Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Hobby · 6 min czytania

Zły pies

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

-Buddy, Buddy no chodź! - z odmętów przedpokoju dał się słyszeć ciepły głos mojej pani. Wyrwała mnie akurat z mojej popołudniowej drzemki. Trochę mnie to zdziwiło bo do spaceru zostało jeszcze trochę czasu, ale może miała coś do załatwienia i wolała wyjść ze mną wcześniej. Podniosłem się powoli z mojego legowiska, przeciągnąłem się ziewając leniwie. -No chodźże wreszcie! - Ponagliła mnie, więc nie zwlekając ani chwili dłużej wyszedłem z małego pokoiku gdzie mieściło się moje legowisko i ustawiłem się koło drzwi wyjściowych. Kręciła się nerwowo po kuchni jakby czegoś szukając, potem przeszła do pokoju mijając mnie, ale nie poklepała mnie po głowie jak zwykła to robić. Dziwne... Jeszcze dziwniejsza była obroża, którą wsunęła mi przez głowę. Pachniała nowością, ale nie było na niej mojego numerka ani tabliczki z imieniem. Spojrzałem na nią pytająco, ale odrazu odwróciła wzrok. Założyła na siebie płaszcz, wzięła torebkę i klucze. -Idziemy. - mruknęła przypinając mi smycz. Podróż windą jak zawsze wydawała mi się wiecznością, czułem już zapach świeżej trawy i delikatnego letniego powietrza. Spacery to było to, co lubiłem najbardziej. Zazwyczaj chodziliśmy do pobliskiego lasku, tam moja pani odpinała smycz i pozwalała mi prowadzić. Biegałem radośnie od krzaka do krzaka co jakiś czas przystając i pozwalając mojej pani się dogonić. Uśmiechała się, gdy widziała jak gonie wiewiórki lub myszki, podobała jej się moja bezradność, gdy stworzenie umykało mi w momencie, w którym właśnie miałem je capnąć. -Głupiutki jesteś Buddy. - Mówiła i klepała mnie po głowie. Merdałem wtedy radośnie ogonem i biegłem dalej ciesząc się wolnością. Teraz było jakoś inaczej, moja pani nerwowo zerkała na zegarek, biła od niej niepewność i lęk. Coś miało się wydarzyć, ale nie bardzo wiedziałem, co to mogło być. Nie poszliśmy do lasu, skręciliśmy w stronę parkingu gdzie stało jej zaparkowane auto. Zdziwiłem się, ale przez głowe przebiegła mi myśl, że może nadszedł już czas na kolejną wizytę u weterynarza. Nie lubiłem tego, nie miałem zaufania do ludzi, którzy sprawiali mi ból. Otworzyła przednie drzwi i wpuściła mnie na siedzenie koło siebie. Usadowiłem się na tyle wygodnie na ile pozwalały mi moje gabaryty. Bo należy wspomnieć, że jak to zwykle mówiła moja pani byłem "owczarkiem kaukaskim" miśkiem, który pakując się na łóżko zajmował jego połowę. Mojej pani to nie przeszkadzało często kładła się ze mną pod kołdrą i usypiała wtulona w moje futro. Była wtedy taka spokojna, zupełnie inna niż teraz. Zazwyczaj całą drogę samochodem mówiła do mnie, opowiadała mi jak spędziła dzień, wiedziała, że i tak jej nie odpowiem, ale mimo to mówiła a ja słuchałem, połowy z tego kompletnie nie rozumiejąc. Bo czym dla psa są rachunki, delegacje, praca. Moim największym problemem była pusta miska, gdy żołądek przyklejał

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%