliwość południowca zaniepokoiłem się trochę. - Ale.. Czy to nie są podrabiane zegarki? – zapytałem. - Ależ nie! –wykrzyknął bardzo wzburzony – zobacz! Złapał mnie za rękę. Odruchowo ja cofnąłem. - Ty nie bać się, ty mieć obrączkę, ty dać mi obrączkę , ja ci pokazać – nalegał. Bez przekonania zdjąłem obrączkę i podałem mu ją. Wziął obrączkę do ręki, wyciągnął z kieszeni płaszcza zapalniczkę, zapalił i zaczął zbliżać płomień do obrączki. Obrączka zaczęła natychmiast czernieć w miejscu przyłożenia płomienia. - Widzisz!.. A teraz patrz! Oddał mi obrączkę, wziął jeden z zegarków leżących na koi, i przystawił do zapalonej zapalniczki. - Patrz, czernieje jak obrączka. To jest złoto. - Zobacz! Zobacz! – mówił dalej podniecony. Odłożył zegarek , wziął do ręki sygnet z brylantami. Rozejrzał się po…