Inne · 3 min czytania
Złoty strzał
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Słyszę swój szyderczy śmiech. Nie mieszczę się w ciele..., a wokół wielkość zabijająca jednostkę. Stoję, widząc siebie..., całe mnóstwo siebie. W mroku pragnę przeciąć błękit nieśmiało zdobiący me nadgarstki. Zimny dotyk ostrza metalu znika w miękkiej, bolesnej przestrzeni. Mózg oddala się od rzeczywistości, a wokół nieśpiesznie mnożą się byty myśli i duchów.
Blask i mrok toczą niekończący się spór. Nie jestem sam, jest mnie całe mnóstwo. Atakuję siebie, dźgając na oślep zimnym, srebrnym ostrzem. Nie mam władzy nad ręką, która stała się niczym automat kierowany wewnętrzną ciemnością. Stoją wokół mnie i stoję, osaczając siebie, tracąc myśli nigdy nieistniejące. Jak śpiew ptaków upajam się w nieistotnej, ulotnej chwili, wciągającej w szaleństwo nowego życia. Jestem alfą i omegą zagubioną w wielości myśli. Jestem katem i ofiarą krwawiących wspomnień. To ja w tym wyimaginowanym świecie biorę na ręce cierpienia wielu.
Czerwona kreska przebiegająca przez błękitną wstęgę wciąga jaźń w nieznane. Byłem kryształem brutalnie rozbitym i porzuconym w