Wakacje · 10 min czytania
ZŁY
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
ZŁY
Witaj! Przedstawię ci historię pewnego chłopca, młodzieńca, który był Zły. Znałem Złego od dziecka. Razem dorastaliśmy, chodziliśmy do jednej klasy, po szkole też byliśmy zawsze razem. Najlepsi kumple, bracia krwi i inne bzdety. Nasze życie było zwyczajne, znaczy się przynajmniej Ja tak myślałem, lecz pewnego dnia- to był szczególny dzień, świeciło słońce, niebo było błękitne, bezchmurne, wiał delikatny orzeźwiający wiaterek - w czasie wakacji, chyba 15 lipiec...
- Wielu ludzi myśli tak jak ty - powiedziałem - ale nikt tego nigdy nie robi. To nienormalne. - On jest nienormalny - odpowiedział konspiracyjnie spoglądając na boisko. - Daj spokój, chodź grać - próbowałem go przekonać. - Nie! - prawie krzyknął - Nie ujdzie mu to na sucho. Idziesz ze mną, czy nie? - Nie. Rób co chcesz, ale beze mnie. - odpowiedziałem i pobiegłem za resztą chłopaków na boisko. Dziś żałuję, że nie potraktowałem tego co mówił na serio. Być może ocalił bym...nie to i tak musiało się stać, już było za późno by cokolwiek zmienić. On musiał...
- Cześć Zły, idziesz grać? - zapytałem choć i tak znałem odpowiedź. - Jasne, poczekaj tylko się przebiorę. - odpowiedział jak zawsze. To było niedzielne popołudnie, wtedy graliśmy każdego dnia. Nie miało dla nas znaczenia czy jest zwykły dzień czy święto, graliśmy w deszczu i upale, po prostu gdy nadchodziły wakacje braliśmy piłkę i szliśmy na boisko. - Idziemy. - powiedział gdy w końcu wyszedł.
Boisko znajdowało się na polance przy lesie. Z dala od domów. Gdy dotarliśmy na miejsce zastaliśmy tam kilku kumpli, kilku przyszło odrobinę później. Ustaliliśmy składy drużyn, poszło nadzwyczaj szybko. Z ustalaniem składów zawsze były problemy, najpierw nikt nie chciał wybierać, gdy znalazły się jakieś ofiary, skazane na wybór swych drużyn z pośród reszty ekipy i gdy wreszcie tego wyboru dokonały, to zawsze znaleźli się jacyś niezadowoleni ze swego składu. A to ten nie chciał grać z tamtym, to znów jedna z drużyn okazywała się za silna, i trzeba było dokonać jakiejś roszady. Tym razem również nie obyło się bez tych ceregieli, ale trwały one krócej niż zwykle. Zawodnicy ustawili się na swoich połowach, ustalono do ilu bramek gramy (tak, graliśmy na bramki nie na czas) i przedstawienie się zaczęło. Z początku wszystko było dobrze, lecz po pewnym czasie drużyna, w której grał Zły zaczęła przegrywać. Na bramce w tej drużynie grał chłopak, którego przezywaliśmy Pustuzzi. Starsi (starszymi nazywaliśmy większych chłopaków z naszej okolicy, spotykaliśmy się z nimi jedynie na boisku) zawsze powierzali mu tę pozycję ponieważ był najmniejszy i nie mógł się sprzeciwić. Na nic zdały się jego tłumaczenia, że nie umie bronić - "Masz siedzieć w bramie, a spróbuj puścić gola to dostaniesz" - mówili wtedy starsi, więc siedział w klocie ten Pustuzzi i oczywiście puszczał bramki, których i tak w żaden sposób nie mógł obronić. Bo cóż może mały chłopiec, którego wspomagał w tej beznadziejnej sytuacji Zły, gdy przeciwna drużyna atakuje trójką bądź czwórką zawodników. Atmosfera na boisku uległa pogorszeniu, starsi z drużyny Złego zaczęli krzyczeć na Pustuzziego, lecz to również nie zmieniło wyniku doszło natomiast do kilku przepychanek pomiędzy starszymi obu drużyn. Po kolejnej straconej bramce, Misiek, największy chłopak z drużyny Złego, podbiegł do Pustuzziego i zaczął się na niego wydzierać, parę razy trzasnął bramkarzyka w twarz. Malutki Pustuzzi spojrzał na Miśka i krzyknął najgłośniej jak umiał - " Pieprz się ty góro sadła, jak ci się nie podoba, to broń sobie sam" - po tych słowach odwrócił się ruszył w kierunku domu. Misiek przez chwilę stał jak wryty, nikt nigdy nie ośmielił się do niego odezwać w ten sposób, lecz gdy inni starsi zaczęli się z niego śmiać ruszył w pogoń za Pustuzzim. Chłopak widząc, że goni go ta "beka sadła" zaczął biec na przełaj przez starą piaskownię. Niestety nie był zbyt dobrym biegaczem, w przeciwieństwie do swego rywala, który pomimo zbędnych kilogramów miał znakomity sprint. Już po chwili Misiek znalazł się tuż za chłopcem, i wyciągał właśnie rękę, aby go chwycić, gdy ten wykonał nagły zwrot w prawo i odskoczył na kilka kroków. Zaskoczony tym manewrem Misiek potknął się i upadł. Jeszcze bardziej wściekły podniósł się, aby kontynuować pościg. Gdy zbliżył się do Pustuzziego na tyle by móc go złapać chłopak znów wykonał ten manewr tym razem w lewo, jednak nie udało mu się zgubić pościgu. Misiek wciąż deptał mu po piętach. Chłopak spróbował raz jeszcze, to była jego ostatnia próba w tym pościgu. Gdy zawracał został podcięty, upadł na brzuch i zaparło mu dech. Gdy rozpaczliwie próbował zaczerpnąć powietrza, otwierając przy tym usta jak ryba wyrzucona z wody, coś ciężkiego usiadło mu na plecach, był to Misiek. Spadł na chłopca, jak orzeł na zająca, dociskając go do ziemi, pozbawiając tym samym możliwości złapania oddechu. Chwycił chłopca za włosy i zanurzył jego twarz w piachu, który natychmiast znalazł się w jego…